Wizytówka zaplecza ekstraklasy

Takie mecze jak w Płocku śmiało można uznać za witrynę I ligi.

Adam Deja popisał się w Płocku cudownym strzałem. Fot. Piotr Matusewicz / PressFocus

Gdyby takich meczów było więcej, świat byłby lepszy. W niedzielnym starciu oba zespoły postawiły na ofensywę, w efekcie spotkanie było zajmujące i ładne. To nie są tylko czcze słowa, obie ekipy oddały łącznie aż 34 strzały i właściwie bez przerwy coś się na murawie działo. Szkoda więc, że mecz odbywał się przy pustych trybunach. Była to kara za to, że miejscowi kibice wnieśli na trybuny materiały pirotechniczne podczas niedawnego spotkania z Wisłą i w efekcie część fanów ucierpiała po ich odpaleniu.

Fajnie jest kiedy ozdobą spotkania są gole, a te, które w nim padły były urody wyjątkowej. Z tego ten mecz będzie pamiętany! Gospodarze objęli prowadzenie przed przerwą - Marcus Haglind Sangre oddał świetny, płaski strzał sprzed pola karnego. Goście nie zamierzali się jednak poddawać i zostali nagrodzeni bramką cudnej wręcz urody. Adam Deja, kapitan Górnika, fantastycznie uderzył z rzutu wolnego. Piłka leciała w "okienko" bramki Macieja Gostomskiego, a zanim wpadła do siatki odbiła się jeszcze od słupka.

Oczywiście, nie da się strzelać samych ładnych goli, ale co bramka to bramka. Trzy minuty później goście wyszli na prowadzenie, bo Maciej Gostomski odbił przed siebie piłkę po kolejnym strzale Dei, a z bliska dobił skutecznie Marko Roginić. Goście zaczęli się bronić, ale nie pomogło im… udo własnego obrońcy Dominykasa Barauskasa, od którego odbiła się piłka. Samobój!

 (pacz)