W lutym podpisujemy umowę!

Rozmowa z Kamilem Żbikowskim, prezydentem Zabrza

Lukas Podolski i prezydent Zabrza Kamil Żbikowski, to dwie kluczowe osoby jeżeli chodzi o prywatyzację Górnika. Fot. Facebook

Temat prywatyzacji Górnika wywołuje bardzo duże emocje. Czy może pan powiedzieć na jakim etapie są teraz rozmowy na linii miasto - LP Holding GmbH Lukasa Podolskiego?

- Zdaję sobie sprawę, że temat wywołuje zniecierpliwienie wśród kibiców i zainteresowanych podmiotów. Ze mną jest podobnie, bo od dziecka jest kibicem Górnika. Rozumiem też zniecierpliwienie Lukasa Podolskiego, bo temat prywatyzacji ciągnie się już dwa lata. Do momentu, kiedy we wrześniu po wyborach nie zająłem się tematem, jakiegoś dużego postępu nie było. Nie widzieliśmy kamieni milowych, poza przygotowaniem wycen. Zresztą ta druga wycena przygotowana w pierwszej połowie tego roku bardzo sytuację skomplikowała, odrealniła wręcz cały proces. 

Wyjaśnijmy, panie prezydencie, że ta pierwsza wycena akcji Górnika, przygotowana jeszcze w czasach, kiedy w ratuszu zasiadała prezydent Małgorzata Mańka-Szulik, nie była wysoka. Całość akcji Górnika wyceniono wtedy na 8 mln złotych, a przejęcie większościowego pakietu 51 proc. szacowano na połowę tej sumy.

- Pierwsza wycena bardziej odpowiadała realnej wartości niż ta druga, przygotowana za czasów, kiedy prezydentem była Agnieszka Rupniewska (prezydent Zabrza w okresie maj 2024-maj 2025 – przyp. red.). Ta druga wycena podniosła wartość, a moim zdaniem, także jako prawnika, nie powinny się w niej znaleźć pewne elementy. Skomplikowała nam ona potem rozmowy.

A dałoby się powiedzieć coś o wartości tej drugiej wyceny, o jakich kwotach właściwie mówimy? To kilkadziesiąt milionów złotych?

- To kwota poniżej 20 milionów złotych. Tyle mogę powiedzieć. Nie były to bardzo wygórowane sumy, ale w realnej sytuacji finansowej były dużo większe niż oferował inwestor. Inni inwestorzy też nie zdecydowali się na złożenie wyższej oferty. To pokazuje problematykę, to pokazuje, jak trudno jest określić faktyczną wartość rynkową klubu piłkarskiego. Z jednej strony to ogromna wartość sentymentalno-sportowa, prestiżowa, wizerunkowa, bo mamy do czynienia z ogromną bazą kibiców, jedną z największych w Polsce, natomiast z drugiej strony, jako przedsiębiorca, to trzeba wszystko przeanalizować, jak  ma wyglądać, czy to ma być – jak teraz dla miasta – wieczne dokładanie. Utrzymanie Górnika to bardzo duże wyzwanie. Tutaj chciałbym sprostować te wszystkie tezy pojawiające się w przestrzeni medialnej, że dla miasta Górnik jest przysłowiową kurą znoszącą złote jaja... Nic bardziej mylnego! Przez ostatnich kilkanaście lat, od czasu kiedy miasto jest właścicielem klubu, czyli od 2011 roku, miasto nie zarobiło złotówki. To wieczne dokładanie, finansowanie, do tego wybudowanie stadionu tylko dla Górnika, a nie także dla innych drużyn czy dyscyplin. Przypomnijmy, że burząc stary stadion, odcięto inne dyscypliny, jak choćby lekką atletykę. Dla miasta Górnik i wybudowany stadion był przeogromnym wydatkiem, między innymi ten wydatek złożył się na trudną sytuację finansową miasta, z którą mamy do czynienia teraz. Koszt budowy stadionu do dziś, to kwota około pół miliarda złotych, do tego samo wsparcie klubu przez miasto to kolejnych kilkaset milionów złotych, bo przypomnę kolejne dokapitalizowania. To były ogromne kwoty. Rozumiem to wsparcie jako kibic, natomiast jako obecny włodarz miasta, odpowiedzialny za finanse - jestem zły na poprzedników. Za to, że z perspektywy finansowej bardzo nieodpowiedzialnie podeszli do całej sprawy. Mówiąc wprost – miasta nie stać na utrzymanie tak wielkiego klubu, jak Górnik Zabrze.

A proces prywatyzacji posuwa się do przodu?

