Wielki powrót Wembanyamy

Spurs o krok od awansu, Lakers muszą jeszcze poczekać.

Victor Wembanyama wrócił i Spurs dominują. fot. Facebook San Antonio Spurs

NBA

Koszykarze z San Antonio są o krok od awansu do kolejnej rundy. W nocy z niedzieli na poniedziałek ekipa z Teksasu wygrała w Portland i prowadzi w serii z Blazers 3-1. Około godziny przed rozpoczęciem spotkania Spurs ogłosili, że mierzący 224 cm wzrostu Wembanyama, zdobywca nagrody dla Najlepszego Obrońcy Roku, zagra po pomyślnym przejściu ligowego protokołu, dotyczącego wstrząśnień mózgu. Francuz zdobył 27 punktów, zaliczył 11 zbiórek i 7 bloków. Po meczu zaznaczył, że sposób, w jaki zarządzano jego powrotem do gry, był „bardzo rozczarowujący”, podkreślił jednak, że sztab medyczny Spurs traktował go dobrze. Nie chciał rozwijać tematu, tłumacząc, że nie chce odwracać uwagi od drużyny.

Wydawało się, że Spurs ten mecz przegrają, bo do przerwy tracili do gospodarzy aż 17 punktów (28:45). Druga połowa była jednak popisem faworytów, którzy wygrali tę część w kosmicznych wręcz rozmiarach (73:45). - Musimy znajdować odpowiedzi, zanim zostaniemy przyparci do muru – powiedział Wembanyama o pogoni w drugiej połowie. - Ale to pokazuje również siłę naszej drużyny w obliczu przeciwności. Trzymamy się razem. Zbliżamy się do siebie, napędzamy się wzajemnie swoją energią - dodał środkowy Spurs.

Piąty (ostatni?) mecz tej serii odbędzie się we wtorek we Frost Bank Center w San Antonio.

Lakersi stanęli przed szansą zakończenia rywalizacji z Rakietami, ale tym razem lepsza okazała się ekipa z Houston. Gospodarze poradzili sobie mimo braku Kevina Duranta (opuścił drugi mecz z rzędu z powodu skręcenia lewej kostki), głównie dzięki skuteczności Amena Thompsona (23 punkty, 7 asyst), Tari Easona (20 punktów, 8 zbiórek, 5 przechwytów) oraz Alperena Senguna (19 punktow, 6 zbiórek). Cała pierwsza piątka zanotowała dwucyfrowy dorobek punktowy. Rockets w połowie mieli 9 oczek przewagi (56:47), a w trzeciej kwarcie upokorzyli rywali wygrywając 34:18.

Słabiej zagrał tym razem LeBron James (2/9 z gry, 0/3 za trzy oraz aż 8 strat). Nie był on jednak jedynym graczem Lakers, który miał problemy – drużyna z Los Angeles trafiła zaledwie pięć rzutów za trzy, podczas gdy w trzech pierwszych meczach trafili ich łącznie 35. - Jeśli chcemy wygrać tę serię, musimy chronić piłkę, zbierać w obronie i oczywiście pokazać tę twardość, którą prezentowaliśmy do tej pory. O to ostatnie się nie martwię, ale straty ewidentnie nas dzisiaj wykończyły od początku do końca - komentował James. Mecz numer 5 odbędzie się w środę wieczorem w Los Angeles.

Toronto - Cleveland 93:89 (2-2), Portland - San Antonio 93:114 (1-3), Philadelphia - Boston 96:128 (1-3), Houston - LA Lakers 115:96 (1-3)

(pp)

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się