Wielka radość

Piłkarze GKS-u Tychy po 100 dniach wreszcie wygrali ligowy mecz.

Trener GKS-u Tychy Artur Skowronek miał wreszcie powody do zadowolenia. Fot. Łukasz Sobala/PressFocus

GKS TYCHY

Od 21 sierpnia, bo wtedy piłkarze GKS-u Tychy jeszcze pod wodzą Dariusza Banasika pokonali w Siedlcach tamtejszą Pogoń 1:0, minęło sto smutnych dni. W ich trakcie trójkolorowi rozegrali 11 ligowych spotkań, w których nie odnieśli zwycięstwa. Od 28 sierpnia prowadził ich Artur Skowronek, który doczekał „jubileuszu” 10 meczów o punkty bez wygranej i jeszcze musiał przełknąć gorzką pigułkę po pucharowej porażce z drugoligową Olimpią Grudziądz. Nic więc dziwnego, że gdy w 101 dniu posuchy wreszcie tyszanie strzelili Miedzi trzy gole i sięgnęli po pełną pulę, ich radość była wielka. Na środku boiska w Legnicy chóralnie wykonali pieśń triumfu, a także w szatni fetowali tak długo oczekiwany przez kibiców wynik. – Bardzo pragnęliśmy tego zwycięstwa i oczywiście w szatni jest olbrzymia radość, na którą w moim odczuciu piłkarze bardzo mocno pracowali i nie myślę tylko o dzisiejszym spotkaniu – podkreślił na pomeczowej konferencji trener tyszan. – Nasza konsekwencja w dążeniu do tego, żeby się przełamać, wreszcie dała efekt i cieszę się, że na tak trudnym terenie byliśmy w stanie być absolutnie równorzędnym rywalem dla Miedzi, kandydata do awansu do ekstraklasy.

Co mówią liczby?

Po poprzednich meczach zwykle na potwierdzenie słów szkoleniowca GKS-u Tychy o tym, że jego drużyna dobrze grała, padały dane wyjęte z meczowych statystyk. Sięgnijmy więc po liczby. Procentowe posiadanie piłki 55:45 dla Miedzi, strzały 20:10 dla legniczan, strzały celne 8:5 dla gospodarzy, którzy także w rzutach rożnych „wygrali” 8:3. Tym razem jednak w najważniejszej rubryce, czyli w zdobyczach bramkowych, tyszanie okazali się lepsi 3:1. – To musi jeszcze bardziej napędzać piłkarzy, że możemy naprawdę zrobić dużo w tym sezonie – dodał szkoleniowiec GKS-u Tychy. – Na pewno za nami bardzo ciężkie spotkanie. Kosztowało nas to bardzo dużo zdrowia, chcieliśmy intensywności w tym meczu i piłkarze to zrobili. Byli w tym bardzo uparci w pozytywnym tego słowa znaczeniu i stąd też były momenty, w których przynosiło nam to dużo utrzymania się przy piłce i kreowania sytuacji. Gratulacje dla całej drużyny, że w drugiej połowie też odparliśmy ataki Miedzi, bo w tym zespole jest olbrzymia jakość, bardzo dobrzy piłkarze, bardzo dobry trener, zorganizowana ekipa. Ta ekipa straciła przed meczem z nami tylko 14 goli, a myśmy strzelili im trzy. Naprawdę zapracowaliśmy na te trzy punkty.

Z dużym poświeceniem

– Oczywiście bardzo dużo nam pomógł nasz bramkarz, cała linia obrony z dużym poświęceniem pracowała, także cała drużyna to poświęcenie zostawiła na boisku, na którym mieliśmy też trochę szczęścia. Ale uważam, że bardzo mocno na to szczęście pracowaliśmy i w przekroju takich klarownych sytuacji mecz był bardzo wyrównany. Ważne jednak, że daliśmy radę dopisać trzy punkty i z pewnością to napędzi drużynę na końcówkę rundy. Postaramy się bardzo szybko przełączyć już do pracy, bo naprawdę bardzo mocno drużyna potrzebowała takiego momentu. Tworzy się naprawdę bardzo fajna jedność, fajna sprawa, myślenia do przodu, więc jestem przekonany, że za chwilę bardzo szybko się przełączymy i zrobimy wszystko, żeby bardzo dobrze przygotować się do meczu z Kotwicą u siebie.

224 dni czekania

Nie ma sensu w tym miejscu przypominać, że w Legnicy dwa pierwsze gole tyszanom sprezentowali przeciwnicy, popełniając faule w polu karnym, a sprzymierzeńcem Marcela Łubika okazało się obramowanie bramki. Nie ma też co dodawać, że ostatni mecz na swoim boisku tyszanie wygrali 27 kwietnia, a więc do soboty upłyną 224 dni od dnia, w którym kibice w Tychach mogli fetować wygraną. Sprawa jest bowiem jasna, jeżeli GKS ma jeszcze w tym sezonie spełnić obietnice składane na starcie rozgrywek, to powinien wygrać ostatnie w tym roku spotkanie. Na razie bowiem ma tyle samo punktów, co przeżywający ogromne problemy zespół z Kołobrzegu i tylko dwa punkty przewagi nad strefą spadkową. Do prawdziwej radości ciągle więc jeszcze daleka droga...

Jerzy Dusik