Wielkie rozczarowanie
Marzenia mistrzów Polski o ćwierćfinale Ligi Mistrzów przepadły w Bretanii. O porażce w Nantes zadecydowała przespana pierwsza połowa.
W akcji najskuteczniejszy w ekipie gospodarzy Ayoub Abdi. Fot. PressFocus
Dziwny przestój
Mecz o życie w Bretanii zapowiadał się fascynująco. Niestety, już po 5 minutach wicemistrzowie Francji odrobili straty z Płocka, a kapitalnie wszedł w to spotkanie Ivan Pesić odbijając rzut za rzutem. Po tak fatalnym początku musiał zareagować Xavier Sabate, bo rozpędzeni gospodarze mieli już 5 bramek przewagi. Minutowa przerwa obudziła „Biało-niebieskich”, ale na krótko. Francuzi z każdą akcją nabierali pewności siebie, a mistrzowie Polski odwrotnie. Popełniali błąd za błędem, przez 9 minut nie rzucili bramki, a stracili 5. Na 4 sekundy przed końcem pierwszej połowy żółtą kartkę zobaczył hiszpański szkoleniowiec Orlen Wisły, a Francuzom wystarczyło 240 sekund, by po raz 17. wpakować piłkę do bramki. Do przerwy polski zespół przegrywał w zatrważających rozmiarach, a jeszcze tragiczniej prezentowała się gra wiślaków, a przede wszystkim ich skuteczność, zaledwie 20-kilku procentowa. Zdawaliśmy sobie sprawę, że mistrzów Polski czeka trudne spotkanie, ale że już po 30 minutach trzeba będzie porzucić nadzieje, a autostrada do ćwierćfinału zostanie praktycznie zamknięta, nie przewidywał najczarniejszy scenariusz.
Kwadrans emocji
Po przerwie na parkiecie pojawił się Mirko Alilović i wreszcie coś płocka bramka zaczęła odbijać, ale że chorwacki vis a vis był w kosmicznej dyspozycji, więc wynik nadal rósł. Żal było patrzeć na Przemysława Krajewskiego i jego kolegów popełniających juniorskie wręcz błędy. Ostatnie 15 minut przyniosły jednak emocje, na które czekaliśmy przez trzy kwadranse. Francuzi zaczęli słabnąć w oczach. Pesić już tak nie bronił, za to raz za razem z prawego skrzydła trafiał Filip Michałowicz. Wiślacy mozolnie odrabiali straty i to co wydawało się niemożliwie, nabierało realnych kształtów. W końcówce gospodarze grali na czas, kradli sekundy i dowieźli swoje marzenia do końcowej syreny. Niestety, zryw mistrzów Polski nastąpił za późno, by znaleźć się w ósemce najlepszych europejskich teamów. Będzie w niej Nantes, które w 1/4 finału zagra ze Sportingiem Lizbona.
Zbigniew Cieńciała
◼ HBC Nantes - Orlen Wisła Płock 29:24 (17:8)
W pierwszym meczu 25:28; awans Nantes
NANTES: Pesić, Biosca - Milosavljević, Briet 4, Yoshida, Rivera 5/2, Abdi 6, Avelange, Tournat 2, Bos 5, Gaber 2, Nyateu 2, Noam 1, Odriozola 2, Nassequela. Kary: 12 min. Trener Gregory COJEAN.
ORLEN WISŁA: Hallgrimsson, Alilović - Daszek 3, Piroch 5/4, Janc 1, Serdio, Susnja 3, Zarabec, Fazekas 2, Krajewski, Terzić (CZK, 50 min - atak na twarz), Dawydzik, Mihić, Szita 4, Michałowicz 6, Żytnikow. Kary 8 min. Trener Xavier SABATE.
Sędziowali: Dimitar Mitrevski i Blagojcze Todorovski (Macedonia). Widzów 5902.
Przebieg meczu: 1:0 (1), 1:1 (2), 6:1 (7), 6:3 (11), 9:4 (15), 10:6 (21), 15:6 (28), 16:8 (29), 17:8 (30), 17:9 (31), 21:10 (40), 22:15 (45), 24:16 (48), 25:18 (53), 29:24 (30).
* SC Magdeburg - Dinamo Bukareszt 35:29 (21:10); w pierwszym meczu 30:26; awans Magdeburga, którego rywalem w 1/4 finału (24 kwietnia i 1 maja) będzie One Veszprem.
