Włoski dynamit
Juri Romano ma dać stolicy upragnione mistrzostwo Polski.
Juri Romano rusza na podbój Tauron Ligi. Fot. Press Focus
Stołeczny klub od lat należy do krajowej czołówki. Był wicemistrzem, od trzech sezonów nie schodzi z krajowego podium (kończył je na trzeciej pozycji), wygrał też Puchar Challenge. W jego kolekcji brakuje jednak najważniejszego trofeum - złota mistrzostw Polski. I to mimo wielkich nazwisk w klubie; jego barwy reprezentowali lub wciąż reprezentują m.in. świetny serbski środkowy Srecko Lisinac oraz cała plejada aktualnych i byłych reprezentantów Polski: Artur Szalpuk, Bartłomiej Bołądź, Jan Firlej, Jakub Kochanowski, Damian Wojtaszek, Karol Kłos czy Bartosz Bednorz.
W nadchodzącym sezonie ma się to w końcu zmienić. Latem klub pozyskał bowiem Juriego Romano, włoskiego megagwiazdora. To jeden z najgłośniejszych transferów w historii naszej ekstraklasy. W Warszawie wiążą z Romano ogromne nadzieje. Wraz z Bednorzem, Firlejem oraz również sprowadzonymi latem Aleksandrem Śliwką i Bartłomiejem Lemańskim mają być nie do pobicia.
Czy jednak włoski atakujący ma papiery na to, by stać się absolutnym królem polskiej ekstraklasy? Patrząc na jego CV, nie powinno być wątpliwości. Dwukrotny mistrz świata (z 2022 i 2025 roku) oraz złoty medalista mistrzostw Europy to postać, która na międzynarodowych parkietach zdobyła i przeżyła już wszystko. Do tego dochodzą indywidualne nagrody, w tym tytuł najlepszego atakującego mistrzostw świata. Jego klasę potrafił docenić Bartosz Kurek. Gdy w finale mistrzostw świata w 2022 roku lider Biało-czerwonych otrzymał statuetkę dla najlepszego atakującego zawodów, wyciągnął dłoń w kierunku Włocha, dając do zrozumienia, że to on powinien zostać wyróżniony. - Chciałem go po prostu docenić. Myślę, że zagrał wyśmienite spotkanie i na pewno zasługiwał na nagrodę, zresztą jak cały włoski zespół. Chciałem żeby wiedział, że został zauważony przez przeciwników – tłumaczył wówczas Kurek.
Przez lata włoski bombardier budował swoją pozycję w silnej lidze włoskiej, a miniony sezon spędził w barwach rosyjskiego Fakieła Nowy Urengoj. Teraz przyszedł czas na Polskę. Romano nie ukrywał ekscytacji występami w naszym kraju. - Trafiłem do bardzo mocnej ligi, a kibice w Polsce wręcz szaleją na punkcie siatkówki, co mnie bardzo cieszy. Gra w polskiej lidze była dla mnie swego rodzaju marzeniem ze względu właśnie na wspaniałych fanów i wszystkich świetnych siatkarzy, którzy tu grają, więc jestem bardzo szczęśliwy. Warszawa wydaje się naprawdę fajnym miastem. Miejsce, w którym mieszkamy z rodziną, też jest w porządku. Moja żona z córką są zadowolone, a to jest dla mnie najważniejsze – podkreślił siatkarz w rozmowie z przedstawicielami portalu Tauron Ligil
Przychodząc jako mistrz świata i jeden z najlepszych atakujących globu, Romano od pierwszej kolejki będzie musiał zmierzyć się z ogromną presją. W Warszawie jednak spotka trenera, którego doskonale zna – Roberto Piazzę. Obecność rodaka na ławce trenerskiej powinna mu znacznie ułatwić aklimatyzację. - To świetny trener. Wszyscy w drużynie są bardzo zadowoleni, że to właśnie on jest trenerem. Ja też, bo pracowałem z nim w przeszłości Mediolanie i było naprawdę super – ocenił Romano.
Włocha w Tauron Lidze czeka jednak piekielnie trudne zadanie. W innych zespołach świetnych atakujących też nie brakuje. Rodak Romano, Kamil Rychlicki, a także Kewin Sasak, Bartłomiej Bołądź, Karol Butryn, Łukasz Kaczmarek czy Brazylijczyk Alan Souza to światowa czołówka. Romano ma jednak sporo atutów. Jest zawodnikiem leworęcznym, bardzo wszechstronnym. Nie imponuje siłą, choć i tej mu nie brakuje, lecz bazuje na technice, szybkości, dynamice i sprycie.
Romano od kilku dni przebywa już w Warszawie. Odpoczął po nieudanych mistrzostwach Europy. Włosi byli współgospodarzem zawodów, mieli walczyć o złoto, a sensacyjnie odpadli już w ćwierćfinale po porażce z Finlandią. – To było wielkie rozczarowanie i dość trudne przeżycie, ale myślę, że nie analizowaliśmy zbytnio tego co się stało. Również dlatego, że sezon reprezentacyjny już się zakończył. Teraz chcemy skupić się na pracy w naszych klubach, a kiedy wrócimy do kadry latem przyszłego roku, postaramy się to wszystko zrozumieć i wyciągnąć z tego wnioski. Takie rzeczy zdarzają się w sporcie,musimy przez to wspólnie przejść – zapewnił.
(mic)
