W końcu się doczekał
To była jedna z najbardziej spektakularnych niedziel w historii DP World Tour. Po trzynastu latach obfitujących w kontuzje i operacje, Richard Sterne dokonał niemożliwego, odrabiając olbrzymią stratę, ponownie zwyciężył w lidze.
Richard Sterne znowu zapisał się na liście zwycięzców. Fot. DP World Tour
Jakby tego było mało, po trzech dniach turnieju prowadził jego rodak – Zander Lombard, który i tym razem świętowanie pierwszego zwycięstwa na DPWT musi odłożyć na później.
Storpedowany kontuzjami
Jest zawodowcem od 2001 roku i w tym czasie zdążył wygrać w sześciu turniejach DP World Tour i sześciu rozgrywanych w jego ojczyźnie, w Sunshine Tour. Jego kariera na długie lata torpedowana była poważnymi kontuzjami, w tym naprawiano mu biodro, trzykrotnie operowano nadgarstek, przeszedł operację kręgosłupa. To nie są drobne urazy, ale poważne przypadłości, wymagające bardzo inwazyjnych interwencji medycznych. Mimo to popularny „Sternie” nie poddał się, aż jego czas nadszedł ponownie, w Belgii w turnieju Soudal Open. Wystartował z głębokiego cienia. Przystępując na polu Rinkven International Golf Club w Antwerpii do niedzielnej rundy, tracił do lidera aż 5 uderzeń. Liderem po 54 dołkach był jego rodak Lombard, który z wynikiem -18 wydawał się pewnie zmierzać po swój wyśniony pierwszy tytuł. Sterne musiał zagrać rundę życia, licząc jednocześnie na potknięcie rywala. Rozpoczął jak natchniony, na jedynce i dwójce zaliczając widowiskowe birdie, natychmiast niwelując stratę i meldując się na pozycji wicelidera. Spektakularne było zwłaszcza trafienie drugim uderzeniem wprost do drugiego dołka z ponad 20 metrów! Kolejne birdie na piątce wywindowało go już na wynik -16. Na ósemce przytrafiło mu się jedyne tego dnia potknięcie – bogey, który na chwilę wybił go z rytmu. Mimo to, nieustępliwie wywierał presję na liderach. W tym samym czasie grający w finałowej grupie Lombard zaczął palić się nerwowo i na drugiej dziewiątce jego gra się posypała, zanotował dwa bogye i double’a między dołkami 13-16. Na siedemnastce par-5 Richard wykonał uderzenie swojej dotychczasowej kariery. Mając jako najdłuższy kij w torbie piątkę wood, poza oczywiście driverem, niemal wyskoczył z butów, posyłając tym kijem piłkę na 252 metry. Piłka po więcej niż idealnym trafieniu, kręcąc delikatnie w lewo, minęła drzewa, dotarła na green i o mały włos nie wtoczyła się do dołka, zatrzymując się niecały metr od niego, co oznaczałoby... albatrosa! Sterne z zimną krwią trafił i do dołka, dopisał spektakularne eagle na karcie. Wysunęło go ono na prowadzenie z -18, którego nie miał zamiaru już oddać.
Strzał kariery
O tym fantastycznie spektakularnym zagraniu na green przedostatniego dołka powiedział później: - Myślałem, że wciąż jestem w tyle, myślałem, że Zander nadal jest na -19. Szczerze mówiąc, nie patrzyłem zbytnio na tabele wyników. To była dla mnie długa droga, miałem w torbie piątkę wood, a nie mam trójki. To było 276 jardów i musiałem tam uderzyć lekkim drawem, żeby uzyskać dystans. Wyszło tak dobrze, jak tylko mogłem to zrobić. Skończyło się świetnie – piłka zatrzymała się w odległości trzech, czterech stóp – i było to jedno z najlepszych uderzeń, jakie kiedykolwiek wykonałem.
