W Hiszpanii bez ryzyka
Zespoły z Głogowa i Zabrza zaprezentują się dziś przedostatni raz w zmaganiach grupowych Ligi Europejskiej. Szanse na awans ma już tylko Chrobry.
Bronić jak Łukasz Zakreta w Zabrzu - to dzisiejsze zadanie dla bramkarzy Górnika. Fot. Marcin Bulanda/PressFocus
Zagrają tylko zdrowi
Tempo grania jest tak zawrotne, że natychmiast trzeba było zapomnieć o przykrej oraz niespodziewanej porażce i ruszyć do Hiszpanii. Szans na awans „Trójkolorowi” już nie mają, więc ich szkoleniowiec zapowiada spore roszady. - Nie będziemy już ryzykować zdrowia zawodników, którym coś dolega. Zagrają tylko ci, którzy w miarę dobrze się czują. Trzeba dać szansę grającym mniej, by zyskali doświadczenie przed meczami ligowymi. Mam na myśli Jakuba Pindę, wracającego po miesięcznej kontuzji dłoni. Na pewno wystąpią Paweł Krawczyk i Bogdan Czerkaszczenko, gdyż Nikola Ivanović nie ma wizy wjazdowej do Europy. Więcej minut dostanie też młody Daniel Wisiński.
Klucz w bramce
W starciu z trzecim zespołem Ligi Asobal zabrzanie będą potrzebowali mocnego wsparcia w bramce, choć zabraknie kontuzjowanego Piotra Wyszomirskiego, który powinien wrócić na wyjazdowy mecz z Ostrovią (24 listopada). To będzie kluczowe dla dobrego czy honorowego wyniku. - Kacper Ligarzewski wiele razy pokazał, że potrafi nam pomóc, nawet będąc bez Piotrka - przyznaje trener Górnika - ale z Kwidzynem nie szło mu najlepiej. Wystarczy spojrzeć, jakie statystyki miał Łukasz Zakreta, a jakie Kacper (39 do 26 procent). Różnica była kolosalna, a bramkarz w dzisiejszej piłce ręcznej często decyduje o wyniku.
Wszystko się posypało
Do tej pory mało się mówiło o problemach zdrowotnych brązowych medalistów poprzedniego sezonu, a te są ogromne, bo dotknęły najważniejszych zawodników. - Wszystko co mogło się na nas sypnąć, to się posypało – mówi Tomasz Strząbała i wylicza. - Dan Racotea ma kontuzjowane kolano i może nam troszkę pomóc, ale jedynie w obronie. Taras Minocki w ogóle nie rzucał w ostatnim meczu, bo ma takie kłopoty z barkiem, że nie może rzucać i raczej ciężko będzie na niego liczyć w tym roku. Pinda dopiero tydzień temu wrócił do treningów po złamanej kości, więc nie mogłem pozwolić 20-letniemu chłopcu decydować o przebiegu meczu z Kwidzynem, skoro nie jest jeszcze całkiem pewny formy. On musi jeszcze potrenować, więc jak mu dam w Hiszpanii szansę, to być może w następnym meczu to odda...
Nadciąga ulewa
Po takiej porażce jak z Kwidzynem trudno jest się podnieść, więc jak to u nas - ulewa związana z brakiem wyników może zmoczyć głowę szkoleniowca zabrzan po powrocie do kraju. - Może spaść na trenera, bo zawsze spada - uśmiecha się Strząbała. - Chłopakom nie brakuje talentu i umiejętności, a czegoś innego, ale to już inna bajka. W Hiszpanii zetkniemy się z zespołem, który bardzo szybko gra do przodu, bardzo mocno atakuje, więc trzeba się będzie dobrze zorganizować (w pierwszym meczu rywale wygrali 32:26 - przyp red.). Wracamy w środę, bo w niedzielę kolejny mecz, a w następny wtorek w Dąbrowie Górniczej podejmiemy duński Silkeborg. To będzie nasze pożegnanie z pucharami.
Zbigniew Cieńciała
