Więcej światła!

Z DRUGiEJ STRONY - Paweł Czado

Nie ma to jak Puchar Polski! Zawsze z tej okazji przechodzi nas mrowienie, gdy słabszy potrafi przeciwstawić się mocniejszemu. Mrowienie, kiedy w niektórych miejscowościach mecze przechodzą do legendy i rozmawia się o nich wiele, jest doprawdy wspaniałe. Każda edycja Pucharu Polski je przynosi, każda! Rozgrywki dopiero nam się rozkręcają, a już ekipa z trzeciego poziomu wyrzuca z rozgrywek ekipę z ekstraklasy. Mamy życzenie i mamy przekonanie, że takie historie będą nam towarzyszyć także w przyszłości. 

Tym razem wszyscy rozprawiamy o Górniku Łęczna, klubie wydawałoby się już trochę zapomnianym, o znacznie mniejszych ambicjach niż jeszcze niedawno, a to przecież zespół, który w XXI wieku trzykrotnie potrafił awansować do ekstraklasy. Wydaje się, że na czwarty awans przyjdzie rzeczywiście poczekać długo, jednak teraz klub z Lubelszczyzny dał o sobie znać w najlepszy możliwy sposób. W naszym kochanym Pucharze Polski wyeliminował właśnie GKS Katowice, półfinalistę poprzedniej edycji.

Najlepszym dotychczas występem w PP dla klubu z Łęcznej był półfinał tych rozgrywek. Udało się tam dojść w sumie nie tak dawno, bo w sezonie 2022/23. Górnik, jako pierwszoligowiec, przeskoczył wtedy kolejno pierwszoligową Arkę Gdynia (0:0, karne 4:3), ekstraklasową Koronę Kielce (1:0), ekstraklasowego Piasta Gliwice (1:0) i drugoligową Pogoń Siedlce (1:0). Zatrzymał się wówczas na liderze ekstraklasy, którym był wówczas... Raków Częstochowa (0:1). Zwycięską bramkę dla rywali zdobył wtedy Bartosz Nowak, aktualnie lider... GKS-u Katowice. Tym razem Nowak nic nie dołożył, więc skończyło się, jak skończyło.

Obecna edycja dopiero wystartowała, jesteśmy ledwie w trakcie 1/16 finału, a przecież w szczęce faworytów już zostało wybitych kilka ekstraklasowych trzonowców. W I rundzie pożegnało się aż siedem (sic!) zespołów z ekstraklasy. Oczywiście nie zawsze na przeszkodzie stawały zespoły z niższych lig, ale przeważnie – Zagłębie Lubin odpadło z Siarką, Cracovia ze Zniczem Pruszków, Wisła Kraków z Odrą Opole, a Wieczysta z Avią Świdnik. W grze nie ma już także Legii, Śląska i Widzewa, ale one przegrały z innymi ligowcami.

Ciekawe, że sensacje często mają miejsce za dnia, a nie w nocy – jak choćby w otwierającym ten tekst starciu w Łęcznej.  Ciekawostką tegorocznej 1/16 finału stał się bowiem... sam terminarz. Aż pięć pojedynków pucharowych tej rundy musiało zostać zaplanowanych na nietypową godzinę: 12.30. Powód jest prozaiczny – kiedyś dotyczył naszych największych drużyn, teraz świadczy już tylko paradoksalnie o... sile i obecności małych klubów. Chodzi oczywiście o brak sztucznego oświetlenia na stadionach niektórych gospodarzy z niższych lig, a pora roku przecież taka, że zmrok zapada szybko. Rozgrywki pucharowe mają to do siebie, że – razem z ewentualnymi karnymi – mogą się ciągnąć i ciągnąć... Niemożność dokończenia rywalizacji z powodu ciemności byłaby kompromitacją gospodarza. Na to nikt pozwolić sobie nie może, dlatego tym razem kibice w Łęcznej, Tarnobrzegu, Kleczewie, Świdniku i Grudziądzu musieli/muszą/będą musieli wziąć urlop, wagarować albo zwolnić się z pracy. Cóż; za bajtla sam z tego powodu wagarowałem, a gdy dorosłem, miałem takie szczęście, że nie musiałem z pracy się zwalniać, bo... praca mnie na takie mecze wysyłała. Na rozgrywki Pucharu Polski, choćby ze startem o 12.30, zawsze czekam  z największą przyjemnością!

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się