Grał z tak czystą głową, że... nie patrzył na tablicę wyników. Dopiero gdy stanął na ostatnim greenie i zerknął na telebim, przeżył szok, widząc swoje nazwisko na szczycie i to z dwoma uderzeniami przewagi. Podpisał kartę z rewelacyjnym rezultatem 66 i mógł już świętować. Międzynarodowa grupa pościgowa, złożona z bojowo nastawionych sześciu zawodników, nie była w stanie go dogonić, kończąc turniej na 2. miejscu, dwa uderzenia za nim. Byli to: Duńczyk Jacob Skov Olesen, Hiszpan Jorge Campillo, Japończyk Kota Kaneko, Anglik Marcus Armitage, Szwed Marcus Kinhult i francuski kolega Adriana Meronka z drużyny Cleeks, Victor Perez. Dla Sterne'a był to siódmy tytuł w karierze na DP World Tour i pierwszy od Joburg Open w 2013 roku. Była to nagroda za lata desperackiej walki o powrót do zdrowia. - To były ciężkie czasy, nie sądziłem, że uda mi się przetrwać... - relacjonował drogę przez mękę. - Trzy operacje nadgarstka, wymiana dysku, operacja biodra – przeszedłem przez to wszystko, więc jestem całkiem szczęśliwy. Ostatnie kilka lat było bardzo trudne, ale pojawiły się pewne oznaki poprawy. Jednym z głównych celów było zwycięstwo na oczach moich dzieci – najstarsze wkrótce skończy 13 lat, minęło już prawie tyle czasu, więc miło jest w końcu pokazać im, jak wygrywam. A potem po prostu chcę udowodnić sobie, że w tym wieku nadal mogę rywalizować, po tym wszystkim, co przeszedłem.
Kolega z reprezentacji wciąż czeka
Niestety, 31-letni Zander Lombard, mający na koncie 9 profesjonalnych wygranych, jedną na Sunshine Tour, a pozostałe na stanowiącym przedsionek do niego - IGT Pro Tour, po raz kolejny nie wytrzymał presji ostatniego dnia. Po katastrofalnej rundzie 74 spadł z miejsca 1. na 8., w dodatku dzielone z czterema rywalami. - Brak słów, by opisać to uczucie. Jestem rozczarowany sobą. Wytrwałem, dałem z siebie wszystko. Osiągnąłem to, po co tu przyszedłem, czyli walkę o tytuł i z perspektywy czasu uważam, że to wciąż dobry tydzień. W wielu kwestiach radzę sobie dobrze, znów jestem w walce o tytuł i mam nadzieję, że uda mi się utrzymać tę formę przez resztę sezonu. Czuję, że zwycięstwo jest tuż za rogiem, więc nie będę się tym przejmował.
W 2016 roku zapewnił sobie miejsce w turnieju The Open Championship, po zajęciu 2. miejsca w Joburg Open, zajmując 66. pozycję na Royal Troon. W kolejnym sezonie ponownie był drugi, podczas Rocco Forte Open na Sycylii, przegrywając z Alvaro Quirosem na drugim dołku dogrywki. Zwycięstwo wciąż na niego czeka.
Na ostatnim dołku
W turnieju grał też Adrian Meronk, który po raz pierwszy od styczniowego Hero Dubai Desert Classic, pojawił się na DP World Tour. Po pierwszej rundzie -1, w drugiej grał całkiem dobrze i wiele wskazywało, że przeskoczy linię cuta. Nadzieje te wyparowały nagle i dość gwałtownie na ostatnim dołku, gdzie czterokrotny zwycięzca w lidze w dosłownie ułamku sekundy z hukiem spadł pod kreskę. Adrian prawdopodobnie mógł zakładać, że do awansu potrzebny może być birdie na ostatnim dołku i musi zagrać tam dość agresywnie. Posłał pierwsze uderzenie mocno w prawo, po czym wpadł w ogromne tarapaty, kończąc ten dołek czterema uderzeniami powyżej para, które ostatecznie teleportowały go z rezultatem +1 na 116. miejsce, 4 uderzenia za dużo do pozostania w turnieju. W tym tygodniu Polak wraca na LIV Golf, który rozegra turniej w Korei. Losy saudyjskiej ligi w przyszłym sezonie pozostają wielką zagadką, ze względu na odcięcie finansowania przez głównego i tak naprawdę jedynego sponsora - saudyjski fundusz inwestycyjny PIF. Wydarzenia z LIV Golf Korea tradycyjnie będzie można oglądać w Golf Zone, od 6.00, z komentarzem Dionizego Koniecznego. PGA Tour rozegra Charles Schwab Challenge - pokazywany ze względu na tenisowy Roland Garros głównie w HBO Max i w nieco mniejszym wymiarze na Eurosporcie 2 – dopiero po zakończeniu meczów na korcie drugim.
Dorota Zalewska i Ladies European Tour w czwartek przenoszą się do Francji, na Jabra Ladies Open de France, w słynnym Evian Resort Golf Club. Co dość niezrozumiałe, wygląda na to, że wydarzenie to nie będzie nigdzie transmitowane...
Kasia Nieciak
Wreszcie się udało! Fot. DPWT
Adrian Meronk z Belgii przenosi się do Korei. Fot. Facebook zawodnika
