W Łodzi pożegnano Jacka Ziobera
W piątkowym pogrzebie uczestniczyli rodzina, koledzy z reprezentacji Polski i klubu, trenerzy.
Urna z prochami Jacka Ziobera. Fot. PAP/Marian Zubrzycki
Wychowanek ŁKS-u i jeden z najlepszych polskich zawodników lat 80. i 90. ubiegłego wieku spoczął w rodzinnej Łodzi. Podczas uroczystości pogrzebowych w kaplicy łódzkiego cmentarza pw. św. Franciszka, oprócz rodziny i najbliższych, obecnych było wielu przedstawicieli środowiska piłkarskiego. Zmarłego pożegnali m.in. były selekcjoner reprezentacji Polski Andrzej Strejlau, były kapitan drużyny narodowej Roman Kosecki, koledzy z kadry i klubu: Jarosław Bako, Piotr Soczyński, Marek Chojnacki, Witold Bendkowski, Mirosław Bulzacki, wiceprezes PZPN Adam Kaźmierczak, władze ŁKS i obecni piłkarze, a także wielu kibiców łódzkiego klubu. Wszyscy podkreślali, że Ziober był znakomitym piłkarzem i dobrym człowiekiem. – Wspominamy pana piłkarza, napisane wielkimi literami. Pan piłkarz, legenda Łódzkiego Klubu Sportowego, człowiek, dla którego na stadion przez lata przychodzili kibice. Człowiek, który odcisnął swoją pieczęć w historii polskiej piłki nożnej – powiedział podczas ceremonii pogrzebowej kapelan łódzkiego sportu ks. Paweł Miziołek.
Strejlau podkreślił, że Ziober był jednym z najlepiej wyszkolonych technicznie zawodników w całej historii polskiego futbolu. – Do dziś pozostaje pod tym względem wzorem. Piłka nigdy mu nie przeszkadzała w grze, ona go kochała. Zachwycał wszystkich. W reprezentacji był zawsze uśmiechnięty i to na nim budowaliśmy ówczesną kadrę. Można mówić o nim tylko dobrze, ale nie dlatego, że już go nie ma, tylko dlatego, że tak go właśnie wspominam. Nie mogłem spodziewać się, że to ja będę żegnał jego, a nie on mnie – powiedział były selekcjoner.
Prezes ŁKS Marcin Janicki przytoczył wspomnienie jednego z kibiców łódzkiego klubu, opisującego pierwszy mecz, na który jako kilkuletniego chłopca zabrał go kuzyn. Nie pamięta już wyniku. Pamięta ogromne wejście od strony zoo, słońce świecące w oczy i jednego piłkarza. – Miał długie włosy i biegał tak szybko, że wydawało się, jakby zostawiał wszystkich przeciwników daleko za sobą. Cały na biało, wyróżniał się na tle pozostałych piłkarzy. Patrzyłem na niego jak zaczarowany. Zioberek – usłyszałem i właśnie wtedy zaczęła się moja historia z Łódzkim Klubem Sportowym” – cytował szef klubu z al. Unii. Urna w kształcie piłki „biedronówki”, która w trakcie ceremonii w kaplicy stanęła w centralnym punkcie symbolicznego boiska, spoczęła na cmentarzu pw. św. Franciszka przy ul. Rzgowskiej. Oprócz żałobników, w ostatniej drodze zmarłemu piłkarzowi towarzyszyły poczty sztandarowe ŁKS i PZPN. Ziober zmarł 6 października, po ciężkiej chorobie, w wieku 60 lat.
