Utrzymali nerwy na wodzy

Po wyczerpującej batalii GKS Katowice pokonał Widzew Łódź w serii rzutów karnych.

Lukas Klemenz i Rafał Strączek mieli największy udział w tym, że GieKSa awansowała do półfinału. Fot. Marcin Bulanda / Press Focus

Niecały miesiąc temu Widzew zawitał do Katowic, żeby rozegrać ligowy mecz z GKS-em. Wówczas przegrał 0:1 po golu Lukasa Klemenza. Ekipa Igora Jovicevicia powróciła do stolicy województwa śląskiego, żeby odegrać się na GieKSie w Pucharze Polski i udowodnić swoim kibicom, że potrafi grać w piłkę. Łodzianie chcieli polepszyć atmosferę wokół zespołu, która nie jest najlepsza z uwagi na to, że znajdują się w strefie spadkowej i w ekstraklasie prezentują się kiepsko. W 2026 roku wygrali tylko raz, pokonując Wisłę Płock w starciu, które było wypełnione błędami sędziów wpływającymi na wynik (2:0). Widzew miał się przebudzić, miał się odblokować, miał uszczęśliwić kibiców, awansując do półfinału rozgrywek.

Problem w tym, że GKS jest rozpędzony. I choć nie było tego widać w grze, ponieważ to Widzew był częściej przy piłce, potrafił znaleźć się w polu karnym Rafała Strączka, to… Katowiczanie i tak dopięli swego. W 28 minucie katem Widzewa znów stał się Klemenz. Środkowy obrońca w tym sezonie zdobył pięć goli w lidze, a wczoraj ustrzelił premierowego w bieżącej edycji Pucharu Polski. Świetnie odnalazł się w polu karnym, gdy piłkę delikatnie dośrodkował Alan Czerwiński. Katowicki obrońca odwrócił się i mocnym uderzeniem pokonał Bartłomieja Drągowskiego. Zapowiadało się więc na kolejną wpadkę Widzewa, tym bardziej że GieKSa do końca pierwszej połowy jeszcze raz poważnie zagroziła Drągowskiemu. Po genialnym podaniu Bartosza Nowaka Ilja Szkurin znalazł się w sytuacji sam na sam, ale jego uderzenie fantastycznie obronił łódzki golkiper.

Mogliśmy być pewni, że po przerwie emocji nie zabraknie. Choć widowisko nie należało do szczególnie atrakcyjnych, to w poczynaniach piłkarzy obu ekip było widać, jak bardzo zależy im na wygranej. Iskrzyło szczególnie w pojedynkach Sebastiana Bergiera, byłego napastnika GKS-u obecnie grającego w Widzewie, z defensorami z Katowic. Po jednej z przepychanek i ostrej wymianie zdań został on ukarany żółtą kartką razem z Klemenzem.

Po zmianie stron Widzew ruszył do odrabiania strat i w kilka minut doprowadził do wyrównania. Zespół trenera Igora Jovicevicia zaskoczył gospodarzy sprytnym wykonaniem rzutu wolnego. Zamiast dośrodkowywać, Juljan Shehu zagrał po ziemi do niepilnowanego Samuela Kozlovsky’ego. Ten zgrał do środka, gdzie dobrze ustawiony był Andi Zeqiri, który z kilku metrów wpakował piłkę do siatki. Spotkanie niejako znowu się rozpoczęło, a GieKSa przez kilka kolejnych minut musiała być czujna w defensywie, bo Widzew chciał pójść za ciosem i wyjść na prowadzenie. Kilkuminutowe oblężenie bramki udało się podopiecznym Rafała Góraka przetrwać i tempo meczu się uspokoiło. Było na tyle spokojnie, że remis utrzymał się do 90 minuty. Doszło więc do dogrywki.

W niej bardzo bliski gola był Mateusz Wdowiak. Rezerwowy GieKSy otrzymał podanie z prawego skrzydła od Alana Czerwińskiego i uderzył nożycami. Piłka wpadła do siatki, ale sędzia liniowy podniósł chorągiewkę. Analiza VAR trwała długo, a gol nie został uznany z powodu centymetrowego spalonego podającego. Był to pierwszy sygnał do tego, że kibice powinni szykować się na serię rzutów karnych. Mogło się to zmienić, bo Widzew rozruszał się jeszcze na ostatnie minuty dogrywki, gdy na placu gry zameldował się przebojowy Mariusz Fornalczyk. W ostatniej chwili idealnie dograł do Frana Alvareza, ale Hiszpan chybił. Niedługo potem sędzia zarządził rzuty karne.

Stawką był półfinał Pucharu Polski, więc piłkarzom towarzyszyły ogromne nerwy. Cały stadion oglądał ostatnią fazę rywalizacji na stojąco. W tej psychologicznej wojnie lepsi okazali się zawodnicy z Katowic. Rafał Strączek, który próbował wyprowadzić z równowagi łódzkich zawodników i został za to ukarany żółtą kartką, już w pierwszej próbie obronił uderzenie Frana Alvareza. Później Fornalczyk przestrzelił, uderzając wysoko ponad poprzeczką, jako że żaden strzelający zawodnik GieKSy się nie pomylił, to ekipa Rafała Góraka awansowała do kolejnej rundy.

Kacper Janoszka

◼ GKS Katowice – Widzew Łódź 1:1 (1:1, 1:0) 4:2 w karnych

1:0 – Klemenz, 28 min, 1:1 – Zeqiri, 53 min

GKS: Strączek – Czerwiński (106. Kuusk), Jędrych, Klemenz – Wasielewski, Kowalczyk (84. Milewski), Rasak, Galan (84. Jirka) – Markovic (53. Wędrychowski), Szkurin (84. Wdowiak), Nowak. Trener Rafał GÓRAK.

WIDZEW: Drągowski – Wiśniewski, Andreou, Kapuadi – Krajewski (90+1. Isaac), Shehu, Lerager (90+1. Selahi), Kozlovsky (106. Cheng) – Kornvig, Zeqiri (84. F. Alvarez), Bergier (113. Fornalczyk). Trener Igor JOVICEVIĆ.

Sędziował Wojciech Myć (Włodawa). Żółte kartki: Klemenz, Kowalczyk, Strączek – Bergier, Andreou, Shehu.


Zwykła koincydencja?

Mecz GKS-u z Widzewem z trybun oglądał Grzegorz Kurdziel, który był asystentem Czesława Michniewicza w 2023 roku, gdy obaj pracowali w saudyjskim Abha Club. W poprzednim tygodniu pojawiły się plotki o tym, że nowym trenerem Widzewa ma zostać właśnie Michniewicz. Czy to przypadek, że jego współpracownik pojawił się przy Nowej Bukowej we wczorajszy wieczór?

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się