Warszawski cud mniemany?
Ponad dwie dekady czekają GieKSiarscy fani – ale i klubowe legendy – na Europę w Katowicach. Przed ostatnią serią gier szansa na występ podopiecznych Rafała Góraka w Lidze Konferencji jest! Jest wszakże i małe „ale”...
Rzut przez biodro Camilo Meny w wykonaniu Rafała Augustyniaka – brak czerwonej kartki dla legionisty jest jednym z fundamentów teorii spiskowej o wciąganiu stołecznej drużyny do pucharów. Fot. Piotr Matusewicz / Press Focus
Na kolejkę przed końcem, przed meczem z Pogonią, Katowiczanie mają swój los w swoich rękach! Zagrają w kwalifikacjach Ligi Konferencji, jeśli:
- wygrają w Szczecinie,
- zremisują w Szczecinie, a Zagłębie nie wygra z Jagiellonią,
- przegrają w Szczecinie, a Zagłębie nie wygra z Jagiellonią i Legia nie wygra z Motorem.
Według wyliczeń popularnego w mediach społecznościowych Piotra Klimka („Przede wszystkim matematyk. Nie znam się na kopaniu piłki” – opis jego profilu na portalu X), szanse GKS-u na zajęcie piątego miejsca wynoszą 68,5%, Zagłębia – 12,8%, a Legii – 16,7%. Tak, Legii właśnie, choć przecież stołeczna ekipa „zimowała” na ostatnim miejscu (swoją drogą katowiccy piłkarze też znajdowali się wówczas „pod kreską”, na 16. pozycji), do dziś pozostaje też w kibicowskiej i eksperckiej przestrzeni chyba najbardziej krytykowaną – obok Widzewa – drużyną ekstraklasową.
„Historia niesamowita”
A jednak pozostawiła sobie furtę, by rzutem na taśmę wbić się do strefy pucharowej. Podobny scenariusz przy Łazienkowskiej zresztą już przerabiano: dwa sezony wstecz po 31 kolejce Warszawianie zajmowali ledwie szóstą lokatę, by „długim finiszem” zapewnić sobie podium i grę na międzynarodowej arnenie.
– Zrobiliśmy coś, co niedawno wydawało się nierealne: daliśmy sobie szansę, aby zagrać w pucharach. To niesamowita historia – tak w niedzielny wieczór Marek Papszun skomentował wygraną swych podopiecznych w Gdańsku. Dzięki niej legioniści do GKS-u tracą już tylko trzy „oczka”, mając zarazem lepszy bilans bezpośrednich starć (byliby też najlepsi w tabelce trzech drużyn, z udziałem Lubinian). Jaka jest szansa na wcielenie w życie słów trenera Legii? W Katowicach przekonują, że... niemała. Wyjaśniamy dlaczego.
„Na finiszu cuda”
Już zimą, kiedy stołeczny zespół był czerwoną latarnią, nie brakowało w środowisku ligowym przemycanych cichaczem sugestii, że leżący na stole negocjacyjnym pakiet praw telewizyjnych na kolejne lata „będzie znacznie więcej wart z udziałem Legii niż bez niej”. I Legia z ekstraklasy nie spadnie – to już wiemy. A czy rzeczywiście zagra w pucharach?
„Ja bym wolał, żeby Legia awansowała do Ligi Konferencji. Inna skala (i klasa) w Europie, aniżeli GKS czy Zagłębie” – argumentuje wielu internautów, obeznanych z klubowym rankingiem UEFA. Trudno im odmówić racji, patrząc na klubowy ranking. Z dorobkiem 32,500 pkt Warszawianie byliby rozstawieni we wszystkich trzech rundach kwalifikacyjnych (polskie zespoły startują od II rundy) Ligi Konferencji. W przypadku GieKSiarzy (i Lubinian) ów współczynnik punktowy jest dużo niższy (9,350) i oznacza rozstawienie wyłącznie w II rundzie. I to jest fundament... teorii spiskowej. „To już chyba pewne, że w ostatniej kolejce wydarzą się takie cuda, że Legia dostanie się do pucharów” – wpisów tej treści w mediach społecznościowych nie brakuje. Krótko mówiąc: „wciągną Legię do pucharów”!
