W ekstraklasie jakość stale rośnie

Rozmowa z Patrykiem Makuchem, zawodnikiem Rakowa Częstochowa

Patryk Makuch wyprosił niebiosa o wpisanie się na listę strzelców po wcześniej zmarnowanej doskonałej sytuacji. Fot. Grzegorz Misiak / Press Focus

Jak duży kamień spadł panu z serca, gdy udało się trafić na 3:1 z Koroną? Kilka minut wcześniej miał pan stuprocentową okazję, której nie udało się wykorzystać.

- Poczułem duże szczęście, bo faktycznie ciążyła mi ta niewykorzystana sytuacja. Dobrze, że potem udało się zachować spokój i wykończyć sytuację. Za pierwszym razem czegoś zabrakło i muszę to dobrze przeanalizować, żeby w kolejnej, podobnej sytuacji piłka już wpadała do bramki.

Wygraliście 4:1, ale nawet Marek Papszun przyznał, że ten wynik nie odzwierciedla przebiegu spotkania. Korona nie byłem tylko tłem dla Rakowa, ale najprościej mówiąc: oni grali, wy strzelaliście.

- Był taki moment, że Korona nas docisnęła i musieliśmy się mieć na baczności, żeby nie zdobyła bramki wyrównującej. To nie był łatwy mecz i tym bardziej cenne, że zachowaliśmy spokój do końca, dobrze przy tym funkcjonując na boisku.

To był wasz siódmy mecz w cyklu grania co trzy dni. Czujecie już zmęczenie?

- Odczuwamy liczbę meczów, ale na szczęście możemy liczyć na pewną rotację zawodnikami, dzięki czemu niektórzy obciążenia meczowe mają nieco lżejsze. Ci, którzy mają tych minut najwięcej, nie mają łatwo. Dobrze, że mimo kontuzji mamy jeszcze możliwość pewnych roszad.

Adriano Amorim w końcu się przełamał. Bramka, do tego asysta, a po przerwie mógł dołożyć jeszcze jednego gola.

- Dla każdego piłkarza liczby są pozytywnym bodźcem zarówno do gry, jak i samopoczucia. Liczę, że po takim meczu Adi będzie tylko rósł.

Jaka jest różnica zagrać w ciągu kilku dni najpierw z Spartą Praga, a potem z Koroną? Ten przeskok z uznanej marki europejskiej do ekstraklasy jest olbrzymi?

- To były zupełnie inne mecze, dlatego trudno jest tak jednoznacznie powiedzieć. Sparta była bardzo dobra z piłką przy nodze, grała niezwykle intensywnym pressingiem. Z takim rywalem gra się bardzo ciężko, ale udało nam się zagrać w Pradze całkiem niezły mecz. Kluby w ekstraklasie też idą w dobrym kierunku i jakość stale rośnie.

Teraz przerwa na kadrę, więc w końcu będzie czas chwilę odpocząć. Trener po takich wynikach chyba da wam trochę więcej wolnego?

- Trochę tego czasu dla siebie dostaniemy, więc będzie moment, żeby chwilę odpocząć, a potem będziemy doszlifowywać to, co jeszcze nie funkcjonuje tak, jak powinno.

Potem wracacie i zagracie osiem meczów w bardzo krótkim okresie na trzech frontach...

- I do każdego trzeba się będzie bardzo dobrze przygotować...

Atmosfera w szatni chyba mocno się poprawiła po nieudanym początku sezonu?

- Nie da się ukryć, że mieliśmy cięższy moment, ale potrafiliśmy z niego wyjść, a to daje wieki bodziec pozytywnej energii. Jesteśmy teraz już w czucie tabeli, punktujemy regularnie, dzięki czemu jest w nas dużo radości. Naturalnie wpływa to na atmosferę.

Rozmawiał Mariusz Rajek

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się