Wciąż szukają napastnika

Sytuacja zdrowotna w stołecznej drużynie jest komfortowa, ale zarządzający klubem nadal pracują nad transferami.

Maxi Oyedele powinien zagrać w meczu ligowym z Koroną Kielce. Fot. Wojciech Dobrzyński / Press Focus

LEGIA WARSZAWA

Stołeczni zagrają dziś ostatni zimowy sparing. Ich rywalem będzie pierwszoligowy Górnik Łęczna, a więc w teorii najłatwiejszy przeciwnik po spotkaniach, jakie Legia rozegrała na zgrupowaniu w Hiszpanii – CFR Cluj (2:2), Piast Gliwice (0:0), Stal Mielec (2:1). Za tydzień w niedzielę „Wojskowi” podejmą w lidze Koronę Kielce i zrobią to w dobrych humorach.

Oyedele i Vinagre gotowi

Wiele wskazuje bowiem na to, że warszawiacy będą mieli wówczas tylko jednego kontuzjowanego piłkarza. Jest nim Luquinhas, który raczej nie zdąży wykurować się na mecz z kielczanami. W przyszłym tygodniu do treningów wróci Patryk Kun, a udział w nich już biorą podstawowi zawodnicy pierwszego składu, Ruben Vinagre oraz Maxi Oyedele, który leczył się od początku listopada. W czwartek co prawda nie było ich na zajęciach, ale nie z powodu jakichś kłopotów, lecz ostrożnego wprowadzania do wysokich obciążeń. Legia od początku będzie więc mocna, by rzucić się w wir walki o mistrzostwo Polski. Do liderującego Lecha Poznań zajmująca czwarte miejsce drużyna z Warszawy traci sześć punktów. W kolejnych tygodniach mogą stać się jeszcze mocniejsi, bo nie jest tajemnicą, że rozglądają się na rynku transferowym. Na razie nabyli z Pogoni Szczecin wyróżniającego się ligowca, czyli Wahana Biczachczjana, a także wykupili za ok. pół miliona dolarów wypożyczonego do tej pory Ryoyę Morishitę.

Celowniki do wyregulowania

Legia widziałaby w swoim składzie przede wszystkim nowego napastnika. Ci, których miał jesienią do dyspozycji trener Goncalo Feio, nie gwarantują wysokiej i – przede wszystkim – regularnej formy. Najskuteczniejszym legionistą jest więc pomocnik Bartosz Kapustka, a snajperzy muszą wyregulować celowniki. 35-letni Tomas Pekhart najlepszą formę ma już za sobą, zresztą pod gracza o takiej charakterystyce trzeba zbudować odpowiednią strategię ofensywną. 20-letni Jordan Majchrzak to (na razie?) nie ta półka, z kolei Marc Gual czasem potrafił zachwycić, ale czasem doprowadzał też kibiców do palpitacji serca (bilans 12 goli i 6 asyst w 30 meczach jest niezły, lecz niewystarczający do wystawienia jednoznacznie pozytywnej noty za całokształt). Kompletnymi niewypałami okazali się napastnicy ściągnięci minionego lata. Jean-Pierre Nsame końcówkę rundy spędził poza pierwszą drużyną, z kolei Migouel Alfarela odszedł ostatnio na wypożyczenie do greckiej Kallithei. Wydaje się, że najlepszego swojego napastnika Legia... oddała na początku sezonu – mowa o Blażu Kramerze, który za ok. 700 tys. euro przeszedł we wrześniu do tureckiego Konyasporu.

Gitarowa struna

Legia musi radzić sobie bez dyrektora sportowego, bo Jacek Zieliński przestał pełnić tę funkcję, zostając... doradcą zarządu ds. sportowych (cokolwiek to znaczy). Odpowiedzialność za transfery spadła w większym stopniu na szefa działu skautingu Radosława Mozyrkę, wiceprezesa Marcina Herrę, trenera Goncalo Feio i szefa klubu Dariusza Mioduskiego. Jak dokładnie wygląda codzienna współpraca tych panów, trudno ocenić, ale nie od dziś wiadomo np. że relacje Feio i Mozyrki są napięte jak gitarowa struna. Legia obiecała wzmocnienie pionu sportowego, szuka nawet na rynku zagranicznym, ale jak na razie nic konkretnego z tego nie wynikło. Działać jednak trzeba i „Wojskowi” działają. Nie jest tajemnicą, że pytali np. o Benjamina Kallmana z Cracovii, co potwierdził ostatnio jej prezes, Mateusz Dróżdż. Krakowianie mieliby jednak puścić Fina za niemałą kwotę 1,5 mln euro, a wyłożyć taką kasę na stół może być Legii trudno. Swoją drogą Mioduski zapowiedział też, że w najbliższym czasie warszawiacy chcą dawać więcej szans swoim wychowankom i stopniowo obniżać średnią wieku drużyny.

Piotr Tubacki