W Cortinie tradycja nie zginie?
23 medale na zimowych igrzyskach olimpijskich zdobyli dotąd polscy sportowcy. Ile będzie ich na koncie Biało-czerwonych 23 lutego – dzień po zakończeniu zmagań w Lombardii? Nasze szanse wyliczamy poniżej, oczywiście każdą z nich opatrując znakiem zapytania.
Cóż polskim kibicom przyrządzi Damian Żurek? Fot. Pro Shots Photo Agency/SIPA USA/PressFocus
Medalowy połów – za sprawą brązowego medalu Franciszka Gronia-Gąsienicy – zaczął się w Cortinie d'Ampezzo, podczas VII Zimowych Igrzysk Olimpijskich. Po 70 latach herosi nart, panczenów i gumowego krążka znów zjeżdżają się w to samo miejsce. Biało-czerwoni, począwszy od Salt Lake City w 2002 roku, w XXI wieku stawali na podium każdych zmagań pod olimpijską flagą. Wypada wierzyć, że dobra tradycja nie zostanie przerwana. Typowanie polskich kandydatów do zaszczytów w 2026 jest jednak wyjątkowo trudne, a ryzyko pomyłki – ogromne...
Złoty chorąży z formą zdąży?
Jeszcze parę lat wstecz, szukając naszych medalowych szans (a może raczej nadziei...), rodzimi kibice spoglądaliby przede wszystkim w stronę skoczni. Cztery z siedmiu polskich złotych krążków w historii igrzysk wywalczonych zostało właśnie w tej dyscyplinie, a wciąż mamy w ekipie trzykrotnego mistrza olimpijskiego. - Nie oszukujmy się, on umie skakać, jego nie trzeba uczyć skoków – mówił nam Zbigniew Waśkiewicz, były wiceprezes PKOl i długoletni szef Polskiego Związku Biathlonu, przywołując nazwisko Kamila Stocha, chorążego naszej ekipy.
Dla skoczka z Zębu obecny sezon jest pożegnaniem z wyczynowym sportem. A czyż może być lepsza motywacja mentalna, niż jeszcze jedno zaskoczenie całego świata wyborną formą? - Wydaje mi się, że u niego jakaś chwilowa forma fizyczna, a zwłaszcza psychiczna - odpowiednie nastawienie, nastrój chwili - może zdziałać cuda! Może właśnie na igrzyskach? - zastanawiał się głośno były rektor katowickiej AWF.
Nie zastanawiał się za to wcale prezes Polskiego Związku Narciarskiego. - Jaki wynik uznam za sukces? Medal. Jedziemy po medal. Na takie zawody, jak igrzyska, które są co cztery lata, trzeba jechać nastawionym na walkę o medal! - potrząsał szabelką Adam Małysz. Być może wyłącznie z racji urzędowego optymizmu, ale... trudno bagatelizować słowa człowieka, który na podium olimpijskim stał czterokrotnie. Tym bardziej, że swego faworyta upatruje niekoniecznie w naszym wielkim mistrzu, a w młodszym od niego dwukrotnie debiutancie, Kacprze Tomasiaku. - Wiadomo, że dla niego to będą pierwsze igrzyska, a w tak młodym wieku stres zawsze towarzyszy startowi. Jednak wszyscy widzimy po nim, że jest bardzo mocny psychicznie. I to jest jego dużym plusem! - analizował zalety nastolatka szef PZN-u.
Maryna czołówki bliska, więc zagrożone wąsiska?
Pod jurysdykcją narciarskiego związku są także alpejczycy. W tej dyscyplinie nigdy wcześniej medalu nie zdobyliśmy i zapewne nie zmieni się to podczas włoskich zmagań. Powtórzenie osiągnięcia Małgorzaty Tlałki (6. miejsce w Sarajewie w 1984) byłoby wielkim sukcesem naszej najlepszej w tej chwili zawodniczki, Maryny Daniel-Gąsienicy. W pucharowej dziesiątce w swej koronnej konkurencji, slalomu giganta, już się plasowała; od podium dzieliło ją jednak zazwyczaj dość sporo. Może dlatego wspomniany Adam Małysz bez większego strachu o możliwość utraty jednego ze swych charakterystycznych atrybutów zawarł z nią zakład: w przypadku jej medalu, prezes pozbędzie się legendarnego wąsika...
Król i Król(owa) – podwójna szansa medalowa?
Na stokach – choć już pod jurysdykcją innego związku – walczą też snowboardziści. W czteroosobowej ekipie mamy m.in. króla slalomu równoległego, czyli mistrza świata sprzed trzech lat w tej konkurencji. Sęk w tym, że Oskar Kwiatkowski jest po długiej przerwie w startach, spowodowanej wypadkiem na motocyklu i koniecznością operacji więzadła krzyżowego. Wszystko zdarzyło się niemal równo rok temu (10 lutego 2025), a występ w Livingo będzie tak naprawdę pierwszą poważną próbą eksmistrza po rekonwalescencji. - Myślę, że nie ma wobec mnie wielkich oczekiwań, ale sam z tyłu głowy mam poczucie, że te wyniki jeszcze przyjdą – mówił parę dni temu Kwiatkowski w rozmowie z Przeglądem Sportowym.
Nieco inaczej wygląda sprawa oczekiwań wobec Aleksandry Król-Walas. - W tym sezonie trzykrotnie stawała już na podium Pucharu Świata. Myślę, że na igrzyskach będzie jedną z naszych największych szans na medale – podkreśla szef polskiej misji olimpijskiej, Konrad Niedźwiedzki.
Na owalnym torze wiele zdarzyć się może?
