Wciąż bez przełamania
Zmiana trenera niewiele na razie dała. Częstochowianie jak przegrywali w lidze, tak przegrywają.
Częstochowski blok nie był żadną przeszkodą dla Karola Butryna. Fot. PAP/Darek Delmanowicz
PLUSLIGA
Steam Hemarpol Politechnika Częstochowa wciąż znajduje się w kryzysie, a wydawało się, że pojawiło się światełko w tunelu. W minioną środę częstochowianie w debiucie w europejskich rozgrywkach (Puchar Challenge) pokonali na wyjeździe słoweński Ok. i-Vent Maribor (3:1). Był to pierwszy triumf odkąd trenerem zespołu został Ljubomir Travica. Wcześniej pod wodzą doświadczonego Chorwata Hemarpol przegrał z JSW Jastrzębskim Węglem oraz PGE Projektem Warszawa.
Kolejny mecz - z Asseco Resovią - miał dać więc odpowiedź na pytanie, czy zespół z Częstochowy przezwyciężył kryzys i zacznie piąć się w tabeli, a ma co odrabiać, bo miejsce w play offie – cel minimum – mocno się oddala.
Goście jednak Rzeszowa nie zdobyli, choć pozostawili po sobie niezłe wrażenie. Zagrali znacznie lepiej niż we wcześniejszych spotkaniach. – Mimo porażki był to bardzo dobry mecz w naszym wykonaniu. Udało nam się urwać faworytom seta. Miałem nadzieję, że doprowadzimy do tie-breaka, ale w końcówce czwartej partii rzeszowianie mocno pociągnęli zagrywką. Nie udało się. Walczymy dalej. Mam nadzieję, że w kolejnych meczach znów się postawimy przeciwnikom, a końcówka będzie już dla nas – powiedział Jakub Kiedos, przyjmujący Steam Hemarpolu Politechniki.
Jednak przez dwa sety częstochowianie grali źle. Nie mieli sposobu na zatrzymanie skrzydłowych Resovii. Jej siła ofensywna była zbyt duża. Karol Butryn, Klemen Cebulj i Artur Szalpuk w ataku robili co chcieli. Ani razu nie dali się zatrzymać blokującym. Gospodarze kontrolowali grę i wydawało się, że wygrają w trzech setach.
W trzeciej odsłonie zabrakło im jednak koncentracji, co skrzętnie wykorzystali przyjezdni. Rozkręcił się Patrik Indra, który wcześniej był cieniem samego siebie. Od powrotu z mistrzostw świata Czech nie potrafi ustabilizować formy. Gdy mu nie idzie, traci pewność siebie i chce na siłę rozwiązywać akcje. Gdy trafi na dobrych blokujących - a tacy są w rzeszowskim zespole - odbija się jak od muru. W końcu jednak się przełamał. Milad Ebadipour, jedyny gracz Steam Hemarpol Politechniki, który przez całe spotkanie trzymał równy poziom, dostał wsparcie. Spory potencjał pokazał też Sebastian Adamczyk. Jego ataki z piłki wznoszącej były nie tylko bardzo efektowne, ale też i efektywne.
Częstochowianie poczuli się pewniej i grali coraz lepiej. Rzeszowian jednak nie udało się im zatrzymać. W kluczowym momencie ci bowiem zaczęli kapitalnie serwować, łamiąc opór rywali. – Czuć w drużynie, że potrzebujemy pewności siebie i takie zwycięstwa, jak to z ekipą z Częstochowy, są nam bardzo potrzebne. Nadal czujemy, że jeszcze nam dużo brakuje, że nie jesteśmy takim zespołem, który już teraz mógłby się bić o medale. Dla nas teraz liczy się przede wszystkim stabilizacja. Tego nam najbardziej brakuje – ocenił Marcin Janusz, kapitan Asseco Resovii.
◼ Asseco Resovia – Steam Hemarpol Politechnika Częstochowa 3:1 (25:19, 25:22, 27:29, 25:19)
RZESZÓW: Janusz (5), Szalpuk (23), Demyanenko (10), Butryn (16), Cebulj (17), Poręba (4), Shoji (libero) oraz W. Nowak, Bucki, Graham, Zatorski. Trener Massimo BOTTI.
CZĘSTOCHOWA: De Cecco (1), Ebadipour (16), Popiela (1), Indra (14), Lipiński (11), Adamczyk (9), Makoś (libero) oraz J. Nowak (2), Kowalski, Jeanlys (3), Kiedos (3). Trener Ljubomir TRAVICA.
Sędziowali: Wojciech Głód (Radom) i Magdalena Niewiarowska (Ludwinowo Zegrzyńskie). Widzów 2800.
Przebieg meczu
I: 10:9, 15:11, 20:15, 25:19.
II: 10:7, 15:10, 20:15, 25:22.
III: 8:10, 15:12, 20:19, 24:25, 27:29.
IV: 10:7, 15:10, 20:14, 25:19.
Bohater – Artur SZALPUK.
(mic)
