Wchodzą cali na biało
Nikt nie traktuje na poważnie Nowej Zelandii, ale wyspiarze przekonują: jesteśmy lepsi, niż myślicie!
Może Nowozelandczycy nie mają olśniewającej jakości, ale w każdym meczu idą za sobą w ogień. Fot. Andrew Surma/SIPA USA/PressFocus
Aczkolwiek trudno w te słowa uwierzyć, bo gdy patrzy się na listę meczów towarzyskich, jakie rozegrali All Whites od momentu zakwalifikowania się na mundial (w marcu), to – delikatnie mówiąc – szału nie ma. Udało się pokonać Wybrzeże Kości Słoniowej, zremisować z Norwegią, ale poza tym było aż 6 porażek – dwie z Australią oraz z Ukrainą, Polską, Kolumbią i Ekwadorem. Jasne, to niby tylko sparingi, ale optymizmu na pewno nie wykształtowały.
Największy pewniak
Niełatwo jest być Nową Zelandią w świecie piłki nożnej. W strefie Oceanii nie ma poważnych rywali, co widać w większości meczów, jakie rozgrywa na swoim rewirze. Najwyższe zwycięstwo? 17:0 z Samoa Amerykańskim w 2010 roku, czyli wcale nie tak dawno. W eliminacjach też zresztą All Whites strzelali aż miło, a prym wiódł w tym oczywiście piłkarz Nottingham Forest Chris Wood. Jeśli Nowozelandczycy chcą pograć w poważną piłkę, muszą lecieć na drugi koniec świata, choć oczywiście wielu ich piłkarzy występuje w Europie – ale w klubach, ujmijmy to delikatnie, raczej nie pierwszoplanowych.
Nie może więc dziwić, że tak jak do strefy azjatyckiej wyemigrowała Australia, tak podobny pomysł – tyle że w kierunku południowoamerykańskim – miała Nowa Zelandia. W 2013 roku FIFA dokonała już wstępnych formalności, lecz koniec końców wyspiarze postanowili zostać u siebie. Granie ze słabeuszami opłaciło się, bo po rozszerzeniu składu MŚ Oceania po raz pierwszy w historii otrzymała zagwarantowane jedno miejsce w fazie grupowej – co w praktyce oznacza awans Nowej Zelandii. Chyba nikt na świecie nie był większym pewniakiem, by dostać się na mundial niż właśnie oni. Może co najwyżej... gospodarze imprezy.
Będziemy świetni!
Na jakich piłkarzy warto zwracać uwagę w Nowej Zelandii? Prócz Wooda rzecz jasna jest tam kilku graczy młodych bądź w kwiecie wieku, na których liczy selekcjoner Darren Bazeley. Można wskazać 23-letniego pomocnika Swansea Marko Stamenica, 20-letniego stopera Sheffield United Tylera Bindona czy 25-letniego lewego obrońcę Liberato Cacacę z Wrexham. Bramki reprezentacji może strzec Alex Paulsen – na co dzień występujący w Lechii Gdańsk. – Jesteśmy małą nacją, a nasi piłkarze nie są zbyt znani. Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak dobrzy są niektórzy z nich. Marko Stamenic będzie bardzo, bardzo dobrym piłkarzem. Zawsze, gdy się spotykamy, patrzymy w kierunku mistrzostw świata. Budujemy nasz styl, naszą kulturę. Ekscytuje mnie obserwowanie, jak ci piłkarze się rozwijają. Mamy grupę zawodników w przedziale 21-25 lat, która ma po około 20 występów. Mogą grać ze sobą jeszcze przez dekadę i dobić do 100 gier. Teraz jesteśmy dobrą drużyną, ale za kilka lat – myślę, że będziemy świetną – powiedział selekcjoner Bazeley.
Piotr Tubacki
