W Lublanie było pięknie
Rozmowa z Natalią Bajor, mistrzynią Europy w grze podwójnej
Natalia Bajor współpracuje z Lucjanem Błaszczykiem, byłym mistrzem Europy w grze mieszanej. Fot. PZTS
TENIS STOŁOWY
W 2024 roku Natalia Bajor i Słowaczka Tatiana Kukulkova nie wykorzystały piłek meczowych w półfinale mistrzostw Europy. Tym razem nie dały sobie odebrać złota. Finał był dla nas spektakularnym wydarzeniem, gdyż rywalkami była polska para – Zuzanna Wielgos i Anna Brzyska.
Często wraca pani wspomnieniami do półfinału ME w Linzu?
- Wcześniej tak, ale teraz już nie będzie potrzeby. Doskonale pamiętam pojedynek sprzed dwóch lat z Barborą Varady i Haną Matelovą. Prowadziłyśmy w każdym secie, miałyśmy piłki meczowe, jednak ostatecznie to słowacko-czeski duet awansował do finału i zdobył złoto. Wychodzę z założenia, że... po prostu tak musiało być, wszystko ma swój czas i kolejność.
Czuła pani ze swoją partnerką, że jesteście w gronie faworytów do medalu ME?
- Byłyśmy rozstawione z piątką, więc kandydowałyśmy do podium. Nie mówiłyśmy nic o finale, tym bardziej o złotym medalu. Przystępowałyśmy do turnieju w Słowenii bez żadnej presji, co więcej, nie było pewne, czy w ogóle zagramy w Lublanie. Ostatnim sprawdzianem miał być China Smash w Pekinie, lecz na miejscu okazało się, że Tatiana bardzo źle się czuje, dopadł ją wirus i trafiła do szpitala. Nie było mowy o grze, zresztą Kukulkova wycofała się z każdej konkurencji.
Więc mogłyście potrenować dopiero w Lublanie?
- Turniej zaczynałam 13 października, ale poleciałam do Słowenii już cztery dni wcześniej. Chciałam przyzwyczaić się do zupełnie innych stołów i piłek niż w Azji. Początki były trudne, na szczęście z treningu na trening było lepiej, tak samo jak z rundy na rundę w zawodach.
Zamiast tytułu mistrzowskiego mogło być jednak odpadnięcie w pierwszej rundzie po meczu z Serbkami?
- Przegrywałyśmy z Anetą Maksuti i Reką Bezeg 0:2, a rywalizacja toczyła się do trzech wygranych setów. Zawsze powtarzam, że pierwsze rundy są najtrudniejsze i to potwierdza się od najmłodszych grup wiekowych. Nawet jak startowałam w Grand Prix Polski, to najgorsze były dla mnie pojedynki grupowe. Jadąc na największe imprezy typu Smash czy Champions, w innym miejscu jest sala treningowa, a gdzie indziej główne zawody. Dlatego ucieszyłam się, że przetrwałyśmy mecz z Serbkami.
Później było łatwiej, a na pewno bez takich horrorów sportowych.
- Z rywalkami z Hiszpanii wygrałyśmy 3:1, zaś ćwierćfinał, półfinał i finał rozstrzygnęłyśmy na swoją korzyść bez straty seta. Najmniej znałyśmy Rosjanki – Taiłakową i Abraamian. Na początku roku, występując razem z Austriaczką Sofią Polcanovą, trafiłyśmy na parę Abraamian/Woroncowa. Przegrałyśmy do zera i zapamiętałam mecz jako bardzo ciężki.
Największym wyzwaniem był półfinał z Rumunkami Szocs i Samarą? Każda z nich była już mistrzynią Europy w deblu.
- Świetnie zaczęłyśmy spotkanie. Co prawda Rumunki dogoniły nas i wyszły na prowadzenie, ale to my z Tatianą triumfowałyśmy na przewagi. Jeszcze lepiej zagrałyśmy w drugim i trzecim secie. Ten sukces mocno nas podbudował i dobrze nastawił przed finałem.
W ME 2026 jednego dnia rywalizowała pani dwukrotnie z Szocs. I pewnie ma pani mieszane odczucia po singlu.
