Więcej łokci i przyostrzeń

Ekstraklasowa historia starć Radomiaka z Koroną jest króciutka. Zaczęła się ledwie trzy i pół roku temu, w piątek oba zespoły na tym szczeblu zagrają ze sobą ledwie po raz ósmy. Tyle że „święta wojna” – nie tylko klubów, ale całych miast – sięga XIX wieku i obejmuje wszelkie dziedziny życia!

I niech ktoś powie, że „święta wojna” nie jest efektowna! I jej tło też! Fot. Marta Badowska / Press Focus

Paradoksalnie – zaczęło się od... prasy. Choć Radom w końcówce tamtego stulecia był miastem większym (dziś też zamieszkuje go o około 12 tysięcy osób więcej) i ważniejszym, to w Kielcach rozwijały się tytuły drukowane. I nie szczędziły opisu lokalnych wydarzeń z perspektywy dzisiejszej stolicy województwa świętokrzyskiego, co oznaczało różnego rodzaju prztyczki wymierzane w sąsiada (odległego o około 85 km).

Zazdrość i... filharmonia

I wiecie co? Jeszcze teraz tamtejsi żurnaliści (sportowi) mają z tyłu głowy, że uważać muszą na każde słowo w sportowej rywalizacji. „Echo Dnia”, regionalny potentat, ma osobne wydania gazetowe i serwisu netowego przeznaczone dla Kielc i Radomia. W każdym publikowana jest odmienna relacja z potyczki Korony z Radomiakiem. – Kiedy pewnego dnia – wobec braków kadrowych w redakcji – w kieleckiej wersji poszło sprawozdanie przygotowane na Radom, grupę kieleckich dziennikarzy chciano niemal zlinczować za pasus „nasz Radomiak” w tekście. Hejt pod tekstem w necie był tak brutalny, jak nigdy wcześniej – mówi nam jeden z kolegów po fachu z „terenu wojennego”. 

Tak naprawdę – historycznie – to jednak Radom częściej „czepiał się” Kielc. Bo choć pod zaborami był najważniejszym ośrodkiem jednej z ówczesnych guberni, po odzyskaniu niepodległości to Kielce zostały stolicą województwa nazwanego „kieleckim” oczywiście. I cóż z tego, że w ramach inwestycji w Centralny Okręg Przemysłowy to Radom dostał fabrykę broni, skoro po II wojnie światowej znów Kielczanie zgarnęli splendory wojewódzkie. Oznaczało to nowy, monumentalny gmach urzędu wojewódzkiego, jako pierwsze też uruchomiły na swym terenie wyższą uczelnię. A najświeższa „przewaga”? Na przykład nowa filharmonia. W Kielcach oczywiście...

„Warchoły” i „scyzoryki”

W czasie reformy administracyjnej 1975 roku status obu ośrodków został zrównany: znalazły się w gronie 49 miast, którym gierkowska ekipa przydzieliła status lokalnych stolic. Kto wie jednak, czy rok później nie żałowała tego wyniesienia Radomia na regionalny tron: trudno było PRL-owskiej cenzurze ukryć społeczny protest (zyskał w historii miano „Czerwca'76” lub „wydarzeń radomskich”) w mieście wojewódzkim. Do jego pacyfikacji (skutkowała m.in. czterema ofiarami śmiertelnymi) ściągnięto jednostki ZOMO z innych miast, w tym i z Kielc oczywiście. W strajkach uczestniczyło ponad 20 tysięcy pracowników radomskich zakładów, wielu z nich wkrótce poddanych zostało represjom, m.in. brutalnym pobiciom w ramach „ścieżek zdrowia”. To właśnie wtedy Radomianom władza przykleiła łatkę „warchołów”. Negatywną z założenia, której znaczenie oni sami odwrócili: dziś to często spotykane symboliczne określenie mieszkańców miasta, z którego są wręcz dumni. Tak jak Kielczanie ze „scyzoryków” (choć ponoć to w Radomiu sprzedały się kiedyś... scyzoryki z herbem tego miasta).

Płonące autokary i ogień na murawie

Wybaczcie tę – zawartą jedynie w pigułce – historię „świętej wojny” dwóch miast. Siłą rzeczy ma ona też swoje odzwierciedlenie w piłce nożnej. Głównie wśród kibiców, ale nie tylko. Autokar Korony doświadczył w Radomiu przecięcia wszystkich opon. – A w Kielcach, gdzieś na przełomie lat 80. i 90., spalono autobus Radomiaka – wspomina Jaromir Kruk, rodowity kielczanin. 

– Ale mam dziś w Radomiu wielu serdecznych przyjaciół – zastrzega znakomity dziennikarz sportowy, autor bloga o tamtejszym futbolu. – Na własne oczy widziałem z boku kamienie lecące w Radomiu w stronę grupy Kielczan – dodaje.

Kibicowskich różnic czas nie zatarł. Jeszcze niedawno jedna grupa zakosiła drugiej (celowo nie podajemy kto komu, by nie podsycać napięcia) na jednym z dworców kilka flag. Między innymi z tego powodu na piątkowe spotkanie wejdą tylko gospodarze. Spektakularne palenie zdobyczy, mające rozsierdzić przeciwnika, pewnie nastąpi, ale gdzieś z dala od areny meczowej i od telewizyjnych kamer.

– Na boisku też jest ogień. Dla samych zawodników to także szczególne spotkanie; nawet jeśli nie są Polakami – dodaje Kruk. Od drugiego z rozmówców słyszymy, że dla obcokrajowców w obu klubach robi się specjalne szkolenia, mające uświadomić im wagę tego szczególnego dwumeczu w każdym sezonie. – I wiecie co? Nawet portugalscy Radomianie sprzedają Kielczanom na murawie więcej łokci i trochę bardziej „przyostrzają” w walce o piłkę – śmieje się nasz informator.

– Sam słyszałem od kieleckich „stranierich”, że najważniejsza jest gra z Radomiakiem. I nie sądzę, by była to tylko kurtuazja – dodaje Kruk.

Forma ustawicznej nienawiści

Na koniec jeszcze spojrzenie prosto z boiska. Szczególne, bo od chłopa, który ponad 20 lat wstecz drugoligowy wówczas Radomiak (staczający się w ligowej hierarchii) zamieniał na również drugoligową (ale akurat idącą w tej hierarchii w górę) Koronę. – Wcześniej nie miałem świadomości, jak bardzo zacięte są to starcia – wspominał niegdyś w rozmowie ze „Sportem” Grzegorz Bonin, który w ową „strefę wojny” przyjechał z Pomorskiego. – „Bonin! Co?” – krzyczała jedna strona radomskiego stadionu, gdy wróciłem na niego w koszulce Korony. A druga odpowiadała słowem, od którego czerwienieją uszy! To nie jest tak, że te kluby za sobą nie przepadają. To forma ustawicznej nienawiści!

Dariusz Leśnikowski

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się