W rytmie włoskiej Tarantelli
W slalomie gigancie znów królowała Federica Brignone. Marynie Gąsienicy-Daniel do medalu zabrakło niewiele.
Królowa jest jedna. Szwedka Sara Hector i Norweżka Thea Louise Stjernesund padły na kolana przed Federicą Brignone. Fot. PAP/EPA
W sobotę na trasie slalomu giganta wszystkich zaskoczył Lucas Pinheiro Braathen, zdobywając pierwszy w historii medal Zimowych Igrzysk Olimpijskich dla Brazylii! Polscy kibice żartowali, że skoro na stoku była samba, to może w niedzielę zatańczymy w rytm Zbójnickiego!
Slalom gigant to koronna i ulubiona konkurencja Maryny Gąsienicy-Daniel. Zakopianka zapowiadała, że chce powalczyć o medal.
I faktycznie w pierwszym przejeździe przez większość trasy spisywała się doskonale, na poszczególnych międzyczasach była nawet na prowadzeniu! Zawaliła, niestety, na ostatnim odcinku, "przestrzeliła" ostatni garb, co kosztowało ją sporo straconego czasu. - Miała doskonałe międzyczasy, aż do ostatniego skrętu. Szkoda, bo to była dobra jazda naszej zawodniczki - mówiła Dagmara Krzyżyńska, olimpijska z Turynu, obecnie komentatorka Eurosportu. Polka po pierwszym przejeździe była na miejscu 13. - Jest dużo odcinków płaskich i na wprost. Na tym ostatnim skoku za bardzo mnie wyniosło w lewo. Różnice nie są takie duże, poza pierwszą Federicą - powiedziała na mecie w wywiadzie dla Eurosportu.
Trasa była bardzo wymagająca. - Arcyciekawy gigant! Gigant na miarę igrzysk! Niesamowite emocje i minimalne różnice między zawodniczkami! Ten gigant niesie ze sobą wiele kruczków, wiele trudności. Trzeba się do niego solidnie przygotować - tak opisywał trasę ekspert Michał Okniański.
W pierwszym przejeździe na takiej trasie najlepiej poradziła sobie Włoszka. Federica Brignone kilka dni wcześniej wywalczyła tytuł mistrzyni olimpijskiej w supergigancie. W niedzielę fantastycznie przejechała trasę i po pierwszym przejeździe usadowiła się na pozycji liderki. - Ona jeździ w innej lidze! To liga mistrzowska. Ma niesamowitą technikę. Tylko się od niej uczyć! - mówiła Krzyżyńska.
Zgodnie z oczekiwaniami Polka była dużo lepsza w drugim przejeździe i awansowała aż na siódmą lokatę. To jej najlepszy wynik w karierze na igrzyskach (w Pekinie była ósma). Do podium zabrakło niewiele, a dokładnie tylko 0,13 sekundy!
Królowa była tego dnia tylko jedna - Brignone w drugim przejeździe znów była niesamowita i przypieczętowała swoje drugie złoto olimpijskie. Na mecie Szwedka Sara Hector i Norweżka Thea Louise Stjernesund, które ex aequo wywalczyły srebro, składały przed nią pokłony.
Przypomnijmy - 35-latka w styczniu wróciła do startów po 292 dniach przerwy spowodowanej złamaniem nogi. Teraz z dwoma medalami złotymi oraz srebrem z Pekinu jest najwybitniejszą włoską alpejką w historii. Dodajmy, że już zwycięstwo w supergigancie uczyniło ją również najstarszą złotą medalistką w historii kobiecego narciarstwa alpejskiego.
(pp)
