Weryfikacja (na razie) negatywna

W czasie przerwy na kadrę w Rakowie mają o czym myśleć. Sen z powiek trenera spędzają mnożące się urazy i choroby zawodników.

Łukasz Tomczyk ma o czym myśleć w czasie przerwy na kadrę. Fot. Paweł Jaskółka/PressFocus

RAKÓW CZĘSTOCHOWA

Fran Tudor, Stratos Svarnas, Michael Ameyaw, Władysław Koczergin, Erick Otieno, Tomasz Pieńko, Lamine Diaby-Fadiga, Patryk Makuch, Isak Brusberg – nie, to nie jest przewidywany skład Rakowa na najbliższe spotkanie, a lista piłkarzy mających problemy zdrowotne. W zdecydowanej większości są to zawodnicy pierwszego składu, co tylko uwypukla, z jak dużym problemem musi mierzyć się Łukasz Tomczyk w newralgicznym momencie sezonu. W chwili, gdy każda strata punktów może okazać się tą nie do odrobienia i zaważyć nie tylko na tym, ale i kolejnym sezonie.

Kończąca się cierpliwość

Przeskok z Polonii Bytom do Rakowa dla 37-letniego szkoleniowca jest na razie mocno bolesny, ale też tylko wyjątkowo naiwni mogli liczyć, że może być inaczej. Przejście z ambitnego, ale jednak beniaminka I ligi do klubu o ugruntowanej pozycji na polskim rynku, gdzie rok bez trofeum, o europejskich pucharach nawet nie wspominając, można uznać za stracony, to jednak ogromna przepaść. Liczne kontuzje są pewnym alibi dla szkoleniowca, ale tylko w pewnym stopniu, bo przecież na początku rundy, mając do dyspozycji większość zawodników, również brakowało zwycięstw.

W oczy razi szczególnie statystyka spotkań wyjazdowych – dwa punkty w pięciu meczach, do tego dość wstydliwa i na pewno niepotrzebna dogrywka z III-ligową Avią Świdnik w Pucharze Polski. Z porażką we Florencji należało się liczyć, ale też nie jest tak, że w klubie machnęli z góry ręką na awans do ćwierćfinału. Włosi mieli olbrzymią przewagę jakościową, ale nie da się ukryć, że szansa na awans, a co najmniej dogrywkę, istniała. W klubie nie są zadowoleni ze sposobu prowadzenia drużyny w spotkaniach Ligi Konferencji. Przede wszystkim chodzi o zarządzanie meczem oraz dokonywane zmiany. We Florencji Raków stracił bramkę grając w osłabieniu z powodu… defektu obuwia Oskara Repki. Coraz większą frustrację przy Limanowskiego wywołują także rzuty karne dyktowane przez zagrania ręką w polu karnym. O to akurat ciężko mieć pretensje do szkoleniowca, ale sumarycznie spadają na jego konto.

Papszun był… gorszy

Dziewięć punktów w ośmiu meczach – bilans półmetka rundy rewanżowej w ekstraklasie wygląda dość mizernie, ale Marek Papszun w spotkaniach z tymi samymi rywalami zdobył punktów zaledwie… pięć! Tak, Raków Papszuna przegrał z Wisłą Płock (0:1), Radomiakiem (1:3), Zagłębiem Lubin (0:1), Pogonią Szczecin (0:2) oraz Górnikiem Zabrze (0:1). Wygrał jedynie z Bruk-Betem (3:2) oraz podzielił się punktami z Lechem (2:2) oraz Legią (1:1). Aż trudno uwierzyć, że przy takich stratach Częstochowianie wciąż są w grze nawet o mistrzostwo Polski (6 punktów straty do Lecha), a obrona wicemistrzostwa wydaje się zadaniem jak najbardziej wykonalnym (drugie aktualnie Zagłębie ma trzy punkty więcej).

O wszystkim zadecydują pozostałe mecze. Z ośmioma rywalami, z którymi Tomczyk jeszcze zagra, Papszun punktował akurat wybornie. Wygrywał bowiem z Widzewem (1:0), Motorem (2:0), Lechią (2:1), Jagiellonią (2:1), Koroną (4:1) oraz Arką (4:1). Porażki przydarzyły się jedynie z Cracovią (0:2) oraz Piastem (1:3). Osiemnaście punktów w ośmiu meczach? Biorąc pod uwagę sensacyjność tego sezonu, kto wie, czy nie starczyłoby nawet na mistrzostwo, choć wątpliwe, aby Lech potknął się aż tyle razy.

Puchar priorytetem

W Rakowie są realistami i zdają sobie sprawę, że tytuł raczej im w tym sezonie już odjechał. Absolutnym priorytetem jest sięgnięcie po Puchar Polski, który gwarantuje nie tylko prestiżowe trofeum, pokaźną sumę pieniędzy, ale także – a może przede wszystkim – start od III rundy eliminacyjnej Ligi Europy. Biorąc pod uwagę w jak trudnych okolicznościach Tomczyk przejmował drużynę, w klubie wciąż może jeszcze liczyć na pewną (choć już coraz mniejszą) taryfę ulgową. Jednej porażki w Częstochowie nikt mu jednak nie wybaczy – ewentualnego potknięcia z GKS-em Katowice w półfinale Pucharu Polski. Ten mecz przy Limanowskiego traktują priorytetowo, a mobilizacja jest wyjątkowa.

Wykorzystując reprezentacyjne okienko, Raków w niedzielę (godz. 13:00) zmierzy się w podczęstochowskich Konopiskach z I-ligową Stalą Rzeszów. Spotkanie będzie miało otwarty charakter dla kibiców oraz mediów.

Mariusz Rajek

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się