Wszyscy chcą wygrać
Rozmowa z Janem Urbanem, selekcjonerem reprezentacji Polski
Robert Lewandowski jest teraz taki ładny, amerykański, ale ile będzie grał w kadrze – tego jeszcze nie wie nawet selekcjoner. Fot. Foto Eyepix/SIPA USA/PressFocus
W 11 dni rozegracie cztery mecze. To jest wyzwanie nie tylko sportowe, ale i logistyczne?
– Tak. Trzeba będzie umiejętnie regulować siły wielu zawodników w zależności od tego, kto ile grał, kto jest starszy, a kto młodszy. Zobaczymy czy wszyscy będą do dyspozycji, bo dla mnie logiczne jest, że grając tyle spotkań, to w którymś momencie jeden, drugi czy trzeci gracz może wypaść. Grasz cztery spotkania, są kartki – a po dwóch kartkach ktoś może pauzować - więc wszystko będzie płynne, będzie się zmieniało. Na pewno będziemy robić symulację sposobu, w jaki zagramy. Musimy zarządzać siłami, natomiast sytuacja może nas zmusić do zmiany planów i trzeba będzie korygować je na bieżąco. Jeśli chodzi o samą Ligę Narodów, to wszyscy wiemy, że teraz trudniej będzie dostać się na Euro, więc ścieżka awansu poprzez LN jest ważna. Z tego, co słyszę, wszyscy chcą wygrać naszą grupę. Wszyscy widzą, że jest wyrównana i wszystko się w niej może wydarzyć.
Gdyby pan miał wybierać między zwycięstwem w grupie a „zbudowaniem” dla kadry dwóch, trzech nowych piłkarzy na przyszłość, to na co by pan postawił?
– Jeśli chodzi o młodych piłkarzy, to dostaną szanse, ale muszą wywalczyć sobie minuty. Ktoś dostanie 15 minut i jeśli dobrze wypadnie, to w następnym meczu może dostać 30 czy 45. Gdybym miał was zapytać o podstawowy skład reprezentacji, to wydaje mi się, że nie byłoby tam wielu nowych zawodników. Mamy skrzydła - Kamiński, Zalewski. Mamy środek z Zielińskim i Szymańskim, w obronie jest mur portugalski, mamy Casha grającego w Premier League, mamy „Lewego”. Nowych piłkarzy trzeba umieć wprowadzać, bo oni nie będą grali od razu po 90 minut, ale będzie czas na to, aby dostali szanse. Czy je wykorzystają – tylko od nich będzie zależało. Na tym polega futbol – na wykorzystaniu szansy.
Inteligentni piłkarze potrafią dostosować się do każdego systemu...
– Brawo!
…natomiast ciekawą kwestią jest to, czy Przemysław Frankowski, który jest w kapitalnej formie w Stade Rennes, będzie w stanie przełożyć tę dyspozycję na reprezentację?
– Długo go nie było, po tym jak złapał kontuzję z Nową Zelandią. Wiedzieliśmy jednak, że zdrowy Frankowski zawsze był podstawowym zawodnikiem. To naprawdę nie jest prosta sprawa.
Czy struktura reprezentacji będzie zależna od przeciwnika? Przykładowo, znowu zagramy ze Szwecją, z którą w pamiętnym meczu o mundial byliśmy naiwni.
– Nie byliśmy naiwni. Wiem, że fajnie jest tak mówić po spotkaniu, szczególnie jeśli minęło tyle czasu. Gdybyśmy byli naiwni, to – moim zdaniem – Szwedzi, dysponujący taką szybkością, grający bezpośrednio, skontrowaliby nas wiele razy, ale oni tego nie zrobili. Byli jednak bardzo skuteczni, dlatego mówiłem po meczu, że nie będzie nam łatwo grać tak, jak ze Szwecją, bo wiedziałem, że zagraliśmy bardzo dobrze. Oczywiście, chcielibyśmy mieć inny wynik. Wolałbym grać słabo i awansować – tak jak skomplikowaliśmy sobie mecz z Albanią na własne życzenie, lecz wygraliśmy. Najbardziej żałuję nie tego, że nie było nas na mistrzostwach świata, ale że nie mam komfortu, by dostać cztery-pięć tygodni z drużyną, żeby zrobić mocną grupę i potrenować w dobrych warunkach, aby wypracować pewne rzeczy np. w obronie.
Może nie sama gra, ale błędy ze Szwecją były naiwne...
– No nie. Uważacie za błąd gola z rzutu wolnego. No nie, znakomicie zrobili wybloki, to się powtarza.
Ale jak do tego wolnego doszło?!
– No niepotrzebnie, okej, ale tu chodzi o samo zagranie. My robiliśmy praktycznie taki sam rzut wolny z podobnego miejsca. Jan Bednarek zgrywa w polu karnym piłkę do Kuby Kamińskiego, a „Kamyk” uderza w biodro obrońcy. Gdybyśmy to strzelili, to mówilibyśmy inaczej, ale rozumiem, że liczy się to, co w sieci (śmiech). Każdy ma swoje zdanie, ja mam swoje.
Nie da się ukryć, że Polska robi błędy w obronie. Jak temu zaradzić?
