W drodze po majstra
Rozmowa z Hubertem Kostką, 32-krotnym reprezentantem Polski, złotym medalistą olimpijskim z Monachium (1972), najbardziej utytułowaną postacią w polskim futbolu z 11. mistrzostwami jako piłkarz i trener!
od lewej Włodzimierz Lubański, Jerzy Gorgoń, Hubert Kostka, Kazimierz Deyna Fot. Peter Robinson PAP/ PA
- Miałem być i bardzo się cieszyłem na ten przyjazd, ale nie pozwoliły mi względy osobiste. To nie była moja wina. Tak się złożyło.
Co najbardziej zapadło panu w pamięci jeżeli chodzi o Stadion Śląski? Grał pan przecież nieraz na tym obiekcie.
- Zawsze najlepiej człowiek zapamiętuje ten pierwszy raz, to pierwsze wydarzenie i tak też jest w moim przypadku. Moje pierwsze spotkanie na Stadionie Śląskim to gra z londyńskim Tottenhamem Hotspur w Pucharze Europy w 1961 roku.
Pamiętne 4:2!
- Po raz pierwszy mistrz Polski spotkał się w europejskich rozgrywkach z mistrzem Anglii. Nie byliśmy faworytem, a pokonaliśmy rywala na Śląskim. Jasne, w rewanżu przegraliśmy sromotnie 1:8, ale to pierwsze spotkanie to była niesamowita sprawa. Zresztą okoliczności tego meczu były zupełnie inne niż ma to miejsce teraz. Regulamin był wtedy taki, że ta jedenastka, która zaczynała spotkanie na boisku, musiała je też kończyć. Pamiętam jak Jasia Kowalskiego i Jurka Musiałka zawieziono wtedy do szpitala, graliśmy więc w dziewiątkę. To był mecz, który najbardziej utkwił mi w pamięci, ale tych spotkań było naprawdę masę. Dobrze pamiętam mecze na Śląskim z Dynamem Kijów, z austriackimi drużynami, Austrią Wiedeń i LASK, z czeską Duklą. Było tych pucharowych spotkań wiele.
A jeżeli chodzi o pana występy w reprezentacji Polski na Stadionie Śląskim? Które z nich utkwiło panu najbardziej?
- Tak się składa, że w niedzielę z synem wspominaliśmy moje mecze w reprezentacji i na Śląskim nie rozegrałem ich za wiele... Było takie starcie z Holandią w eliminacjach mistrzostw świata 1970, gdy jeszcze byłem kapitanem. Wygraliśmy 2:1 ważne spotkanie o punkty. Holendrzy nie wykorzystali karnego, to był wielki mecz. Nikt tego teraz po latach nie wspomina, mówi się o jakichś towarzyskich grach, a to była przecież ważna wygrana w meczu o stawkę, a na dodatek z trudnym rywalem.
Wspomniał pan o wielu pucharowych meczach, w których pan występował, a jak się panu podobała gra Górnika latem w europejskich eliminacjach?
- Czy Górnik miał szansę w tej rywalizacji z tymi przeciwnikami? Jeśli z kimś mógł powalczyć, by awansować dalej, to z węgierskim Ferencvarosem. Z Fenerbahce Górnik miał małe szanse, a z Monaco praktycznie żadnych. Po tylu latach przerwy gra w europejskich rozgrywkach nie jest łatwą sprawą. Mam nadzieję, że trwający sezon, w którym Górnik idzie na mistrza, też zakończy się pozytywnie, a w europejskich pucharach będzie mu łatwiej.
Właśnie, po siedmiu kolejkach Górnik ma znakomity start, jakiego nie miał od lat, a jeszcze do rozegrania pozostał mu zaległy mecz z Koroną.
- Górnik już w poprzednim sezonie mógł być mistrzem, gdyby bardziej skoncentrował się na lidze. Jasne, puchar to wielka sprawa, wartościowa, ale jeżeli nastawiłby się na ligę, to kto wie, na jakim miejscu zakończyłby zmagania w ekstraklasie. W tym sezonie jest na pewno jednym z kandydatów do wygrania rozgrywek i życzę mu tego z całego serca. Oglądam wszystkie spotkania Górnika, jestem na bieżąco z tym, co się dzieje i kibicuję.
Jak ocenia pan ten zespół? Czy mała liczba Polaków w Górniku kole w oczy?
- Zawsze jest żal, jak się patrzy, że gra dziewięciu obcokrajowców i dwóch Polaków. Z drugiej strony, jeżeli ma to doprowadzić do tego, że Górnik zostanie mistrzem Polski, to niech gra nawet jedenastu zagranicznych. Oby było to mistrzostwo! W ekstraklasie - jak widać - taka jest tendencja, że coraz więcej jest obcokrajowców, nie dotyczy to jedynie Górnika, ale też innych ekstraklasowych zespołów. W wielu innych drużynach tak jest, w Lechu, Widzewie... Dominują zagraniczni piłkarze i na pewno nie jest do dobre dla naszego futbolu.
W bramce Górnika jest od tego sezonu Niemiec Philipp Schulze. Jak na razie sobie radzi?
- Trudno jednoznacznie coś powiedzieć. Za nim kilka meczów i nie można jeszcze wydać jednoznacznej opinii. To młody, utalentowany chłopak. Raczej swoje zadanie spełnia, aczkolwiek uważam, że jakby w klubie pozostał Marcel Łubik, który bronił w poprzednim sezonie, to byłoby to większe wzmocnienie. Górnik szuka jednak tam, gdzie są możliwości. Widocznie nie było możliwości utrzymać poprzedniego bramkarza, stąd zmiana. Na pewno Schulze ma talent.
Jeśli jesteśmy przy temacie bramkarzy - w kadrze Górnika jest 17-letni Wiktor Kania, który jest wychowankiem LKS Markowice, a więc miejsca, z którego pan się wywodzi. Słyszał pan o tym chłopaku?
- Słyszałem o nim, ale nie znam go. Życzę mu oczywiście wszystkiego dobrego, żeby „wskoczył” do pierwszej drużyny, ale na razie jeszcze przed nim wiele pracy.
W sobotę szykuje się ligowy hit, bo w Zabrzu odbędzie się spotkanie wicemistrza Polski, czyli Górnika, z mistrzem Lechem. Kto jest faworytem?
- Szanse są równe dla jednych i drugich. Spotykają się dwie najlepsze drużyny z poprzednich rozgrywek, bo z jednej strony zdobywca Pucharu Polski, a z drugiej urzędujący mistrz. Sam jestem ciekawy, jak to spotkanie się skończy. Pamiętamy, że na początku rozgrywek oba zespoły spotkały się w rywalizacji o Superpuchar Polski i Lech u siebie wygrał. Wcale to jednak nie świadczy o tym, że Poznaniacy wygrają też w sobotę.
Rozmawiał Michał Zichlarz
Hubert Kostka (pierwszy z lewej) był kapitanem drużyny, która 7 września 1969 roku w meczu eliminacji MŚ pokonała na Śląskim Holandię 2:1. Fot. polska-pilka.pl
Hubert Kostka zdobył 11 mistrzostw Polski! Osiem jako zawodnik, trzy jako szkoleniowiec. Fot. Michał Zichlarz
