Włókniarz na poważnym zakręcie
Trudno w ostatnim czasie napisać coś pozytywnego o częstochowskim klubie.
Mariusz Staszewski (z prawej) „zapomniał” w Grudziądzu posłać Pawlickiego w ramach rezerwy taktycznej. Włókniarza może to dużo kosztować. Fot. Grzegorz Misiak / Press Focus
KRONO-PLAST WŁÓKNIARZ CZĘSTOCHOWA
Drużyna kompromituje się na torze, zawodnicy coraz głośniej domagają się zaległych pieniędzy, a przez nieuwagę sterników byt klubu jest niemal całkowicie uzależniony od zdrowia Piotra Pawlickiego.
Uzależnieni od Pawlickiego
Kompromitacja. Inaczej nie można nazwać porażki 29:61 w ostatnim meczu rundy zasadniczej w Grudziądzu. Jedynym zawodnikiem, do którego we Włókniarzu nie można mieć większych zastrzeżeń, był Kacper Woryna (11+1). Dzień wcześniej osiągnął on historyczny sukces, awansując do przyszłorocznego cyklu Grand Prix. Jest już jednak niemal przesądzone, że w kolejnym sezonie nie będzie on reprezentował barw Lwów.
Najważniejszym wydarzeniem z perspektywy częstochowian był powrót na tor po półtoramiesięcznej kontuzji Piotra Pawlickiego. Wychowanek leszczyńskiej Unii zawiódł, zdobywając zaledwie pięć punktów. – Martwi mnie postawa zarówno Piotra, jak i Przemka Pawlickich. Obaj wrócili po kontuzji i trzeba powiedzieć wprost, że ten powrót był słaby. Czy wpływ na to miała przerwa, czy inne problemy? Na lekkie usprawiedliwienie Piotrka mogę powiedzieć, że tor w Grudziądzu na pewno nie jest wymarzonym dla tych, którzy wracają po urazach. To jeden z najtrudniejszych, a jeśli do tego dojdą nierówności, jest już bardzo ciężko. To przeszkadzało mu w płynnej jeździe, tor w Częstochowie jest zdecydowanie równiejszy – mówi nam żużlowy ekspert Jan Krzystyniak.
Nie o kiepskim występie Pawlickiego mówi się jednak najwięcej, a o braku dodatkowego startu w ramach rezerwy taktycznej. Dlaczego? Zawodnikowi zabrakło jednego biegu, aby być oficjalnie sklasyfikowanym i zachować możliwość stosowania za niego zastępstwa zawodnika w fazie play-down w razie odnowienia kontuzji lub kolejnego urazu. – Od dawna wiadomo, że nad regulaminem trzeba czuwać. Szczególnie gdy sytuacja zdrowotna zawodników jest tak niepewna, jak we Włókniarzu. Nastąpiło przeoczenie wręcz dla mnie niezrozumiałe – uważa nasz rozmówca. Fatalne niedopatrzenie Mariusza Staszewskiego może kosztować Włókniarza utrzymanie w Ekstralidze, bo trudno sobie wyobrazić, aby drużyna bez lidera, posiadająca najgorszą w lidze drugą linię, była w stanie nawiązać walkę z jakimkolwiek rywalem.
Pojedynek bankrutów
Jakby problemów pod Jasną Górą było mało, publicznie o zaległościach finansowych sięgających 2023 roku zaczął mówić były zawodnik Jakub Miśkowiak (obecnie GKM Grudziądz), zupełnie tracąc już cierpliwość do braku realizacji zawartego wiele miesięcy temu porozumienia, a być może i wiarę w odzyskanie pieniędzy. Mowa o kwocie 650 tys. zł, ale długi częstochowian mają być o wiele większe. Rywalizację ze Stalą Gorzów w fazie play-down kibice złośliwie nazywają pojedynkiem bankrutów. Gorzowianie największe problemy mieli po poprzednim sezonie, w Częstochowie coraz głośniej słychać o nich w ostatnim czasie. – Problemy finansowe mogą mieć znaczenie dla przebiegu rywalizacji. Ja przeżyłem to kiedyś na własnej skórze. Człowiek momentami jeździł społecznie, a wymagania były ogromne. Wynik sportowy leciał na łeb na szyję, bo nie było za co kupić opony czy tarczki. Rozumiem doskonale zawodników, względem których kluby mają zaległości finansowe, bo to bardzo zniechęca do walki. Chęć podjęcia ryzyka na torze jest wtedy na pewno zdecydowanie mniejsza – dodaje Krzystyniak.
Kto zdaniem byłego zawodnika i trenera wygra rywalizację szóstej z siódmą drużyną po rundzie zasadniczej? – To będzie chyba najciekawszy pojedynek w tej decydującej fazie. Przed sezonem Włókniarz był moim kandydatem do spadku, dlatego to Stal będzie dla mnie faworytem – kończy nasz rozmówca.
Mariusz Rajek
