Wielka draka Ishaka
To już jest koniec, nie ma już nic... - śpiewały kiedyś Elektryczne Gitary. Kapitan Kolejorza ma jednak diametralnie odmienne przesłanie do kolegów z szatni i do kibiców.
Mikael Ishak nader rzadko „wychodzi z nerw”. Częściej o taki nastrój przyprawia rywali. Fot. PAP/Art Service
LECH POZNAŃ
Teraz jesteśmy rozczarowani, choć pewnie po czasie docenimy nasz występ i będziemy dumni z tego, jak zagraliśmy – tak rozstanie z Ligą Konferencji po wygranym 2:1 meczu, ale przegranym 3:4 dwumeczu z Szachtarem Donieck ocenił Mikael Ishak. Szwed strzelił w Krakowie dwie bramki (dokonując w ten sposób historycznego wyczynu – patrz ramka obok), żaden z partnerów jednak, mimo paru świetnych okazji, nie dołożył trzeciej. I Lecha w europejskich pucharach już nie ma. Jest za to inny cel do osiągnięcia.
Rywal ulubiony
- Teraz skupiamy się na obronie mistrzostwa Polski, bo to byłoby czymś wspaniałym – dodał napastnik z Bułgarskiej, który na wszystkich frontach zdobył już dla Poznaniaków 28 goli; tak dobrego sezonu pod względem bramkowych łupów jeszcze w Polsce nie miał. Być może w końcu uda mu się założyć snajperską koronę ekstraklasy; w tej chwili zajmuje w tej klasyfikacji drugie miejsce, mając na koncie 13 trafień, o jedno mniej niż duet współliderów Tomas Bobcek – Karol Czubak.
Okazja do powiększenia tego dorobku i - być może -wskoczenia na fotel przodownika, już w niedzielę. Na Bułgarską przyjeżdża coraz wyraźniejszy outsider tabeli z Niecieczy. To jeden z ulubionych rywali Szweda: trzykrotnie do tej pory grał przeciwko Termalice i w każdym z tych meczów trafiać do siatki. Jesienią na wyjeździe – nawet dwukrotnie, dając Poznaniakom wygraną 2:0.
Dekada niespotykanie spokojna
Bilans (niespełna) sześciu sezonów Mikaela Ishaka na boiskach ekstraklasy to 154 mecze, aż 86 goli w nich zdobytych, 22 asysty i... tyleż samo żółtych kartek. Pauzy za nadmiar sędziowskich upomnień zdarzają się kapitanowi Lechitów bardzo rzadko; od momentu przeprowadzki na polskie murawy nigdy nie został też przedwcześnie wysłany pod prysznic przez arbitra. Zresztą czerwone kartki w swym CV ma tylko dwie: obie ponad dziesięć lat temu i obie w duńskiej Superlidze, w barwach Randers FC. Sprawdziliśmy jednak owe karne usunięcia i... w obu przypadkach opisy przewinień są z lekka szokujące: „uderzenie przeciwnika”.
Skaza na kapitanie
W ekstraklasie tego typu „wyjście z nerw” jeszcze Szwedowi się nie zdarzyło. A może trzeba by powiedzieć: nie zostało zauważone przez sędziów? Bo – jak pokazała ostatnia ligowa potyczka, w Lubinie – całkowitym aniołkiem skandynawski napastnik jednak nie jest...
Michał Nalepa od pierwszego gwizdka meczu Zagłębia z Lechem starał się utrudniać życie Ishakowi. Już po niespełna kwadransie miał na koncie upomnienie za nieudany wślizg: miast w piłkę, trafił w nogi swego adwersarza. „Krótkie krycie” miało jednak kolejne odsłony i najwyraźniej rozeźliło napastnika gości. Kiedy w 26 minucie, w środkowej strefie boiska, znów poczuł na plecach dłonie lubińskiego stopera, „odmachnął się” intencjonalnie, trafiając rywala w twarz! - Ujęcie pokazuje, że było to działanie z premedytacją! - oceniał w magazynie „Liga+ Extra” spec od spraw sędziowskich Adam Lyczmański. - Jest to gwałtowne agresywne zachowanie wobec przeciwnika, i w takim wypadku należy się kartka czerwona! - tłumaczył jasno i klarownie. I bardzo zdziwiony był brakiem reakcji VAR-u. - Upiekło się po prostu Mikaelowi Ishakowi. Być może zadziałała magia nazwiska, ale w tym przypadku absolutnie zasłużył na karę – dodawał Lyczmański.
Dżentelmen i legenda
Abstrahując jednak od tej sytuacji – a także od żółtej kartki, jaką napomniany został już po meczu z Szachtarem - Szwed jest generalnie boiskowym dżentelmenem. Nic dziwnego, że i ulubieńcem trybun, już ze statusem klubowej legendy!
Dariusz Leśnikowski
31 GOLI na międzynarodowej arenie zdobył dla Lecha Mikael Ishak. Dzięki dwóm trafieniom w czwartkowej potyczce z Szachtarem został najskuteczniejszym graczem polskiego klubu w pucharach.
