Wciąż niepokonani

Defensorzy z Częstochowy mieli problemy z upilnowaniem Afimico Pululu. Fot. PAP/Artur Reszko
Wciąż niepokonani
Pomimo że Raków zdobył dwa gole, to „twierdzy Białystok” nie był w stanie zdobyć. „Jaga” zagrała na... mistrzowskim poziomie.
W niedzielny wieczór spotkały się zespoły, które w tym sezonie jeszcze nie zaznały smaku porażki na własnym stadionie. Teoretycznie zatem w lepszej pozycji wyjściowej byli podopieczni Adriana Siemieńca. To jednak nie oznaczało, że częstochowianie musieli wrócić pod Jasną Górę z zerem na koncie. Żeby jednak powalczyć na Podlasiu o punkt, musieli być niezwykle skupieni od początku spotkania, a tego zdecydowanie zabrakło.
Radość odroczona
Już w 5 minucie zagrożenie pod bramką Vladana Kovaczevicia stworzył hiszpański duet Jesus Imaz i Jose Naranjo. Pierwszy z nich dośrodkował w pole karne. Drugi wykorzystał błąd bramkarza i umieścił piłkę w siatce. Problem jednak w tym, że dokonał tego ręką, w związku z czym sędziowie w wozie VAR gola anulowali. Naranjo musiał odłożyć radość z gola na kilka chwil. W 12 minucie Hiszpan uderzył z dystansu, gdy otrzymał prezent od Bogdana Racovitana, który źle interweniował przed polem karnym. Strzał 29-latka był niezwykle precyzyjny, więc bramkarz Rakowa nie miał najmniejszych szans na obronę. Sytuacja zespołu Dawida Szwargi wydawała się trudna, tym bardziej że w natarciu ciągle byli gospodarze. Jednak już w 22 minucie udało się na gola białostoczan odpowiedzieć. Na listę strzelców wpisał się Stratos Svarnas, który wykorzystał dośrodkowanie Deiana Sorescu. Najpierw uderzył głową, a później doskoczył do dobitki po interwencji Zlatana Alomerovicia. Dla Greka było to ważne trafienie, ponieważ dopiero w poprzedniej kolejce wrócił do gry po tym, jak w sierpniu zerwał mięsień przywodziciela.
Rakowowi nie udało się jednak zakończyć pierwszej części meczu remisem. Po raz kolejny „katem” zespołu gościu został Naranjo, którego nie upilnował Jean Carlos przy rzucie rożnym. Hiszpan po raz drugi wyprowadził Jagiellonię na prowadzenie.
Portugalczyk rządził
„Jaga” po przerwie po raz kolejny ruszyła do ataku i już po minucie zdobyła kolejną bramkę. Drużyna Adriana Siemieńca przeprowadziła doskonałą akcję, a główną rolę odegrał Afimico Pululu. Napastnik wygrał fizyczny pojedynek ze Svarnasem, przedostał się w pole karne i sprytnym podaniem piętą wyłożył piłkę do Nene. Ten pewnie wbił futbolówkę do pustej bramki. Angolski napastnik chwilę później powinien zaliczyć drugą asystę. Tym razem świetnie zagrał do Dominika Marczuka, jednak ten nie był tak skuteczny jak portugalski pomocnik. Ogólnie defensywa Rakowa miała spore problemy z upilnowaniem gospodarzy. To też potwierdziło się w 64 minucie, gdy po raz drugi na listę strzelców wpisał się Nene. Tym razem nie popisał się w obronie Jean Carlos. Przegrał on pojedynek sprinterski z Marczukiem, który zbiegł ze skrzydła w pole karne. W ostatniej możliwej chwili podał w stronę Jesusa Imaza, futbolówkę wybił jeden z defensorów z Częstochowy, jednak trafiła ona pod nogi Portugalczyka. Ten po raz kolejny nie miał większych problemów z pokonaniem Kovaczevicia.
Przełamanie Zwolińskiego
Od tego momentu było jasne, że przyjezdnym nie uda się wrócić do tego spotkania. Choć drużyna trenera Szwargi próbowała robić wiele, to stać ją było tylko na jedno trafienie. Do bramki gospodarzy trafił rezerwowy Łukasz Zwoliński. Napastnik Rakowa w końcu się odblokował. Ostatniego gola w ekstraklasie zdobył w 3. kolejce w starciu z Wartą Poznań. Mimo wszystko jego bramka niewiele wniosła. Jagiellonia zdominowała mistrzów Polski i zasłużenie odniosła zwycięstwo.
Kacper Janoszka

