W branży rozrywkowej
Gole zdobywane – choć czasem i tracone – w końcówce, odwracanie losów meczów, emocje od pierwszej do ostatniej minuty – na spotkaniach drużyny z Okrzei trudno się nudzić. A jeśli przed nią derby, temperatura tym bardziej idzie w górę!
W niedawnym meczu z Widzewem o „grande finale” dla kibiców Piasta zadbał Quentin Boisgard (z lewej). Fot. Sebastian Sienkiewicz / Press Focus
PIAST GLIWICE
O ile kibice w Gliwicach i w Zabrzu z pewnością pamiętają jeszcze styczniowe spotkanie przy Roosevelta (od 0:1 do 2:1 dla gospodarzy), o tyle ci gliwiccy pewnie niekoniecznie muszą kojarzyć derbową przeszłość Daniela Myśliwca. A jest – jak się okazuje – pełna sprzecznych momentami uczuć.
Derby zepsute...
- Pierwsze moje derby... zepsułem – wzdycha szkoleniowiec Piasta. Było to cztery lata temu, gdy na pierwszoligowych boiskach „jego” Stal Rzeszów uległa Resovii 3:4. - Chciałem wtedy zaprzeczyć tezie, że to bardzo ważne wydarzenie dla kibiców, więc tonowałem nastroje w zespole. W efekcie przespaliśmy pierwszą połowę. „Wróciliśmy” do meczu po przerwie, ale nie udało się zdobyć nawet punktu – opowiada Myśliwiec.
...i poderbowy anturaż
Potem już przykładał odpowiednią wagę do takich potyczek. Być może dlatego Stal wygrała rewanż 2:1. Zaś w lutym 2024 prowadzony przez niego Widzew przywiózł komplet punktów z obiektu ŁKS-u. - Specyfika derbów łódzkich jest wyjątkowa: mam na myśli choćby liczbę kibiców, jacy stawili się wówczas na stadionie po naszym powrocie do klubu w ramach podziękowania drużynie. To, jakie tam było święto: śpiewy, feta, race, cały ten anturaż meczowy trwający jeszcze kilka godzin po meczu, to coś niezwykłego – wspominał z uśmiechem.
Nie tylko trzy punkty
Na ligową wygraną w Zabrzu kibice gliwiccy czekają pięć lat. W niedzielę Piast też nie będzie faworytem; jedzie przecież na stadion lidera. Z jakim nastawieniem? - W przygotowaniach czysto sportowych i w podejściu takim strategicznym derby nie różnią się od każdego innego spotkania. Natomiast mam... ułatwioną robotę: nie trzeba budować żadnej historii, nie trzeba opowiadać o istotności danego meczu. I pomimo że do zdobycia też są tylko trzy punkty, piłkarze doskonale czują, że takim meczem można wygrać coś więcej!
„Męczenie buły”? Nie dla nich
O personaliach – pomijając krótkie zdanie o tym, że „nie wystąpi jeden z piłkarzy” (podstawowej jedenastki – jak rozumiemy) – mówić nie chciał. O stylu gry – za który Piast tej jesieni często zbiera pochwały – jak najbardziej. Niektórzy wręcz nazywają go „widowiskowym ryzykiem”. - My nie podejmujemy ryzyka, my jesteśmy odważni. Rozgrywanie piłki od bramki jest dowodem odwagi; widzimy w tym sens i logikę, bo w jakiś sposób trzeba zaatakować przeciwnika – tłumaczy trener Myśliwiec. A kwestia widowiskowości? - Oczywiście wynik jest esencją sportu, może być w jedną bądź drugą stronę. Ale kibic musi wiedzieć, czego się spodziewać po drużynie; że jej dążenie do wyniku nie jest „męczeniem buły”. Jesteśmy – podkreślam to zawsze – w branży rozrywkowej!
Okazję na potwierdzenie tej trenerskiej filozofii gliwiczanie mieć będą w Zabrzu. Szykuje się przy Roosevelta niezły niedzielny obiad, może nawet z deserem!
Dariusz Leśnikowski
