Wojna gór, czyli rozdrobnienie dzielnicowe

POWRÓT DO KORZENI, cotygodniowy felieton Michała Listkiewicza

Żenujące zamieszanie wokół nominacji olimpijskiej dla polskich narciarek alpejskich (zjazdowych ?) może mieć dużo większe konsekwencje niż się na pozór wydaje. Tylko Nikola Komorowska zachowała się przyzwoicie i może czuć się moralną zwyciężczynią tej wstydliwej batalii o paszport do Turynu. Zrezygnowała z wyjazdu pod wpływem środowiskowego hejtu. Może chociaż strój olimpijski dostanie od wspaniałomyślnych działaczy? Wiceprezes PZN Rafał Kot bardzo mętnie tłumaczył sytuację i przy okazji niechcący odsłonił kulisy brudnej środowiskowej wojenki. Nie znam się zbytnio na sportach zimowych, ale bywali w temacie znajomi z gór coś niecoś mi opowiedzieli. Nie przypuszczałem, że antagonizmy pomiędzy góralami beskidzkimi i podhalańskimi są tak głębokie i przeniosły się na sport, który powinien być areną szlachetnej rywalizacji, a nie personalnych wojenek. Przed wiekami gubiło Polskę rozdrobnienie dzielnicowe, czyżby w naszym narciarstwie wracano do tamtych czasów?

Młode narciarki - wspomiana Nikola Komorowska i Aniela Sawicka - są tu niewinne, wstydzić powinni się działacze i inspirowani przez nich etatowi hejterzy. Nienawistne komentarze, osobiste wycieczki, kłamstwa i pomówienia kompromitują tych, którzy tę pseudoaferę wywołali. Jeżeli ważny człowiek w PZN oficjalnie przyznaje, że żadna z polskich zawodniczek nie ma najmniejszych szans na przyzwoity występ olimpijski, to powinien zająć się czymś innym. Rafał Kot był dobrym masażystą w kadrze narciarskiej. Może powinien wrócić do wyuczonego zawodu, bo polityka słabo mu idzie.

Głupota dotknęła nie tylko polskich działaczy narciarskich, ich szefowie z FIS też okazali się mistrzami absurdu. Dyskwalifikacja genialnego skoczka Domena Prevca z powodu źle opartej o ścianę narty to jakieś jaja. Tym większe, że zawalił pracownik narciarskiej federacji, który poszedł do toalety lub na piwo zamiast pełnić swoje obowiązki i odebrać narty. Cygan zawinił, kowala powieszono. W obu przypadkach przypomina się stara anegdota o portfelu, który co prawda się odnalazł, ale niesmak pozostał. Rafała Kota nieco rozgrzeszają publicznie wygłoszone przeprosiny, butnych działaczy FIS nic nie tłumaczy.

Zmarł nasz redakcyjny kolega, Andrzej Kuczyński, mój przyjaciel i mentor. Zwaliśmy go w „Sporcie” księdzem, nawet nie wiem dlaczego. Może z powodu ascetycznego trybu życia, dobrotliwego usposobienia i pięknych opowieści niczym kaznodzieja? Przekonywał mnie, że hokej na trawie to dyscyplina równie atrakcyjna jak futbol czy koszykówka. W Wielkopolskich miejscowościach: Gnieźnie, Rogowie i Gąsawie słynących ze świetnych „laskarzy” poważano  Andrzeja bardzo. Nie obnosił się ze swoimi dziecięcymi traumami z Wołynia, choć jego bliscy bardzo w tej tragedii ucierpieli. Odszedł kolejny potomek ofiar Rzezi Wołyńskiej, dziś relatywizowanej przez wielu polskich polityków, z Pawłem Kowalem na czele.

Skoro o moich dawnych latach w „Sporcie”mowa, to przed tygodniem odwiedziłem kultową warszawską kawiarnię „Czytelnik” na Wiejskiej. Zaprosił mnie tam Apoloniusz Tajner, legenda polskiego narciarstwa, dziś poseł na Sejm RP i Prezes Kapituły Honorowych Prezesów Sportu, w której mam zaszczyt zasiadać. Godzinka zleciała nam błyskawicznie, do stolika dosiadali się posłowie i senatorowie, by posłuchać. Przypomniały mi się czasy Holoubka, Konwickiego, Zapasiewicza i Himilsbacha w tym lokalu. Warszawski oddział „Sportu” mieścił się kilka pięter wyżej, codziennie schodziliśmy, by otrzeć się o wielki kulturalny świat. Anegdot o bywalcach tej kawiarni jest mnóstwo, mnie najbardziej zapadła w pamięci ta z Himilsbachem i Holoubkiem:

- Pieniądze oddam w poniedziałek.
- Przecież  nie jest pan mi nic winien?!
- Ale za chwilę będę. Proszę zamówić kieliszek wódki i zakąskę oraz zapłacić.

Piękne, prawda?

Kiedyś organizacją imprez sportowych zajmowały się związki, dziś zlecają tę robotę firmom zewnętrznym. Pracujący w nich ludzie przeważnie nie mają pojęcia o specyfice sportowego widowiska. Świeży przykład to benefis Kamila Stocha z Zakopanem. Wyszło tak fatalnie, że firmie Crowd Supporters podziękowano za dalszą współpracę. I bardzo dobrze. Generalnie jestem przeciwnikiem dyrygowania widzami, zmuszania do śpiewania hymnu na rozkaz i wygłupiania się w rytm skocznej muzyczki. Na stadion idę delektować się zmaganiami sportowców, imponderabilia mnie nie interesują.

Najmodniejsze dziś polskie słowo to „KOMPROMITACJA”. Wystarczy, że drużyna przegra mecz, zawodnik przestrzeli karnego lub spudłuje rzut w ostatniej sekundzie i już czytamy o kompromitacji. A przecież stara sportowa zasada mówi, że dopóki walczysz- jesteś zwycięzcą. Lubimy zataczać się od ściany do ściany. Wczoraj polscy tenisiści byli genialni gdy w komplecie awansowali do drugiej rundy Australian Open. Dziś jedziemy po nich, że na placu boju pozostała samotna Iga Świątek. Umiar, rozwaga, spokój to zapomniane pojęcia.

Właściciel Wisły Kraków Jarosław Królewski lubi epatować niekonwencjonalnymi wpisami w mediach społecznościowych. Ostatnio radykalnie zaatakował byłego współpracownika Piotra Obidzińskiego, który odważył się zamienić Wisłę na Raków Częstochowa. Przy okazji dowiedzieliśmy się, że pan Jarek właśnie popijał drinki w Davos. Też tam byłem, drinki piłem - nic specjalnego poza ceną. Solidny trener Kazimierz Moskal skrytykował przerost formy nad treścią w postaci gigantycznych sztabów szkoleniowych i cyfryzacji zawodu szkoleniowca. Też dostało mu się od Królewskiego, więc włączyłem się do dysputy konstatując, że u tego pana to sam Kazimierz Górski długo by się nie utrzymał. O dziwo, reakcja była całkiem dowcipna: „oj, długo by popracował”.

I tego się trzymajmy, dystans i poczucie humoru to lek na całe zło.

Domen Prevc dostał nauczkę, by ani moment nie rozstawać się z własnymi nartami. Można przez to stracić medal mistrzostw świata w lotach! Fot. Kacper Kirklewski / PressFocus

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się