- Chcemy doprowadzić prywatyzację do końca. Jeszcze raz powiem i podkreślę, że Górnik nie jest dla miasta jakimkolwiek zyskiem, a jest wręcz odwrotnie i chcę, żeby to wyraźnie wybrzmiało. Drugą nieprawdą jest to, że mnie miałoby nie zależeć na prywatyzacji. Od dziecka jestem kibicem Górnika, a jeśli chodzi o prywatyzację, to obiecywałem doprowadzenie wszystkiego do końca i robię wszystko, żeby cały proces odpowiedzialnie doprowadzić do końca. Jednak z drugiej strony jest tak, że nie da się wszystkiego zrobić jedną decyzją, jednym podpisem. Złożoność procesu wymaga, żeby rozmawiać i wymieniać się informacjami na linii miasto – LP Holding Lukasa Podolskiego. Przepływów informacji w jedną i drugą stronę jest kilkadziesiąt, prawie każdy wątek to złożony temat. Rozumiem, że kibice się niecierpliwą, że obserwatorzy zastanawiają się, dlaczego wszystko trwa tak długo, ale sprzedajemy akcje, które są własnością miasta, jednak nie można zbyć własności publicznej nie opierając się o przepisy prawa, a przepisy te są nad wyraz skomplikowane. Nie można tutaj uczynić jakiegoś wyłomu, bo wtedy odpowiadałbym za wszystko karnie i jako prezydent nie mogę iść drogą na skróty.

Jak oceni pan prywatyzację Górnika od sierpnia, czyli momentu objęcia przez pana urzędu?

- Uważam, że od tego czasu cały proces bardzo przyspieszył. Moja poprzedniczka (chodzi o Ewę Weber, komisarza miasta w okresie maj - sierpień 2025 po odwołaniu w referendum Agnieszki Rupniewskiej – przyp. red.) nie miała czasu i możliwości, żeby dokończyć cały proces. Strategicznych decyzji w takim okresie nie powinno się podejmować. Natomiast poprzednia roczna kadencja pani Rupniewskiej, tym krokiem, jakim była nowa wycena akcji, cały proces cofnęła. W tej chwili jesteśmy blisko, mogę to powiedzieć, finalizacji całego procesu prywatyzacji. Jest wola dopięcia całego procesu, oczywiście z uwzględnieniem wszystkich prawnych aspektów, w zgodzie z literą obowiązującego prawa i opinii prawno-ekonomicznej, bo taka też jest potrzebna.

Jest wiele punktów spornych? Takich nad którymi mocno dyskutujecie?

- Od wielu tygodni pracujemy nad tym, żeby osiągnąć porozumienie. Takich elementów do dyskusji jest kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt – zależy, czy liczyć ogólne tematy, czy konkretne wątki w ich ramach. To choćby korzystanie ze stadionu…

Właśnie, co dalej ze stadionem, który miasto wybudowało? Jak wiemy, czwarta trybuna nie jest wykończona. Jak będzie dalej? Koszt wykończenia to przecież dziesiątki milionów złotych. Miasta na to chyba nie stać?

- To główny problem, bo wiadomo – stadionu nikt nie kupi. Stadiony są albo komunalne, albo te większe, jak Stadion Śląski, są we władaniu władz wojewódzkich. Nie wdając się w inne przykłady, w Zabrzu mamy bardzo duży stadion dedykowany Górnikowi. Ze względu na murawę nie mamy możliwości organizacji na obiekcie np. koncertów. Mamy zespół, który gra na nim co dwa tygodnie, a koszty funkcjonowania stadionu są ponad dwa razy wyższe niż opłata ze strony klubu, która zasila kasę Spółki Stadion, która jest własnością miasta. Ponosimy koszty utrzymania stadionu, a ta suma, też w związku z pewnymi społecznymi uwarunkowaniami, oczekiwaniami kibiców, nie jest waloryzowana tak, jakbyśmy chcieli jako właściciel to robić.

Jak w takim razie rozwiązać sprawę użytkowania samego stadionu?

- Jak mówię, nikt go nie kupi, no, chyba że znajdzie się jakiś szejk i za sto milionów, nie patrząc na koszty, wszystko przejmie...  Patrzmy jednak realnie na to, co mamy. Mamy nowy zarząd w Spółce Stadion, który intensywnie ma szukać możliwości wypełnienia luki w rentowności obiektu, żeby pozyskać jak najwięcej dochodów z dni pozameczowych, choćby z wynajmu powierzchni.

A wykończenie czwartej trybuny?

- Mamy loże, mamy wnętrze czwartej trybuny, sektory w dolnej części. To czeka na lepsze czasy. Nie mamy harmonogramu prac, jak wszystko miałoby wyglądać, bo nie mamy na to zabezpieczonych pieniędzy. Okazuje się, że Spółka Stadion nie ma własnych, żeby to zrobić.

