Wołanie o dobry obyczaj

Andrzej Grygierczyk

Czytam tekst, który ukazał się na naszych łamach w czwartek, a dotyczy niedoszłego do skutku spotkania prezydenta Chorzowa Szymona Michałka z jednym z wiceministrów sportu, co miało nastąpić 6 listopada. Tematem miał być oczywiście stadion dla Ruchu przy ulicy Cichej, który był jednym z leitmotivów wyborczej kampanii samorządowej w tym mieście. Prezydent Michałek miał zapewne nadzieję na merytoryczną rozmowę o 100 mln zł, które obiecał na sfinansowanie części budowy stadionu jeszcze poprzedni premier Mateusz Morawiecki. To z kolei miało miejsce jeszcze w ramach wyborczej kampanii parlamentarnej, która rzecz jasna kieruje się swoją własną logiką i dynamiką, w czym mieszczą się również obietnice, częściej nierealne niż realne. Przypomnijmy, że koszt budowy stadionu Ruchu – czas trwania to trzy lata – obliczono wówczas na około 261 mln, a samorząd Chorzowa miał zamiar wziąć kredyt w wysokości 109 mln, z czasem spłacania przez 15 lat, począwszy od 2027 roku. W założeniu częściowe sfinansowanie budowy stadionu miało być dla ekspremiera mocnym orężem, zdolnym przekonać chorzowski elektorat do oddania „właściwego głosu”. Najwyraźniej nie było...

Ale w Chorzowie o tych 100 milionach pamięta się do dzisiaj, z nadzieją, że nie są to pieniądze wirtualne czy wręcz zmyślone (zresztą inwestycja ta przeszła ministerialną drogę formalną).

Jak na razie wygląda jednak na to, że było to błędne założenie. I spełnia się to, co (niechcący) wieszczyłem w tym miejscu przed blisko rokiem, a mianowicie, że „w normalnym kraju zobowiązania poprzedniej władzy powinna wziąć na siebie kolejna; a u nas powinna tym bardziej że na jej czele stanął ten – chodzi oczywiście o Donalda Tuska, któremu za poprzedniej premierowskiej kadencji zarzucano, że zamiast rządzić bardziej woli haratać w gałę. Rzecz w tym, że zaraz może się okazać, iż państwowa kasa pusta, że szybko pojawią się inne, znacznie istotniejsze potrzeby niż chociażby stadion Ruchu (żadna sztuka takie znaleźć), no i w ogóle realizacja zobowiązań poprzedniego rządu mogłaby być swoistym obciachem dla nowego, gdyż byłaby legitymizacją poczynań tamtych”.

No i tak się dzieje, o czym świadczą uniki, jakie wobec władz Chorzowa robi minister sportu Sławomir Nitras, który notabene już kilkakrotnie w czasie swojej kadencji odwiedzał województwo śląskie. W rzeczonym tekście z czwartku piszemy, że prezydent Michałek podjął wiele prób, by spotkać (skontaktować) z ministrem Nitrasem, ale żadna z nich nie została zwieńczona powodzeniem. Stąd też dość rozpaczliwy anons zamieszczony w mediach społecznościowych prezydenta, a brzmi on tak: „Uprzejmie informuję, że podjęcie dalszych kroków celem przeprowadzenia (…) inwestycji pod nazwą „Przebudowa stadionu piłkarskiego przy ulicy Cichej 6 w Chorzowie”, jest działaniem absolutnie niezbędnym dla poszanowania potrzeb i woli mieszkańców Chorzowa, a także miast ościennych”. I dalej: „Dotychczasowa opieszałość i brak reakcji ze strony ministerstwa sportu jest dla mnie niezrozumiała i rozczarowująca”.

Oczywiście, minister Nitras i jego otoczenie mogą mieć zupełnie inne spojrzenie na te sprawy, z tezą, że budowa takich obiektów jak stadiony powinna być zmartwieniem poszczególnych samorządów, a nie rządów. Tym bardziej w niespokojnych czasach, które niestety nadeszły, w których deficyt w budżecie polskiego państwa zanosi się na rekordowy, w których tak wiele wprost mówi się o militarnych zagrożeniach i konieczności przygotowania się na nie, w których z braku pieniędzy zamyka się oddziały szpitalne albo wręcz całe szpitale...

Ale tym bardziej na miejscu jest wołanie o dobry obyczaj, o wzajemny szacunek i oczywiście rzeczowe spotkanie – choćby miało być trudne.

A cała ta sytuacja sugeruje – panie i panowie ze świata polityki – by nie składać czczych obietnic, bo po pierwsze – samemu wychodzi się na kogoś mało poważnego, a po drugie – podważa to zaufanie do całej klasy politycznej, ze szczególnym uwzględnieniem rządzących tu i teraz.

PS. Prezydent Michałek bez względu na okoliczności obiecuje budowę stadionu, tyle że zajmie to więcej czasu.