Wspólne granie i świętowanie
Rozmowa z Tomaszem Frankowskim, 22-krotnym reprezentantem i zdobywcą dziesięciu bramek w narodowych barwach, 4-krotnym królem strzelców ekstraklasy
Podcinka Tomasza Frankowskiego. Lata mijają, a „Franek łowca bramek" dalej to ma! Fot. Marcin Bulanda/PressFocus
- Oczywiście! Tym bardziej, że przyjechali z piłkarzami, którzy grali na wysokim poziomie jakiś czas temu, bo mieli przecież takich zawodników, jak Tony Adams, Robbie Fowler, John Terry, Emile Heskey. Nie trzeba nikomu przypominać tych zawodników, to piłkarze znani wszędzie. Sam mecz to miała być oczywiście dobra zabawa i pokazanie tysiącom fanów na Stadionie Śląskim, że my również wciąż potrafimy grać i wyzwalać emocje. Wynik 4:2, sześć bramek, fajne akcje - myślę że musiało się to podobać.
Grano na 70-lecie Stadionu Śląskiego; ma pan chyba dobre wspomnienia z tego obiektu?
- To prawda, natomiast muszę przyznać, że częściej grywam tutaj teraz jako oldboj, niż miało to miejsce w tych czynnych czasach, jako reprezentant. Z tych swoich piłkarskich czasów najbardziej pamiętam mecz z Portugalią, wprawdzie z ławki rezerwowych, ale zwycięski w eliminacjach do mistrzostw Europy, wygrany 2:1 po dwóch bramkach „Ebiego” Smolarka [październik 2006 – przyp. red.].
W sobotnim spotkaniu zdobył pan bramkę na 4:0; można powiedzieć: w stylu Tomasza Frankowskiego, z pola bramkowego, podcinką!
- Pewnych spraw się nie zapomina. Czułem że Grzegorz Mielcarski może trafić w poprzeczkę, a ja miałem się znaleźć tam, gdzie byłem. Trochę z braku sił nie uderzałem na siłę, tylko właśnie podcinką.
To był moment, że Wyspiarze trochę się zdenerwowali, tak to wyglądało z boku. A jak z boiska?
- To prawda, zdenerwowali się trochę na wynik meczu. Nie ukrywam, że poluzowaliśmy wtedy szyki w tyłach, choć nie powiem, że daliśmy im strzelić – absolutnie nie! Sami zdobyli gole po ładnych akcjach, choć prawdopodobnie system VAR źle zadziałał... A tak na poważnie: najważniejsze są bramki, dobra zabawa dla kibiców.
Przy okazji takiego wspominkowego meczu to plus jest chyba też taki, że macie okazję do spotkania się po latach?
- Tak, zdecydowanie. Mecz się skończył, a po wszystkim jest trzecia tercja, podczas której jest okazja do powspominania wszystkiego, tych naszych pięknych wspominków z kariery. Słyszeliśmy zresztą, jak Steve McManaman mówił, że i Anglików po wszystkim czeka zimne piwko, żeby schłodzić organizm (uśmiech).
Rozmawiał Michał Zichlarz