A pomysł, żeby oddać czwartą trybunę inwestorom i oni sami wszystko wykańczają?

- Tak, to jest pomysł i możliwy scenariusz skorzystania z możliwości partnerstwa publiczno-prywatnego, żeby uzyskać finansowanie z zewnętrznych podmiotów, tych prywatnych, które mogłyby za własne pieniądze wykończyć przestrzenie, a w zamian za to przez jakiś czas je użytkować. To dotyczy też parkingu podziemnego, który też jest do dokończenia. Koszty dokończenia wszystkich brakujących elementów na trybunach zachodniej (czwartej) i północnej, a także reszty parkingu podziemnego - to co najmniej 100 mln złotych.

Olbrzymia suma!

- Olbrzymia, na którą miasto w chwili obecnej absolutnie nie ma pieniędzy i nigdy nie miało. Oczywiście będziemy szukać możliwości zdobycia takich sum, choćby poprzez koncepcję tzw. „dual use”, czyli podwójnego użytkowania na różne cele. Tutaj mamy na myśli przystosowanie części brakującego parkingu podziemnego pod czwartą trybuną na rzecz schronu. Jak wiemy, państwo polskie przygotowuje się na takie możliwości – oby nigdy nie doszło do jakiegoś nieszczęścia – ale takie projekty mogą być nawet realizowane ze stuprocentowym dofinansowaniem od państwa. Jeżelibyśmy dostali na to pieniądze, to w ten sposób wykończylibyśmy najgłębiej położoną część parkingu pod całym stadionem.

Nowy inwestor?

- Liczymy, że dokapitalizuje klub ze swoich środków, że klub będzie miał znacznie większe środki finansowe niż było to dotychczas, że będzie takie dopompowanie klubu, mówiąc kolokwialnie. Natomiast jeżeli chodzi o stadion, to jako miasto będziemy za niego odpowiedzialni jeszcze długo i będzie to dla nas duże obciążenie finansowe. Będziemy szukać rozwiązań, żeby stopniowo, ale też żeby jak najszybciej zmniejszać kosztochłonność stadionu.

A sprawa straty finansowej klubu? Mówiło się, że to 130-140 milionów złotych?

- To bardziej sprawa minusowego kapitału zakładowego. Górnik przez wiele lat był dokapitalizowany. Kapitał zakładowy był zwiększany, natomiast pieniądze były przeznaczane na bieżącą działalność i spłatę zobowiązań. Formalnie kapitał zakładowy wynosi sto kilkadziesiąt milionów złotych, ale faktycznie w spółce nie ma prawie nic, ale to zupełnie co innego niż dochody. Ujemny kapitał zakładowy świadczy raczej historycznie o nieprawidłowym zarządzaniu. To, co liczy się obecnie, to, co liczy się też dla potencjalnego nowego inwestora, to zadłużenie krótko i długoterminowe.

Z zeszłorocznego raportu finansowego klubu wynika, że zobowiązania krótkoterminowe wyniosły 28 mln złotych, a długoterminowe 8 mln złotych.

- To też wszystko zostało ujęte w wycenach. Te zobowiązania zostały tam wzięte oczywiście pod uwagę.

Lukas Podolski na początku mówił, że nie weźmie klubu z nie swoimi długami. Potem słyszałem, że zmienił zdanie. A jak faktycznie będzie: kiedy dojdzie do zmiany właściciela i jak właściwie będzie z tymi zobowiązaniami?

- Spłatę zobowiązań sprzed 2011 roku realizuje i będzie realizowało jeszcze niestety miasto, z pominięciem Górnika. To zobowiązania wobec wierzycieli, które miasto spłaca i spłacać będzie. Czy to duże sumy? Milionowe. Jeszcze przez kilka lat będziemy się z tym borykali. Natomiast miasto nie będzie miało podstawy prawnej ani możliwości, żeby spłacać bieżące długi Górnika. Jeżeli inwestor zdecyduje się na przejęcie, to łącznie z długami (36 mln zł – przyp. red.). Nie ma opcji, żeby było inaczej. Miasto nie będzie spłacało długów prywatnego przedsiębiorstwa. Lukas bardzo dobrze o tym wie i myślę, że zostało to przez niego zaakceptowane. Przejmuje wszystko z dobrodziejstwem, jak to się mówi, inwentarza. To tak samo jak bierzemy spadek i albo się bierze go z długiem, albo nie przyjmuje się go wcale. Myślę jednak, że ten temat mamy wyjaśniony.

