W Częstochowie szukają nadziei

Czy Włókniarz utrzyma się w ekstralidze? Gdyby opierać się na opiniach ekspertów i kibiców, to z obecnym składem nie ma nawet po co przystępować do rozgrywek. Gdzie szukać zatem szans?

W barwach ROW-u Rybnik Rohan Tungate (kask czerwony) często jeździł z przodu. W Częstochowie liczą na to samo. Fot. Sebastian Sienkiewicz / Press Focus

ŻUŻEL

Fani żużla zastanawiają się nie czy częstochowianie będą w stanie powalczyć o utrzymanie, a czy w ogóle wygrają choćby jeden mecz? Nie ma się co oszukiwać – na papierze skład Włókniarza na tle rywali wygląda bardzo mizernie. Nawet ROW Rybnik, który w poprzednich rozgrywkach nie miał za wiele do powiedzenia, prezentował się lepiej, mając przynajmniej lidera (Maksym Drabik) czy zawodników wprawdzie z przebrzmiałymi, ale uznanymi nazwiskami (Nicki Pedersen, Chris Holder). Punktem wspólnym obu klubów jest Rohan Tungate, który pod Jasną Górą typowany jest do roli lidera. Tylko jak słaba musi być drużyna, skoro Australijczyk, który skończył poprzedni sezon ze średnią 1,75 punktu na bieg (26. miejsce w PGE Ekstralidze), ma być jej liderem? W czym Włókniarz powinien upatrywać nadziei?

Nieszczęścia chodzą po klubach

Jakkolwiek by to nie brzmiało – w potencjalnych problemach innych. Żużel to dyscyplina, w której jak w żadnej innej końcowy wynik uzależniony jest od szczęścia w postaci braku kontuzji czołowych zawodników. Wypadnięcie jednego żużlowca może całkowicie przetasować układ sił w lidze. Na dyspozycję zawodników ogromny wpływ mają również inwestycje w sprzęt, a te nie są możliwe, gdy pracodawca zalega z płatnościami. Po przejęciu klubu przez nowego właściciela takich problemów w Częstochowie nie należy się spodziewać, ale już choćby w mającej wielomilionowe długi i wciąż niewyprostowaną kwestię finansową Stali Gorzów już nie jest to takie oczywiste. Nie życząc oczywiście nikomu źle, nie można wykluczyć, że w Częstochowie będą musieli liczyć na takie przewagi.

Wygrać jeden mecz

Sprzymierzeńcem Włókniarza powinien być również wprowadzony od sezonu 2025 regulamin rozgrywek. System play off dla najlepszej czwórki oraz play down dla pozostałych sprawia, że teoretycznie drużyna może przegrać wszystkie mecze w rundzie zasadniczej, a maksymalnie skupić się tylko na jednym dwumeczu na koniec sezonu. Oczywiście trudno oczekiwać, aby ekipa wyraźnie odstająca od reszty nagle przeszła totalną metamorfozę, ale zdarzają się wypadki losowe, o których pisaliśmy wcześniej.

Objawienie z zewnątrz

Obecny skład Włókniarza nie rokuje wielkich nadziei na sukcesy, ale biorąc pod uwagę fakt, że do inauguracji rozgrywek ligowych mamy jeszcze blisko trzy miesiące, a kontraktowania zawodników nieposiadających ważnej umowy będzie można dokonywać jeszcze w trakcie rozgrywek, w Częstochowie w razie wyjątkowego braku formy u któregoś z żużlowców muszą liczyć na znalezienie „własnego” Bena Cooka, jak Unia Leszno czy Michaela Jepsena Jensena GKM Grudziądz dwa lata temu. Chodzi o zawodnika totalnie nieoczywistego, być może nad Wisłą jeszcze nieznanego, który okaże się rewelacją i będzie w stanie z marszu sporo namieszać. Biorąc pod uwagę fakt, że teoretycznie najłatwiej na znalezienie takiego „wynalazku” wśród Australijczyków, być może klub powinien nawiązać współpracę z mającym świetne rozeznanie na tamtym rynku, a obecnie będącym bez zatrudnienia Sławomirem Kryjomem?

Wschodni kierunek?

Snując scenariusze już bardziej z gatunku science fiction, w sukurs częstochowianom mogłaby przyjść szeroko rozumiana geopolityka. W jaki sposób? Teoretycznie zakończenie konfliktu na Ukrainie mogłoby przywrócić do obiegu zawodników z rosyjskim paszportem, a doskonale znany w Częstochowie Grigorij Łaguta (kiedyś wybrany nawet najlepszym żużlowcem Włókniarza w historii) czy Siergiej Łogaczow mieliby duże szanse okazać się skuteczniejsi od obecnych obcokrajowców jeżdżących w częstochowskim klubie. W aktualnej sytuacji kadrowej nieco dziwić może dość radykalna postawa trenera Mariusz Staszewskiego, który zapowiedział, że Matej Żagar (związał się z Włókniarzem kontraktem warszawskim) nie będzie brany pod uwagę w kontekście walki o skład nawet w przedsezonowych meczach sparingowych. Słoweniec raczej objawieniem ligi już nie zostanie, ale to, że mógłby być w lepszej dyspozycji niż Mads Hansen czy Jaimon Lidsey jest jak najbardziej realne. Taka deklaracja, przekreślająca jego szanse, na tym etapie wydaje się całkowicie niepotrzebna. Tłumaczyć można ją jedynie chęcią wyrażenia zaufania i wsparcia dla zbudowanego zespołu. Włókniarz, jeśli chce mieć jakąkolwiek szansę powalczenia o utrzymanie, musi liczyć na to, że wszyscy zawodnicy będą dawać 120 procent, a nawet więcej.

Mariusz Rajek

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się