Niedźwiedzki ma za sobą doświadczenie olimpijskich startów; reprezentował Polskę w dyscyplinie, która – po skokach – jest najbardziej medalodajną w historii zimowych igrzysk. Ba; on sam zmagania w Soczi dwanaście lat temu kończył z brązowym krążkiem na szyi za bieg drużynowy na łyżwiarskim torze. Żaden inny sport w tym sezonie nie przyniósł nam w obecnym sezonie tak wielu ekscytujących chwil, jak właśnie panczeny. - Będziemy cieszyć się z każdego wyniku, ale ostatnie zawody pokazują, że jesteśmy w ścisłej czołówce. To oznacza, że wszystko może się wydarzyć, łącznie z walką o medale – zapewniał w rozmowie z Polsatem Sport prezes Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego, Rafał Tataruch.
Lista potencjalnych kandydatów do podium jest rzeczywiście dłuższa, niż w innych dyscyplinach. W zmaganiach Pucharu Świata w tym sezonie na podium – i to także na jego najwyższym stopniu! - parokrotnie stawał Damian Żurek w rywalizacji na 500 m, dokładając do tego złoto w mistrzostwach Europy. Tuż za jego plecami w tej ostatniej imprezie uplasował się Marek Kania. Wśród pań z kolei z sukcesami w PŚ na tym samym dystansie wielokrotnie startowała Kaja Ziomek-Nogal – również mistrzyni Starego Kontynentu z zawodów w Tomaszowie Mazowieckim.
Mamy też duży atut w biegach długodystansowych. Władimir Semirunnij niedawno otrzymał polskie obywatelstwo, a każdym startem na 10 000 metrów potwierdzał, że można na nim budować kibicowski optymizm na sympatyczną niespodziankę. - Tylko my zapominamy o tym, że w sezonie olimpijskim najlepsi nie trenują po to, żeby być dobrym w PŚ, tylko po to, żeby mieć formę na igrzyska. I świadomie pewnie odpuszczają wiele startów – ostrożnie przypomina cytowany już Zbigniew Waśkiewicz. Ale definitywnie kibicowskich nadziei nie gasi. - Jeśli miałbym szukać polskiego podium, to właśnie w panczenach albo w short-tracku, bo w obu dyscyplinach nasi rzeczywiście są w światowej czołówce – podsumowuje swe refleksje.
Short-trackowe zmagania to okazja do wielu pięknych klatek fotoreporteskich. Dostarcza ich także Natalia Maliszewska (na pierwszym planie). Fot. ANP/SIPA USA/PressFocus
Sztafeta mieszana na podium skazana?
A propos short-tracku, który do tej pory jeszcze medali na igrzyskach nam nie dostarczył. - Tu dzieje się bardzo dużo i czasem trudno przewidzieć końcowy rezultat, nierzadko potrzebny jest łut szczęścia. Natalia Maliszewska chce coś wszystkim udowodnić (podczas poprzednich igrzysk przegrała z... testami na COViD), czy Gabriela Topolska, która wielokrotnie wchodziła do finałów A Pucharu Świata. Mamy Felixa Pigeona, który zdobywał już medale w tym cyklu. Do tego dochodzi nasza sztafeta mieszana – wylicza polskie szanse (a może raczej oczekiwania...) cytowany już prezes Tataruch,
- Mikst to jest pierwsza konkurencja na początku igrzysk, musimy się maksymalnie skoncentrować, żeby powalczyć o medal – dorzuca Konrad Niedźwiedzki, oceniając nadzieje na sztafetowe podium. W ocenie medalowych aspiracji Polaków wtóruje działaczom brązowa medalistka ME 2013 w short tracku. - To nie jest tak, że jedziemy na igrzyska, żeby zbierać doświadczenie. Mamy powody, by marzyć o medalach – zaznaczyła na antenie Polsatu Sportu Aida Bella.
- Mam wiarę, że flaga, którą wręczyłem osobiście Natalii Czerwonce (chorążej reprezentacji - przyp. red.), może się przydać przy słuchaniu Mazurka Dąbrowskiego. Wszyscy byśmy pękali z dumy. W sprawie łyżwiarstwa szybkiego jestem dużym optymistą. Medale są też możliwe w short tracku - minister sportu, Jakub Rutnicki, też pozytywnych emocji ma zamiar szukać przede wszystkim na lodowych torach.
Czarne konie w biathlonie?
Bardzo daleko od medalowych pozycji – i to od paru lat, niestety – plasują się polscy zawodnicy w bardzo widowiskowej konkurencji, jaką jest biathlon. I loteryjnej – dodajmy. Owa loteryjność – rozumiana choćby jako warunki wietrzne na strzelnicy - czasami może być jednak atutem maluczkich. - Nie chcę zapeszać, ale mamy grupę młodych ludzi, zwłaszcza wśród dziewczyn, którzy mogą zrobić niespodziankę. Igrzyska są bowiem wielkim obciążeniem dla faworytów, natomiast dla młodych gniewnych to jest szansa na dobry wynik. Od naszych nikt dzisiaj niczego nie oczekuje. Jadą na igrzyska po naukę, a może się to przekształcić w coś naprawdę pięknego – mocno entuzjastycznie zauważa wicemistrz olimpijski z Turynu w biegu masowym na 15 km, dziś komentator Eurosportu, Tomasz Sikora, w rozmowie z portalem Interia.
Ile wskazanych wyżej medalowych szans uda się Biało-czerwonym wykorzystać? Radosław Piesiewicz, szef Polskiego Komitetu Olimpijskiego – a więc potencjalnie najlepszy ekspert od igrzysk... – oczekuje trzech krążków: po jednym z każdego kruszcu.
Pożyjemy, pokibicujemy, zobaczymy...
Dariusz Leśnikowski