„Taki bardzo miękki”
Kto? Można domyślać się, że ów scenariusz przeprowadzony miałby zostać rękami... arbitrów. Na przykład: karny dla potrzebujących? Proszę bardzo. W minioną niedzielę „jedenastka” dla Jagiellonii w meczu przy Nowej Bukowej wywołała ogromne kontrowersje. – Ten rzut karny... Oglądałem powtórki i uważam, że był bardzo „miękki” – mówił trener GieKSy, Rafał Górak, choć nie tylko w tej sytuacji upatrywał przyczyn remisu.
– W starciu Bartosza Nowaka z Bernardo Vitalem nie stało się nic takiego, co kazałoby zakwalifikować je jako rzut karny! – podkreśla z mocą ekspert Canal+ od spraw sędziowskich, Adam Lyczmański. – Co więcej, to piłkarz Jagi w pewnym momencie ma obie nogi w powietrzu, robi tzw. flying tackle, nie zważając na to, co się dzieje. A Bartek nawet nie zdążył zrobić wahnięcia nogą – dodaje nasz rozmówca. I przyznaje, że brak wezwania Pawła Raczkowskiego przed ekran VAR-u był zadziwiającą sprawą.
„Niefortunny zbieg okoliczności”
To była sędziowska decyzja, która skrzywdziła GKS. W ostatnich kolejkach były też takie, które pomagały Legii. Według Rafała Rostkowskiego, eksarbitra dziś dzielącego się swymi refleksjami na portalu TVP Sport, rzut wolny dla Legii w meczu z Widzewem, który przyniósł zwycięską bramką Warszawianom, podyktowany był niesłusznie.
Komisja Ligi z kolei przed tym meczem anulowała czerwoną kartkę, jaką tydzień wcześniej w Poznaniu otrzymał Rafał Augustyniak. Ten sam, który w minioną niedzielę rzutem rodem z dżudo powalił na ziemię Camilo Menę z Lechii. Został za to upomniany – zdaniem wielu – w sposób niewystarczający, czyli żółtą kartką. – To była akurat właściwa decyzja. – Nie ma żadnego paragrafu na to, żeby ocenić to jako coś więcej niż tylko brzydki faul taktyczny, kwalifikujący się na żółtą kartkę. Brzydki etycznie i moralnie faul, niesportowy, ale bez brutalności wymagającej czerwonej kartki – ocenia Lyczmański.
I zdecydowanie odżegnuje się od tezy, że rękami sędziów ktokolwiek chciałby wpływać na wynik sportowy rywalizacji na linii Katowice – Warszawa. – Owszem, dostrzegam tę serię zdarzeń. Ale to tylko niefortunny zbieg okoliczności – zapewnia w imieniu (byłych) kolegów po fachu. – Nie wierzę, że ludzie mający naprawdę niezłe profity z tego, że sędziują na wysokim poziomie, mieliby uciekać się do takich zachowań.
„Histeria się wytworzyła”
– Mam wrażenie, że się jakaś histeria wytworzyła; świecka tradycja, w myśl której o wszystko trzeba oskarżać sędziów. Nie jestem legionistą, ale daleki jestem od tezy, że ktoś chce wciągać Legię do pucharów! – krótko i treściwie komentuje ową spiskową teorię Michał Listkiewicz, eksarbiter i były prezes PZPN-u, a dziś m.in. felietonista „Sportu”.
Czy cytowane opinie zamykają temat? Kibice oczywiście będą wiedzieć swoje. Symptomatyczne jest jednak zdanie, zasłyszane w niedzielne popołudnie na Nowej Bukowej w kwestii sędziowskiej obsady ostatniej kolejki: „Najlepiej byłoby, żeby mecz z Pogonią poprowadzili Japończycy, którzy niedawno rozstrzygali kilka meczów w ekstraklasie”...
Dariusz Leśnikowski