– Zgadza się, robimy błędy, ale często indywidualnie. Końcówka meczu ze Szwecją była źle rozegrana, ale dlaczego? Nie dlatego, że brakowało zawodnika w tej czy tamtej strefie, tylko z braku doświadczenia w kluczowych sytuacjach. Ci piłkarze, o których myślimy, to takiego doświadczenia nie mieli.
Trzon defensywy stanowi duet stoperów Porto - Kiwior i Bednarek. Czy chciałby pan, aby kadra broniła tak jak Porto? Ta drużyna mają w tym względzie świetne wyniki, ale ma też... fenomenalnego bramkarza.
– Porto w większości spotkań ma 60-70 procent posiadania piłki. Janek i „Kiwi” mają w meczach niewiele interwencji - naprawdę. Ten portugalski mur będzie sprawdzany dopiero w Lidze Mistrzów. Zawsze pamiętajmy o tym, jakie wyzwania i jaki poziom jest potrzebny, aby grać w reprezentacji. Byłem na niejednym spotkaniu Porto. Brawo, bo nasi grają razem i się rozumieją, ale mają tam zupełnie inną rolę, zdecydowanie bardziej ułatwioną niż w kadrze, gdzie mają znacznie więcej pojedynków. Tutaj muszą udowodnić swoją jakość.
Porto świetnie przechodzi z czwórki na trójkę obrońców. Czy dla pana temat zmiany ustawienia jest bezsensowny?
– Nie jest bezsensowny, ale nie ma takiego znaczenia, jak to rozdmuchujemy. W meczu ze Szwecją bardzo często graliśmy czwórką, bo Cash był obniżony, a Kiwior ustawiony jako lewy obrońca. To jest ta hybryda.
Właściciel Pogoni Szczecin, Alex Haditaghi, domagał się powołania Patryka Dziczka, właściciel Górnika Lukas Podolski domagał się Kacpra Urbańskiego. Jest pan wrażliwy na takie głosy?
– Jeden i drugi znają się na piłce. O „Poldim” nie trzeba mówić, to jest ewidentnie. Właściciela Pogoni na tyle nie znam, ale jeśli mówi, że – jak to ujął – popełniłem zbrodnię, bo nie powołałem Dziczka, to powiem tak: rozmawiając o typowej „szóste” a la Bartosz Slisz, to Dziczek mógłby się tam mieścić, a to znaczy, że właściciel Pogoni się zna.
Były pretensje, że nie pojechał pan do Szczecina.
– Niczego nie zrobiłem specjalnie. Nie byłem w Białymstoku, nie byłem w Szczecinie, nie byłem na kilku stadionach, co nie oznacza, że nie oglądałem kilku drużyn – choćby w meczach wyjazdowych. Nie widzę żadnego problemu z tym, żeby tam pojechać, ale często jest tak, że gdy masz mecze do wyboru, to tutaj gra jeden, a tam czterech potencjalnych kadrowiczów i trzeba zdecydować.
Fani ekstraklasy domagali się powołania Karola Czubaka.
– Uważam, że wymagania w reprezentacji są zdecydowanie wyższe niż w ekstraklasie i miałby problemy. Obym się mylił i oby strzelał jak najwięcej. Być może znowu zostanie powołany, tak jak zaliczył debiut w czerwcu – w nagrodę, bo przez ten czas nie mógł wtedy wiele pokazać. Był to dla niego na pewno ważny dzień, chociaż nie wiem czy dotknął piłkę. Ma to w CV, bo zasłużył sobie grą. Natomiast jeszcze mu troszkę brakuje, żeby wejść do reprezentacji. To zawodnik pola karnego, potrafi się znaleźć, gra dobrze głową, ale uważam, że to wystarczy w ekstraklasie – w kadrze nie. Miał zresztą epizod w Belgii i tam miał problemy. Bardzo często gwiazdy naszej ligi nie radzą sobie gdzie indziej.
Karol Świderski strzelił dla Widzewa jednego gola, a Czubak dla Motoru sześć.
– Do ekstraklasy wrócił reprezentant Polski – właśnie Świderski – i kibic oczekuje więcej. Na razie „Świder” nie jest chyba do końca zadowolony ze swoich liczb. Jeśli ktoś ogląda Widzew, to widzi, że Świderski odda na boisku wszystko. Popatrzmy jednak nie tylko z perspektywy klubu, ale reprezentacji – gdzie ten gracz jak na razie nie zawodzi.
Robert Lewandowski przyznał, że po raz pierwszy nie przeszedł okresu przygotowawczego, a kadrę czeka spora dawka w krótkim czasie. Jak może wyglądać gospodarowanie jego siłami?
– W zależności od tego, jak się będzie czuł. Będziemy grali i jeśli w spotkaniu z Bośnią uznamy, że to jest moment, że trzeba dać mu odpocząć, to tak zrobimy, a jeśli uznamy, że jest nam potrzebny do samego końca, to go zostawimy. W następnym meczu może wejść na drugą połowę – oczywiście mówimy przykładowo. Tak to może wyglądać, ale to są tylko spekulacje.
Jan Urban rozpoczyna kolejny etap w reprezentacji Polski. Fot. Tomasz Jastrzębowski/PressFocus
