Wiśta wio, łatwo powiedzieć
Chojniczanka już nie ma o co grać, a Zagłębie Sosnowiec jak najbardziej.
BETCLIC 2. LIGA
W Sosnowcu już tylko niepoprawni optymiści wierzą, że Zagłębie znajdzie się w barażach o zachowanie drugoligowego bytu. By tak się stało, musi w sobotę (16.00) zwyciężyć w Chojnicach. Łatwo powiedzieć, gorzej wykonać, zwłaszcza jeśli nie wygrywa się 9 razy z rzędu, zaś na gola czeka od początku kwietnia, a dokładniej od 415 minut. Chojniczanka ma już sezon z głowy. Nic jej nie grozi, co jednak nie znaczy, że jej rywale mogą liczyć na taryfę ulgową, tym bardziej że wiele wizyt Sosnowiczan w Chojnicach kończyło się regularnym łomotem. Pierwszy punkt wywalczyli dopiero za piątym podejściem; niemal dekadę temu zremisowali 2:2. Od tamtej pory nie przegrali tam jednak żadnego z czterech spotkań, zwyciężając dwukrotnie. Druga i ostatnia wygrana (3:1) miała miejsce 6 lat temu i miała kolosalne znacznie w kontekście walki o utrzymanie na zapleczu ekstraklasy.
Czy tym razem będzie podobnie? Na razie trzeba załapać się do baraży, a do tego potrzebna jest wygrana. Dwa ostatnie mecze w Chojnicach Zagłębie zremisowało, który teraz go nie urządzi. - Powtarzamy to jak mantrę: „tylko wygrana, tylko zwycięstwo”, a kończy się na słowach. Dlatego nie ma co mówić, obiecywać. Po prostu musimy w końcu pokazać, że potrafimy grać i wygrywać. Żeby tak się stało, musimy przełamać strzelecką niemoc. Mam zaległą „cieszynkę” w związku z narodzinami córki i liczę, że w końcu ją wykonam - podkreśla Jewgienij Szykawka, napastnik Zagłębia.
Krzysztof Polaczkiewicz
