Wnuczka w... prezencie

KOMENTARZ „SPORTU” - Michał Zichlarz

Byłem na kilku meczach ćwierćfinałowych Pucharu Narodów Afryki i zawsze walka szła tam na noże. Powód? Dostajesz się do czwórki i już trochę się ratujesz. Jasne, dla Egiptu, Nigerii czy Kamerunu drugie, trzecie czy czwarte miejsce nie ma wielkiej wartości, bo te reprezentacje to afrykańska waga ciężka i na mistrzostwa zawsze przyjeżdżają w jednym celu – wygrać. Tak jest i tym razem.

Jak trudno jest zdobyć Puchar Narodów, pokazuje przykład Ghany – reprezentacji, której na tegorocznym turnieju nawet nie ma, bo nie przebrnęła eliminacji! Czarne Gwiazdy wygrywały cztery razy, ale ostatni raz bardzo dawno temu, bo w 1982 roku, kiedy w kadrze zaczynał grać Abedi Pele. Maroko? Gospodarze obecnego PNA mają w kolekcji tylko jeden triumf, w 1976. W ogóle w czołowej czwórce w całej historii 35 mistrzostw byli ledwie pięć razy. Nawet Mali, które nigdy nie było mistrzem Czarnego Kontynentu, w czołowej czwórce było częściej, bo sześć razy.

Moje pierwsze wspomnienie z ćwierćfinałów to świetne spotkanie bardzo mocnych Kamerunu i Nigerii na początku lutego 2004 roku w tunezyjskim Monastyrze. Tamten mecz Super Orły wygrały 2:1. Cieszyłem się, bo gola zdobył – jak dla mnie – najlepszy piłkarz, jakiego widziałem w akcji, wspaniały Jay-Jay Okocha. Miałem z nim wtedy zresztą okazję do rozmowy dzięki pomocy Emmanuela „Tolka” Ekwueme.

Kolejny ćwierćfinał to Egipt 2006 i niesamowita rywalizacja Wybrzeża Kości Słoniowej również z Kamerunem. To było starcie Didiera Drogby z Samuelem Eto’o, z której zwycięsko wyszedł ten pierwszy. Na małym Cairo Military Stadium o awansie decydowały karne. Niesamowita sprawa – padło tyle goli, że niektórzy zawodnicy ponownie musieli podchodzić do piłki i w tej części Eto’o jedenastki nie wykorzystał. Słonie triumfowały w karnych 12-11, bo Drogba się nie pomylił.

Mój ostatni dotychczasowy mecz w 1/4 finału był Akrze w lutym 2008. Do dzisiaj w uszach dźwięczą mi krzyki Ebenezera Aidoo, który pomagał mi na miejscu w Ghanie. „The Eagels shot down! The Eagles shot down!” – krzyczał przez otwarte okno w samochodzie. Czarne Gwiazdy wygrały 2:1 z Nigerią. Zwycięskiego gola zdobył napastnik Junior Agogo w końcówce. Potem do hotelu przyszedł starszy pan ze swoją wnuczką, żeby w podzięce za zwycięskiego gola… ofiarować ją strzelcowi! Skończyło się na podziękowaniach piłkarza.

Teraz w Maroku mam być na dwóch grach o półfinał. W Rabacie, gdzie gospodarze zmierzą się w piątek z rewelacyjnym i młodym Kamerunem, oraz w Marrakeszu następnego dnia, gdzie Nigeria spotka się z Algierią. Tam już ruszył wielki potok fanów z Algierii, których są tutaj tysiące. Na jednym i drugim spotkaniu będzie niesamowita atmosfera – to jest pewne i obym był... tego świadkiem na stadionie. Mam nadzieję, że oficjele Afrykańskiej Konfederacji Piłkarskiej (CAF) nie pokrzyżują moich ambitnych planów, bo już na dwa mecze – mimo akredytacji! – nie wszedłem. Oba stadiony są jednak pojemne, jest tam sporo miejsca dla prasy, więc oby się udało! A patrzeć będzie na co, bo na placu boju zostali już sami wielcy afrykańskiego futbolu!

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się