Wielki problem z małym kciukiem
Weronika Centka-Tietianiec nie zagra w zbliżających się mistrzostwach świata. Przegrała z kontuzją.
Weronika Centka-Tietianiec po udanym sezonie klubowym liczyła na dobre występy w kadrze. Fot. Marta Badowska/PressFocus
REPREZENTACJA POLSKI KOBIET
Już 22 sierpnia ruszają w Tajlandii mistrzostwa świata. Polki intensywnie przygotowują się do zawodów. Niestety, Stefano Lavarini, szkoleniowiec naszej drużyny, ma sporo zmartwień. Okazało się, że w mundialu nie zagra Weronika Centka-Tietianiec. Siatkarka o zakończeniu swojej tegorocznej przygody z kadrą sama poinformowała w internetowym programie „Siatkarskie ligi”. Kontuzja kciuka, z którą zmaga się już od pewnego czasu, okazała się groźniejsza niż przypuszczano. – Powiedziałam trenerowi, że nie dam rady. To moja decyzja. Po prostu ten kciuk jest już w tym momencie za dużym problemem, szczególnie bólowo. Dla mnie sezon kadrowy się skończył, bo nie widziałam dalej sensu bawienia się z tym palcem, dawania sobie kolejnych szans, że może zmieni się coś na lepsze. Niestety, doszliśmy do takiego momentu, że nie mogłam już nawet odbijać palcami – wyjaśniła Weronika Centka-Tietianiec.
25-latka urazu kciuka doznała na początku sezonu reprezentacyjnego. Nie wyglądał groźnie. Przerwa miała być krótka, siatkarkę miał ominąć tylko jeden turniej Ligi Narodów. Po dokładniejszych badaniach diagnoza nie była już tak łaskawa. Okazało się, że środkowa zerwała więzadła po jednej stronie i naderwała po drugiej. - Lekarz od razu mi powiedział, że to kwalifikuje się do operacji, ale jak każdy sportowiec odpowiedziałam, że nie mam czasu, bo zaraz muszę albo wracać do kadry, albo jechać do klubu. Gdybym zdecydowała się na operację, wyłączona byłabym lekką ręką na dwa, trzy miesiące – wyjaśniła.
Centka-Tietianiec ostatecznie zdecydowała się na zachowawcze leczenie, na zastrzyk z osocza PRP i miesiąc chodzenia w ortezie. Liczyła, że po tym czasie kciuk będzie na tyle zdrowy, że pozwoli jej walczyć o miejsce w kadrze na mistrzostwa świata. Wielkiej poprawy jednak nie było. - Rokowania z tym zastrzykiem są 50/50, albo się uda, albo się nie uda. Liczyłam, że kciuk się na tyle zagoi, że nie będzie mnie bardzo bolał i doskwierał. Podczas turnieju finałowego Ligi Narodów w Łodzi już w ogóle nie mogłam odbijać palcami – mówiła mistrzyni Polski z DevelopResem Rzeszów. - Tak naprawdę lewej ręki w ogóle nie używam. Żeby złapać głupią szklankę, to już był bardzo duży problem i duże wyzwanie — wszystko mi leci z rąk. Wystarczył lekki dotyk i musiałam kończyć trening, siadać z woreczkiem lodu. W pewnym momencie nie wkładałam już rąk do bloku, bo bałam się kolejnego uderzenia – mówiła.
Ból fizyczny nie był jedynym problemem. Jak przyznała zawodniczka gorszy był „ból mentalny”.
– W pewnym momencie z tyłu głowy było takie przekonanie, że tak naprawdę nie mogę już nic dać drużynie. Nie mogę wejść na boisko, nie mogę się pokazać z dobrej strony, bo jest blokada w głowie. W pewnym momencie ten ból, taki chyba psychiczny, był większy niż ból fizyczny. Próbowałam sobie powiedzieć, nawet wmówić, że będzie lepiej, będzie dobrze, że to nie jest pierwszy taki mój sezon w kadrze, ale to się niestety do takiego stopnia rozwinęło, że trzeba było powiedzieć pas – wyznała.
Centka-Tietianiec w nowym sezonie występować będzie w lidze tureckiej, w klubie Kuzeyboru Daikin. Jej koleżankami będą partnerki z kadry, Malwina Smarzek oraz Martyna Czyrniańska. – Oczywiście bardzo się ucieszyłam, bo to zawsze jest kontakt z ojczystym językiem. Będąc 10 miesięcy poza granicami kraju, fajnie jest usłyszeć język polski, więc się bardzo cieszę, że będę miała dwie koleżanki w zespole - przyznała środkowa, której w Turcji będą towarzyszyć także mąż i... pies.
(mic)