Jaki jest plan Lukasa Podolskiego na Górnika? Pana, jako prezydenta miasta, które dalej jest właścicielem klubu, a zarazem kibica, bardzo to chyba interesuje?

- Powiem tak - początkowa informacja o przyszłych planach inwestora była szczątkowa. Ale pomińmy już tę kwestię. Chcemy jako miasto sprawić, żeby klub szedł w dobrym kierunku. Odchodząc od wartości z wyceny, chcemy uzyskać od inwestora konkretne deklaracje: jakie kwoty i w jakim czasie będą przeznaczane na dokapitalizowanie Górnika i jakie będą przeznaczane na bieżącą działalność. To pomoże nam  podjąć decyzję – weźmiemy trochę mniej, niż stanowi wycena, ale mając perspektywę i gwarancję, że klub otrzyma pieniądze w takim, a nie innym czasie. Te informacje, te konkretne informacje otrzymaliśmy od inwestora dopiero w… zeszłym tygodniu. 

Czy miasto będzie miało jakiś instrument, żeby mieć możliwość egzekwowania tych zobowiązań nowego inwestora, w tym wypadku LP Holding GmbH?

- Pracujemy nad takimi szczegółowymi zapisami umowy inwestorskiej, która będzie nam dawała jakieś możliwości. 

Czyli reasumując: bierzecie mniej jako miasto za akcje, ale oczekujecie większego finansowego zaangażowania w Górnika?

- Dokładnie. To jeden z mocnych argumentów, że my jako publiczny właściciel schodzimy trochę z wyceny, bo inwestor zobowiązuje się, że przez 3 lata będzie przeznaczał konkretne kwoty na klub. Jak mówię, te szczegółowe informacje otrzymaliśmy kilka dni temu, w poprzednim tygodniu. To nie jest tak, jak się mówi i pisze, że to miasto czeka i zwleka. Nie! Zespoły negocjacyjne od września, kiedy objąłem funkcję prezydenta, pracują i idziemy do przodu. Przez trzy miesiące wypracowaliśmy konkretne scenariusze.

Jest jakaś cezura czasowa? Możemy powiedzieć, kiedy Górnik trafi w ręce Lukasa Podolskiego?

- Wszystkie szczegóły chcemy ustalić do końca stycznia i wtedy podpisać wstępną czy przedwstępną umowę, żeby w lutym wszystko zakończyć odpowiednią uchwałą Rady Miasta, która zezwalałaby na taki ruch z wszystkimi aktami prawnymi, które pozwolą na prywatyzację. Zakładam, że jeżeli nasz uzgodniony plan pójdzie zgodnie z oczekiwaniami, to prywatyzacja do końca lutego powinna się zakończyć.

Sprzedacie Górnika za 10 milionów złotych?

- Nie mogę mówić o szczegółach. Kwota będzie rynkowa, odpowiadająca możliwościom jedynego inwestora, który dotrwał do końca całego procesu, a nie słyszymy, żeby zgłaszał się ktoś inny. Mamy do czynienia z inwestorem, który ma jakiś plan i wie, czego chce, bo nie jest sztuką oddać wszystko, a za rok czy dwa ponownie zmagać się z problemem, bo miałoby się okazać, że sobie nie radzi.

Wynik sportowy Górnika na koniec 2025 roku? Drugie miejsce w lidze, perspektywa pierwszego podium w ekstraklasie od 1994 roku, do tego ćwierćfinał Pucharu Polski. Jak jako kibic wszystko pan oceni?

- Sportowo jest nadspodziewanie dobrze. Jasne, chciałoby się, żeby ta końcówka była lepsza, ale cała czołówka, można powiedzieć, grała tak, żeby nie być gdzieś tam na pierwszym miejscu (uśmiech). Górnik przyniósł nam wiele radości, bo przecież było liderowanie przez sporo kolejek. Gdyby poszło po myśli w końcówce, to miałby nawet z  10 punktów przewagi nad resztą. Nie poszło jednak na koniec tak, jakbyśmy chcieli, ale trzeba mieć świadomość, w jakim miejscu jest Górnik. Zarówno piłkarze, jaki sztab szkoleniowy zrobili świetną robotę, patrząc na budżety innych klubów w ekstraklasie. Zobaczmy, gdzie jest Legia z zupełnie innym potencjałem. Oczywiście to jest sport, nie wiemy, co się wydarzy wiosną i jak się finalnie sezon skończy, ale tak dobrze jak jest teraz, to dawno już nie było! Jako kibic marzę o piętnastej gwiazdce.

Rozmawiał Michał Zichlarz    

Piłkarze Górnika dostarczyli swoim kibicom wiele radości jesienią. Wiosną będzie podobnie? Fot. Pressfocus.pl

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się