Wara!

Z DRUGIEJ STRONY - Paweł Czado

Kiedy wybucha szambo, zatykam nozdrza. Kiedy wybuchają plotki, zatykam uszy. Muszę jednak przynajmniej otworzyć oczy i... poklepać w klawiaturę.

Otóż okazuje się niby, że pozycja Jana Urbana jest słaba i że szkoleniowiec mógłby stracić posadę selekcjonera reprezentacji. Nieważne, że w pierwszych siedmiu spotkaniach pod wodzą Urbana Polacy byli niepokonani, choć dwukrotnie rywalizowali z Holandią. Zagraliśmy w barażach, ale pamiętna porażka ze Szwecją nie pozwoliła zagrać w mistrzostwach świata. Podczas mundialu nie było o Urbanie głośno. Był na nim nieobecny. Szkoleniowiec nie skorzystał tym samym z okazji do podpatrywania rywali Polski w Lidze Narodów.

Nie wierzę, żeby PZPN chciał zwolnić Urbana. Nie wierzę bowiem, że jego zarząd może być tak żenująco głupi, tak prymitywnie zabiegać o atencję. Kiedy słyszę takie głupoty, to chce mi się jedynie śmiać. Bo uważam to właśnie za głupoty! 

Po pierwsze - nieobecność wcale nie oznacza bierności. Nie trzeba być na mundialu, żeby dogłębnie analizować jakichkolwiek rywali. Nie trzeba błyszczeć na wybiegu, żeby wygrywać na murawie. Cały ten szum wokół jest na końcu nic niewart. 

Po drugie -  falstart w tych rozgrywkach miałby drogo kosztować 64-letniego (jak ten czas leci...) szkoleniowca. Że co?! Ludzie, po co właściwie w ogóle analizować rywali w Lidze Narodów?! Przecież to całkowicie wydmuszkowe rozgrywki ulepione z końskiego łajna i tak naprawdę nikomu niepotrzebne. Oddam jeden medal mundialu za 100 podiów Ligi Narodów, choć mam nadzieję, że ta idea umrze na suchoty znacznie wcześniej. 

Po trzecie - gdyby Jan Urban miał odejść, to jego następcą mógłby zostać tylko i wyłącznie Gandalf Szary. Tylko z nim nasza reprezentacja byłaby w stanie odgonić Smauga na wschodzie i powstrzymać Saurona. A na poważnie - piłka nożna nie podda się zaklęciom czarnoksiężników. Żadna magia nie pomoże. Jedynie praca, wytrwałość i konsekwencja. Kon-sek-wen-cja! Bez konsekwencji wszystko obraca się w proch i pył. Właściwie zawsze.  

Myślę, że to jest właśnie wielki problem polskiego futbolu. Brak konsekwencji. Jan Urban nie przeżył jako szkoleniowiec pełnego cyklu eliminacyjnego. Ratował jedynie sytuację i... nie uratował. Jeśli PZPN go teraz zwolni, przyzna tym samym, że miota się jak dzika kura w agreście. Prezes związku nie może zachowywać się jak Bogusław Radziwiłł, bo piłka nożna to nie jest jego folwark. PZPN jest jedynie depozytariuszem polskiej piłki nożnej, a nie jego właścicielem, a futbol to nie luksusowa rezydencja magnacka. Wierzę jednak, że rozum w tym przypadku jest u samej góry. Rozum dyktuje konsekwencję, jej brak to przyznanie się do błędu. Jeśli Jan Urban będzie musiał odejść, wierzę w zdolności honorowe zarządu PZPN i autodymisję. 

Jan Urban ani mi brat, ani swat, choć nie ukrywam, że szanuję go za to, jakim był wspaniałym piłkarzem i za to, jakim jest przenikliwym trenerem. On rozumie futbol, nikomu nie musi nic udowadniać. To też jest ważne. Zawsze to lepiej, kiedy człowiek chce, niż kiedy musi. W mojej opinii Urban jest więc właściwym człowiekiem na właściwym miejscu.

Reasumując. Mamy sezon ogórkowy, ogóry rosną nam wielkie, trwałe i twarde. Niech ta plotka o Urbanie rozpuści się w śmietance, gdy będziemy robić z nich mizerię.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się