Wojna gwiazd – największych
BEZ ROZGRZEWKI - Andrzej Grygierczyk
Zaczyna się mecz w... coś. W co? Nie wiadomo. Albo wiadomo, w końcu jak nie wiadomo, o co chodzi, to oczywiście chodzi o kasę. Miejsce rozgrywki wręcz wymarzone: Monako. To tam rozległ się pierwszy gwizdek. Gdzieżby indziej?
Drużyny w każdym razie znakomite. Po jednej stronie Mieczysław Nowicki, Andrzej Supron, Grzegorz Kotowicz, Teresa Sukniewicz-Kleiber, Rafał Grotowski, Ewa Kłobukowska, Urszula Kielan, Janusz Pyciak-Peciak, Wojciech Bartnik, Tadeusz Mytnik, Jan Jankiewicz, Marek Dąbrowski. Po stronie drugiej m.in.: Otylia Jędrzejczak, Adam Korol, Marian Kmita, Adam Konopka, Tomasz Chamera, Henryk Olszewski, Leszek Blanik, Anna Bajan, Adam Małysz, Artur Chmielarz, Sławomir Szmal, Piotr Pustelnik, Krzysztof Wiłkomirski, Tomasz Kwiecień i Filip Szołowski.
Pierwsi podnieśli obie ręce w ramach wiwatowania na cześć prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego, Radosława Piesiewicza, drudzy przeciwko niemu. A wszystko to w związku z umową, jaką zawarł prezes z firmą zondacrypto, oczywiście z pieniędzmi w tle. I tymi prawdziwymi, i tymi nie wiadomo co. Czyli krypto. Drudzy się wściekli, bo – po pierwsze – nic o tym dealu nie wiedzieli, co samo w sobie jest ciekawe, bo jest wśród nich sześciu (z dziewięciu ogółem) wiceprezesów PKOl-u, a po drugie – siedziba PKOl-u na Wybrzeżu Gdyńskim w Warszawie ma się nazywać im. Jana Pawła II zondacrypto. Czy jakoś tak. Smakowite samo w sobie.
Wściekli się też dlatego, że jednak – ich zdaniem (i nie tylko) – tego typu umowy powinny być w najbardziej kompetentnym gronie dyskutowane, zanim się je podpisze, bez względu na to, czy w założeniu są atrakcyjne (dla obu stron), czy – też w założeniu – śmierdzące.
Mamy więc mecz o bliżej nieznanych regułach, za to – jako się rzekło – z czołowymi postaciami polskiego sportu w tle, mistrzami i medalistami olimpijskimi. Nie wiadomo, czy te postaci chciały uczestniczyć w tej grze, czy zostały wplątane w nią mimo woli. Faktem jest, że szykuje się coś, co w polskim sporcie raczej nie miało precedensu: wojna gwiazd. Może tylko na słowa i – powiedzmy – na dyplomację, ale może będzie krwawa i wyniszczająca. Taka wojna, która musi uchodzić za zaprzeczenie tego wszystkiego, co w olimpizmie najcenniejsze i najbardziej symboliczne. Grecy by powiedzieli: Ekechejria.
Nie da się ukryć, że Piesiewicz ma dość specyficzny sposób działania. Opiera się on na sprawnym poruszaniu się w światku polityki, ze szczególnym uwzględnieniem jej prawej strony, konkretniej w Prawie i Sprawiedliwości, a jeszcze konkretniej w kumplowaniu się z ekspremierem Jackiem Sasinem. Niewątpliwie miało to wpływ na poczynania spółek Skarbu Państwa, które za czasów rządów PiS-u hojnie wspierały PKOl. Po wyborach w 2023 roku Piesiewicz stał się wrogiem numer jeden nowej władzy, która wysunęła wobec niego multum oskarżeń. Wydawało się, że już za chwilę go zamkną (skądinąd rozmaite sprawy w prokuraturze się toczą), ale ten etap zakończył się... dymisją jego głównego oponenta, walczaka, ministra sportu Sławomira Nitrasa. Szef PKOl-u odżył już całkowicie po tym, jak prezydentem został Karol Nawrocki, czego swoistym wyrazem – czy też odzwierciedleniem – jest umowa zawarta w Monako. Można powiedzieć, że znów wysoko podniósł głowę; no i temu czy owemu w oczy się zaśmiał. I butnie dodał (w minioną środę w Lublinie), że „nie muszę pytać o podpisywane umowy”.
Będzie się śmiał długo? Tu następujące przypomnienie (za TVN24): „Założycielem BitBay – poprzednika zondacrypto – był Sylwester Suszek, określany jako „polski król bitcoinów”. Suszek zaginął w 2022 roku. Oficjalnej wersji nie ma, bo prokuratura nie zdradza, jakie ma ustalenia. W sprawie pojawia się wiele teorii spiskowych, wiele plotek” – mówił w ubiegłym roku w TVN24 Michał Fuja, autor materiału „Superwizjera” pod tytułem „Polski król bitcoinów i jego powiązania”.
Wątpliwości są i będą; a ustąpią zapewne tylko wtedy, kiedy PKOl, a wraz z nim olimpijczycy będą się kąpać w walucie zwanej zondacrypto. No, chyba że za parę lat ta waluta niewiele będzie warta. Któż to wie. Bez względu na to aktualne pozostanie pytanie, jak ten mecz drużyn złożonych z wielkich nazwisk polskiego sportu się zakończy? Czy triumfować będzie ta, która podniosła rękę za działaniami prezesa, czy ta, która podnosi i upowszechnia wątpliwości? No i czy grupy te będą jeszcze zdolne do zgodnego współdziałania na rzecz polskiego sportu.
