Wakacje z niedosytem

Wyjazd do Mielca, potem... spokojna analiza przegranej wiosną szansy na walkę o ekstraklasę. Urlopy? Dopiero po niej – oto plan kapitana pierwszoligowego beniaminka na najbliższe dni.

Nie tylko porażka ze Śląskiem sprawia, że Tomasz Gajda (z prawej) używa słowa „niedosyt”. Fot. Krzysztof Porębski / Press Focus

POLONIA BYTOM

Była 1 minuta pierwszego meczu niebiesko-czerwonych w I lidze po dwunastoletnim z nią rozbracie, gdy na stadionie w Łęcznej do siatki miejscowego Górnika trafił Tomasz Gajda. To była niezwykła zapowiedź niezwykłego sezonu (a przynajmniej – jego pierwszej części) w wykonaniu bytomskiego beniaminka. Niezwykły był też dla samego autora tego gola: nigdy wcześniej przecież Gajda – choć jest wychowankiem niemal „etatowo” grającej na tym poziomie Odry Opole – nie zagrał w pierwszej lidze. Z reguły starczać mu musiała piłka trzecioligowa. I do trzecioligowej Polonii cztery lata wstecz przychodził.

Miało wejść w meczu. I weszło!

Dwa awanse – no i kończący się właśnie sezon – spowodowały, że dziś, mimo trzydziestki na liczniku odmierzającym wiek, pomocnik może się wreszcie czuć (pierwszo)ligowcem pełną gębą. Zresztą nowicjusza – powtórzmy: to jego pierwszy sezon na tym szczeblu – doskonale bronią liczby: siedem asyst i pięć bramek. W tym ta absolutnie bajeczna, z minionej niedzieli, z meczu ze Śląskiem: z rzutu wolnego, w samo okienko. Śmialiśmy się w szatni, bo dzień wcześniej po treningu trener proponował, by jeszcze parę razy uderzyć z dystansu. Zrezygnowaliśmy, a ja powiedziałem trenerowi: „Wejdzie w meczu”! I rzeczywiście weszło. Ale faktem jest, że praktykujemy, szkolimy ten element – tłumaczy nam 30-latek. Uśmiechając się smutno, bo przecież gol, choć przepiękny, nie dał Polonii nawet punkcika. Fajnie, że bramka pierwsza w tym roku. Tylko co z tego? pytał Gajda.

Lekarstwo cokolwiek spóźnione

Tych żali było więcej: przegrywając (mimo prowadzenia po 45 minutach), Bytomianie ostatecznie posiali szansę na baraże. Choć już wcześniej usłyszeli/przeczytali, że z licencją ekstraklasową nie jest dobrze. Ale to temat, który się rozgrywa w gabinetach. Wiem, że wniosek był składany, nawet dostaliśmy w tej sprawie jakieś wyjaśnienia. Zupełnie szczerze powiem natomiast: nie przywiązuję do tego wagi. Nie wpływa to na moje podejście, na przygotowanie do meczu – zapewnia kapitan Polonii.

To zresztą był temat w tym momencie marginalny: liczyła się dla niego strona sportowa. Wielka szkoda porażki, po trzech wygranych z rzędu. Punktów niezbędnych do baraży zabrakło nam jednak już wcześniej, nie w tym meczu – zaznacza. Ale już odpowiedź na pytanie „czemu zabrakło?”, zwłaszcza w kilku pierwszych tygodniach wiosny, jest trudna. Wiemy, co nie funkcjonowało. Poprawiliśmy to i potem wyglądało to dużo lepiej. Myślę natomiast, że trzeba zagrać mecz w Mielcu, wygrać go – dla nas samych i dla kibiców – i potem spokojnie i głęboko przeanalizować całą tę rundę: co się stało, dlaczego i... dlaczego tak późno znaleźliśmy na to lekarstwo – kiwa głową doświadczony pomocnik.

Żadnych deklaracji

Bytomianie kończą sezon wyjazdem do Mielca. Stal u siebie ograli wyraźnie (4:1), m.in. dzięki bramce Gajdy. Zwycięstwo na Podkarpaciu, ze spadkowiczem z ekstraklasy, byłoby sympatycznym zakończeniem sezonu. A czy wieszczącym włączenie się Polonii w przyszłym sezonie do walki o awans? Trudne pytanie... Wiemy, jak duże marki są w I lidze. To bardzo mocna liga i deklarowanie, że ten awans tu będzie, byłoby na wyrost – podkreśla Polonista. A sama myśl o (zasłużonych) urlopach cieszy go niekoniecznie stuprocentowo. Pojedziemy na wakacje z dużym niedosytem – kończy rozmowę ze „Sportem”.

Dariusz Leśnikowski

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się