Wejście smoka

 

Maciej Kikolski – jedna z rewelacji na pierwszoligowych boiskach. Fot. Łukasz Sobala/Pressfocus.pl


Wejście smoka

Piłkarze GKS-u Tychy rozpoczną rundę rewanżową I ligi od starcia z Polonią Warszawa.

 

GKS TYCHY

Zawodnicy trenera Dariusza Banasika tydzień po zimowej „wycieczce” do Łęcznej, gdzie z powodu śnieżycy nie udało się im dotrzeć do półmetka sezonu, liczą, że w piątkowy wieczór na swoim boisku, mimo mrozu i niepogody, będą mogli podjąć warszawską Polonię i zaatakować „szczyt” tabeli. W tej chwili trójkolorowi, mając jeden mecz mniej niż bezpośredni rywale, plasują się na 4 miejscu. Nikomu nie trzeba tłumaczyć, jak ważny dla tyszan jest ten przedostatni mecz w tym roku.


Bramkarz do ukształtowania

Z wielkimi nadziejami czekają na niego wszyscy kandydaci do gry w koszulce z trójkolorowym trójkątem na piersi, ale 19-letni Maciej Kikolski ma powód szczególny. Urodzony w Warszawie bramkarz GKS-u Tychy na inaugurację tego sezonu, w swoim I-ligowym debiucie, błyskawicznie został dwukrotnie „ugodzony” przez zawodników Polonii. Wprawdzie ostatecznie tyszanie pokonali „Czarne koszule” 3:2 i rozpoczęli swój punktowy marsz, a golkiper w kolejnych spotkaniach udowodnił, że koszulka z numerem 1 trafiła w dobre ręce, ale wychowanek klubu Escola Varsovia ma w najbliższym występie coś do udowodnienia. O tym, że wiele potrafi świadczy choćby jego 6 czystych kont w 16 jesiennych występach oraz powołania do reprezentacji Polski U20 i występ w meczu z Włochami w Catanzaro. Nasza młodzieżówka przegrała tam 0:1, a bramkarza GKS-u Tychy pokonał tylko regularnie występujący już w Serie A Filippo Terracciano, pomocnik Hellas Verona.

- Maciek jest jeszcze bramkarzem do ukształtowania – mówi dla mediów klubowych trener bramkarzy w GKS-ie Tychy Andrzej Bledzewski. – Ma już doświadczenie zebrane na poziomie III, II i teraz I ligi, w której teraz gra pierwszy sezon. Jest cały czas na etapie budowania swojej formy i dyspozycji oraz indywidualnego „ja”. Jeżeli chodzi o atuty, to trzeba podkreślić fakt, że jest bardzo aktywny na przedpolu. Dawno nie widziałem bramkarza, który w tak młodym wieku tak dobrze funkcjonuje przed bramką w ochronie przestrzeni i asekuracji linii obrony. Nie będę mówił o tym nad czym musi jeszcze pracować, żeby nie ułatwiać przeciwnikom zadania, ale my wiemy co jest do poprawy i pracujemy nad tym z pełnym zrozumieniem. Mogę nawet powiedzieć, że nasza współpraca układa się lepiej niż to sobie zakładałem, gdy „skautowałem” Maćka jako naszego kandydata na bramkarza numer 1. Mogę powiedzieć, że zaliczył „wejście smoka”, a później miał kolejne dobre mecze i wszystko idzie w dobrym kierunku. Najważniejsze jest jednak to, że skupiamy się na pracy, żeby nie pompować balonika, bo to jest jeszcze młody chłopak.


Kilka par rękawic

W przypadku zawodników, którzy zbyt szybko „podpalają się” myśląc o swojej wielkiej karierze często mówi się, że trzeba im wylać na głowę kubeł zimnej wody. Maciej Kikolski takiej terapii nie potrzebuje nie tylko dlatego, że… temperatura jest poniżej zera. To po prostu leży w charakterze bramkarza tyskiego zespołu, który do finiszu tegorocznych rozgrywek przygotowuje się w bardzo dobrych warunkach.

- Trenujemy teraz na sztucznej murawie, która jest podgrzewana i nie ma niej śniegu – wyjaśnia w filmie o sobie Maciej Kikolski. – Przygotowania idą pełną parą. Także sprzętowo jestem dobrze wyposażony. Po otwarciu paczki, która przyszła ostatnio, mam cztery-pięć par rękawic, ale do ligowych występów jest osobna, taka której używam tylko do meczów, żeby było jak najwięcej kleju i żebym jak najwięcej piłek wyłapał. W sumie jednak mam jeden rodzaj i jeden krój rękawic. Taki jaki mi najbardziej podpasował i w których się najlepiej czuję. Najważniejsze jest jednak to, żeby to rywale czuli respekt przed młodym bramkarzem, który polonistom ma coś do udowodnienia.

- W moim I-ligowym debiucie, jak to się mówi, „wróciliśmy z dalekiej podróży”, bo po 10 minutach było 2:0 dla Polonii – mówi bramkarz tyszan. – Zaczęliśmy trochę średnio, ale potem było już tylko lepiej, bo nie tylko odrobiliśmy te straty z nawiązką i wygraliśmy 3:2, ale poszliśmy za ciosem i wygraliśmy 4 mecze z rzędu. Mało kto się tego spodziewał, a ja „rosłem” i doczekałem się swoich interwencji w stylu „wow”, tak jak na przykład karny obroniony w wyjazdowym meczu 3 kolejki z Odrą Opole tuż przed przerwą przy stanie 0:0. To mi dodało sił i tym śladem poszło jeszcze kilka interwencji, które ratowały zespół, choć wszyscy widzieli już piłkę w siatce. Mam nadzieję, że takich interwencji będzie jeszcze więcej w kolejnych meczach. Jerzy Dusik