W poszukiwaniu nadziei

Za czasów Marka Papszuna Raków regularnie wygrywał z Lechem, szczególnie w Poznaniu. Teraz w stolicy Wielkopolski Częstochowianie obawiają się pogromu.

W ostatnich latach Raków nieźle radził sobie w Poznaniu. W niedzielę murowanym faworytem będzie Lech/Fot. Paweł Jaskółka/PressFocus

RAKÓW CZĘSTOCHOWA

Morale przed niedzielnym meczem z mistrzem Polski nie może być wysokie, bo początek sezonu dla czwartej drużyny poprzedniego sezonu jest jak z koszmaru. Raków przegrał pięć pierwszych spotkań ligowych wyrównując niechlubny rekord GKS-u Bełchatów sprzed czternastu lat. Jeśli przegra w niedzielę z Kolejorzem (a racjonalnych przesłanek za innym scenariuszem brakuje) wyrówna bilans Cracovii z sezonu 2010/11, która przegrała sześć pierwszych spotkań. Pasom udało się wówczas utrzymać, ale trzeba pamiętać, że wtedy z ekstraklasy spadały dwie, a nie trzy drużyny. Do tego to… jedyny przypadek, aby drużynie po takim falstarcie udało się pozostać w elicie.

Nowi bez jakości

Biorąc pod uwagę, że to początek sezonu na tak kasandryczne wizje jest jednak zdecydowanie za wcześnie. Tym bardziej, że w Rakowie wciąż wierzą, że karta się odwróci, a drużyna wróci na zwycięską ścieżkę. Dawid Szulczek, który tymczasowo przejął obowiązki pierwszego trenera do czasu znalezienia odpowiedniego kandydata, w czwartek chciał mocno namieszać w składzie, co w obliczu postawy niektórych zawodników w poprzednich meczach było w pełni uzasadnione, ale tym razem akurat wyjątkowo nie trafił. Marko Perović, Abraham Ojo oraz Jakub Jendryka w meczu z Górnikiem (1:2) stanowili trójkę najsłabszych zawodników na boisku, a pierwsza dwójka właśnie u Szulczka zadebiutowała w wyjściowej jedenastce. Jak na ironię, Raków zaczął grać lepiej dopiero, gdy na boisku pojawiły się „stare dziadki”, czyli Stratos Svarnas, Jean Carlos Silva oraz Lamine Diaby-Fadiga (dobry występ zamazał niestety czerwoną kartką w doliczonym czasie gry). Dobrze spisał się też Karol Struski, który zdynamizował akcje ofensywne, gdy tylko pojawił się na placu gry.

- Chciałbym żebyśmy tak grali przez 90 minut jak w tym końcowym fragmencie, zmiany poprawiły obraz gry. Po negatywnej serii trzeba szukać innych rozwiązań, jeśli to co robiliśmy wcześniej się nie sprawdzało. Nie ma się jednak co oszukiwać, że wyglądało to słabo. Perović? Ma duży potencjał, ale to nie był jego dzień. Młodzi zawodnicy mają to do siebie, że często grają nierówno - mówił po meczu szkoleniowiec, dla którego mecz przy Bułgarskiej może być ostatnim w roli pierwszego trenera. Klub jest blisko porozumienia z Goncalo Feio.

Z Rakowem pożegnać mają się w najbliższych dniach Michael Ameyaw oraz Svarnas. Klub zapowiada w ich miejsce co najmniej dwa transfery przychodzące. Bardzo blisko porozumienia jest 21-letni lewonożny środkowy obrońca Nils Zatterstroem. Szwed jest wychowankiem Malmoe, który wylądował w Sheffield United. Poprzedni sezon spędził na wypożyczeniu do włoskiej Genoi, a teraz szczęścia ma poszukać w ekstraklasie.

Co z Amorimem?

Jakby problemów pod Jasną Górą było mało, w Rakowie od dawna nie mogą skorzystać z przebywającego w Brazylii Adriano Amorima, a piłkarz obciąża listę płac klubu. Zawodnik przedstawia klubowi kolejne zwolnienia lekarskie od brazylijskiego lekarza i tak naprawdę klub nie może nic z tym zrobić. Z racji na jego wcześniejsze mało profesjonalne podejście do obowiązków w Polsce kibice podejrzewają, że zwyczajnie nie chce mu się już grać w piłkę, ale wedle wiedzy posiadanej w klubie problem prawdopodobnie jednak istnieje. Raków jest z nim w stałym kontakcie, na odległość ciężko jednak piłkarzowi pomóc. – Zapewnia nas, że gdy tylko jego stan będzie pozwalał na podróż do Polski, to pojawi się w klubie. Miał konsultacje z lekarzami wyznaczonymi przez klub i ci lekarze potwierdzają, że piłkarz nie symuluje. Pomiędzy ich diagnozą a lekarzem z Brazylii są jednak spore rozbieżności. Mówiąc najkrócej jego stan nie wygląda na aż tak poważny, dlatego czekamy na wyniki badań niezależnego, wskazanego przez FIFA ośrodka. Sprawa jest bardzo delikatna – słyszymy przy Limanowskiego.

Nadzieja w Pucharze

Pewnego rodzaju pocieszeniem dla Częstochowian są… wyniki 1/32 finału Pucharu Polski. Już na tym etapie z rozgrywkami pożegnały się m.in. Legia, Wisła Kraków, Widzew, Cracovia czy Pogoń Szczecin, a więc kluby, które w ostatnich latach albo sięgały po trofeum albo dochodziły do finału. Dla Rakowa straty w lidze są już tak duże, że chcąc marzyć jeszcze o europejskich pucharach w kolejnym sezonie, Raków musiałby sięgnął po to trofeum. W obecnej dyspozycji wydaje się to wprawdzie zadaniem karkołomnym, ale do 28 października, gdy zaplanowana została faza, od której do gry przystąpią Częstochowianie wiele może się zmienić.

Mariusz Rajek


Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się