- Kilka godzin po zwycięstwie w deblu zmierzyłyśmy się w 1/8 finału gry pojedynczej. To był mój trzeci mecz w turnieju indywidualnym. Najpierw spotkałam się z zawodniczką z kwalifikacji z Belgii, a następnie z Czeszką Grofovą. To niesamowicie szybko grająca tenisistka stołowa, z czopem na bekhendzie. Gra w innym tempie niż większość zawodniczek, dlatego bardzo ważne było „sparowanie się” od pierwszych piłek.
Dolna część drabinki z pani udziałem wydawała się mocniejsza?
- Bo tak było. Pewnie, że wolałabym walczyć o ćwierćfinał z kimś innym niż Szocs. Początkowo było 7:0 i 8:1 dla mnie. Później Bernie zmieniła serwis. A jeśli gorzej odbieram jej podanie, to trudniej mi doprowadzić do jakiejkolwiek wymiany. W pewnym momencie zakwestionowałam jej serwis, gdyż widziałam, że podrzucona piłeczka dotknęła koszulki. Rumunka zaprzeczyła, sędzia stwierdził, że nie widział błędu. Już po meczu usłyszałam, iż to był moment przełomowy. Po nim przestałam grać i wysoko przegrałam dwa decydujące sety. Jakoś nie mam do niej szczęścia, cztery razy dostałam się do europejskiego Top 16 i trzykrotnie wylosowałam Szocs. Na igrzyskach europejskich o medal też z nią grałam. Dotychczas raz ją pokonałam – podczas Saudi Smash w Arabii Saudyjskiej.
Wracając do debla, zapewne otrzymała pani mnóstwo gratulacji...
- Ciągle odbieram same sympatyczne wiadomości, i nie tylko od najbliższej rodziny, przyjaciół i znajomych. Piszą dawni trenerzy, choć nie wszyscy. Bardzo mocno wspiera mnie społeczność z rodzinnego miasta Brzegu. Naprawdę to wszystko jest bardzo miłe.
Tak więc dotarło już do pani, że została mistrzynią Europy?
- Chyba nie do końca. Przecież długo nie było wiadomo, czy zagramy razem z Tatianą. Na szczęście związki tenisa stołowego Polski i Słowacji wyraziły zgodę. Jak zawsze w życiu, musi być trochę przypadku. Kukulkova miała grać debla z Varady, ale Basia spodziewa się dziecka i ma przerwę w karierze sportowej. Mogę powiedzieć, iż przystąpiłyśmy do ME z marszu. W sierpniu zagrałyśmy dwa mecze, a wcześniej w połowie 2025 roku w mistrzostwach świata w Katarze.
Kiedyś mówiła pani, że Natalia Bajor i Tatiana Kukulkova są podobne stylowo i może być wam trudno razem o sukcesy.
- Nasze style są w miarę podobne. Kiedyś w rozmowie rzuciłyśmy do siebie: to która z nas będzie atakować? Wiadomo, iż jedna i druga woli blokować. Nie trenujemy wspólnie, nie miałyśmy też pomysłu, która będzie prowadziła grę. Tatiana oczekiwała wręcz, że to ja będę pełniła rolę liderki. W końcu wyszło na to, iż świetnie się dogadujemy w trakcie gier i jeśli moja koleżanka powie: zagraj w ten sposób, to oczywiście tak robię.
Natalia Bajor urodziła się 7 marca 1997 roku w Brzegu. Wychowanka UGKS Odra Brzeg, potem grała w AZS UE Wrocław, z którym była drużynowym mistrzem Polski. Od 2022 roku w KTS Enea Siarkopol Tarnobrzeg, a od 2025 roku w TTC Berlin eastside. Jest żołnierzem 1. Pułku Saperów w Brzegu.
W seniorskich mistrzostwach Polski zdobyła 24 medale, w tym 12 złotych, z czego 5 w grze indywidualnej. Wielokrotna medalistka mistrzostw Europy kadetek i juniorek, a w 2018 roku była młodzieżową mistrzynią Europy. W 2019 roku w Nantes zdobyła brązowy medal w turnieju drużynowym. W 2024 roku w mistrzostwach Europy w Linzu z Tatianą Kukulkovą zajęła trzecie miejsce w deblu, a w tym roku została mistrzynią Europy. Dwukrotna olimpijka – w Tokio (2021) i Paryżu (2024).
(PZTS, awa)
