Widowiska bardzo świąteczne
Piątoligowcy z Jasienicy to na ten moment najniżej klasyfikowany triumfator pucharowych zmagań na terenie Śląskiego ZPN-u. Fot. Drzewiarz Jasienica
PUCHAR POLSKI
W Święto Niepodległości – a więc w świątecznej atmosferze i przy wypełnionych zazwyczaj trybunach – rozstrzygały się finały rozgrywek o Puchar Polski na szczeblu czterech z dwunastu podokręgów Śląskiego ZPN-u. - Puchar rządzi się swoimi prawami – powtarzają jego uczestnicy, ale i kibice. Tym razem jednak w trzech przypadkach łatwo było wskazać faworyta – był nim zespół grający w wyższej klasie. I ci faworyci – mimo gry na wyjazdach – nie zawiedli.
Rekordowo wysoko wygrali w Bobrownikach Śląskich piłkarze Ruchu Radzionków. Gospodarze, grający o dwa szczeble niżej, za sprawą byłego gracza Żółto-czarnych, Andrzeja Piecucha, zdołali zdobyć gola honorowego, ale sami zainkasowali aż osiem trafień. Specjalnie jednak Górnicy nie rozpaczali, wszak w poprzednich rundach mieli na rozkładzie drużyny grające o jedno (Orzeł Miedary) bądź dwa (Drama Zbrosławice) piętra wyżej. I tak więc ta edycja pucharowa zapisze się złotymi zgłoskami w ich kronikach. - Mnie cieszy nie tylko wynik, ale i mentalne podejście chłopaków do tego spotkania: z determinacją, walecznością – podkreślał Marcin Trzcionka, szkoleniowiec Ruchu.
Wielkich emocji spodziewano się w derbach Katowic. Spadkowicz z Betclic 3. Ligi nie zdołał jednak nawiązać walki z beniaminkiem tejże. Gdyby Mayer Zambrano miał lepiej nastawiony celownik, Sparta wywiozłaby z Podlesia znacznie okazalsze zwycięstwo. - Chcieliśmy ten mecz mieć pod kontrolą, pokazać dominację. I wykonaliśmy swoje zadanie, choć spacerek to nie był – radował się autor dwóch goli, Robert Woźniak.
- Nie tak sobie ten finał wyobrażaliśmy... - wzdychał trener gospodarzy, Dawid Brehmer. - Jesteśmy jednak w takiej fazie sezonu, że było widać zmęczenie, brak dokładności, problemy fizyczne. A nie mamy takich możliwości rotacji w składzie, jak nasi rywale.
Na Żywiecczyźnie trofeum zdobyte rok temu (choć wówczas pod szyldem rezerw) obronił Orzeł Łękawica. - A to nie jest prosta sprawa – przypominał trener beniaminka IV ligi śląskiej, Krzysztof Wądrzyk. - Obie drużyny stworzyły fajne widowisko, dopisała publiczność (grano w Cięcinie – dop. red.), a nasze zwycięstwo było, uważam, w pełni zasłużone. Po dwóch golach do przerwy wydawało się, że mamy mecz pod kontrolą. Bramka kontaktowa gospodarzy dodała im skrzydeł, ale kolejnymi, nieco szarpanymi, atakami nie byli w stanie doprowadzić do remisu – mówił opiekun triumfatorów, którzy kropkę nad „i” postawili w doliczonym czasie.
Do trzecio- i dwóch czwartoligowców w gronie wygranych dołączył piątoligowiec. Drzewiarz Jasienica był jedynym gospodarzem, który wygrał spotkanie finałowe. Złotego gola zdobył w samej końcówce 18-letni Karol Podgórski. - Warto docenić naszą obronę, jak i cały zespół. Włożyliśmy dużo serca w ten triumf – mówił po końcowym gwizdku grający trener gospodarzy, Konrad Kuder, w rozmowie z serwisem sportowebeskidy.pl.
Finały w pozostałych podokręgach – w przyszłym roku.
(DaL)
Bramka – Podgórski 86.
Bramki: Piecuch 74 - Kowalski 8, 22, Bolacki 24, 48, Brewczyk 39, Siwy 65, 86, Gwiaździński 83.
Bramki: Woźniak 19, 30, Zambrano 51.
Bramki: Lejawa 57 - Caputa 9, Rakowski 44, Wróbel 90+3.
