Utarty scenariusz
Trzecia runda Puszczy w ekstraklasie miała taki sam przebieg jak dwie poprzednie.
Jesienią zawodnicy Puszczy długo nie mogli się cieszyć z sukcesów.
Podopieczni trenera Tomasza Tułacza zdobywali jesienią średnio punkt na mecz. W pierwszym sezonie na najwyższym szczeblu do utrzymania wystarczyło im 1,18, więc w 16 pozostałych do rozegrania kolejkach będą musieli uzbierać nieco więcej „oczek”.
Szczęście do... sędziów
Jesień rozgrywek 2024/25 toczyła się według scenariusza, który w Niepołomicach już dobrze znano. Początek był taki sobie, następnie następowała długa seria bez zwycięstwa, z dużą liczbą porażek, by na koniec znów odżyły nadzieje, a w tabeli zaczęło przybywać punktów. Niepołomiczanie na pierwszą wygraną czekali do piątej kolejki. Od razu zapisali się w historii, bo pokonując Lechię Gdańsk 4:1, odnieśli najwyższe zwycięstwo w ekstraklasie. Były to jednak miłe złego początki. Po nich przyszły trzy remisy, a następnie pięć z rzędu porażek – w tym najboleśniejsza 0:6 z GKS-em Katowice. Piłka jest przewrotna, więc przełamali się z liderem, Lechem Poznań. Dopiero 30 listopada po raz pierwszy triumfowali na wyjeździe. W najlepszym możliwym czasie i miejscu, bo nie pozwolili zbliżyć się Śląskowi Wrocław. Pod koniec rundy „Żubry” miały szczęście do decyzji sędziowskich, którzy mylili się na ich korzyść. W odprawieniu „Kolejorza” pomogła im czerwona kartka dla Michała Gurgula. Sędziowie, z Pawłem Raczkowskim na czele, źle ocenili sytuację i napomnienie lewego obrońcy, pokazane już w 23 minucie, zostało anulowane przez Komisję Ligi. Puszczy łatwiej było też bronić dwubramkowego prowadzenia z Widzewem Łódź, grając w przewadze po drugiej żółtej Mateusza Żyry. Organ dyscyplinarny Ekstraklasy uznał potem, że Marcin Szczerbowicz zbyt pochopnie po raz drugi ukarał defensora.
Wreszcie wrócą do siebie
W Niepołomicach ani przez moment nie myśleli o zmianie trenera, choć było bardzo trudno, a Tomasz Tułacz nie krył, że jeżeli zespół nie wróci na właściwe tory, to nie będzie dla niego miejsca w najlepszej „18” w kraju. Po klęsce z GieKSą szkoleniowiec mówił, że katowiczanie grali przeciwko zlepkowi ludzi, którzy nie wiadomo po co wyszli na boisko. 55-latek po raz kolejny poradził sobie z dużym kryzysem, co pokazuje, że nie zawsze opłaca się żegnać trenerów po kilku niepowodzeniach. Problemy Puszczy po części wynikały z braków fizycznych, które były zaś następstwem wielu kontuzji. Miała ona też problem z rzutami rożnymi w defensywie, po których rywale strzelali im gole. Jedna z ich najsilniejszych broni obróciła się przeciwko nim i musieli poświęcić naprawdę sporo treningów, by na nowo poukładać swoją grę.
Puszcza nie ma potencjału, by walczyć o coś więcej niż utrzymanie. Dla tego zespołu pozostanie w ekstraklasie na trzeci sezon będzie wyczynem na miarę zdobycia medalu. Najprawdopodobniej jeszcze raz, przeciwko Zagłębiu Lubin w pierwszym meczu w roli gospodarza w 2025 roku, zagrają na stadionie Cracovii, który był ich domem od awansu. Potem wrócą na swój specyficzny stadion, który na pewno będzie ich atutem.
Michał Knura
15. PUSZCZA NIEPOŁOMICE
STRZELCY (17)
6 – Kosidis, 2 – Cholewiak, Jakuba, 1 – Abramowicz, Blagaić, Craciun, Mroziński, Serafin, K. Stępień, Szymonowicz.
PLUS
Grecki „wieżowiec”
Po niespodziewanym wykupieniu Kamila Zapolnika przez Bruk-Bet oraz przeciągających się powrotach do zdrowia Roka Kidricia i Artura Siemaszki, w Puszczy mieli twardy orzech do zgryzienia związany z pozycją napastnika. Postawili na obcokrajowca i nie żałują. Wypożyczenie z AEK-u Ateny mierzącego 191 cm Greka Michalisa Kossidisa okazało się dobrym posunięciem. 22-latek jest nie tylko najlepszym strzelcem drużyny, ale wykonuje wiele ciężkiej pracy. Puszcza ma opcję wykupu piłkarza i jak tak dalej pójdzie, powinna się poważnie zastanowić nad tym ruchem, o ile będzie ją stać, bo wiadomo, że nie należy do finansowych potentatów.
MINUS
Poprawnie to za mało
Jednym z ojców utrzymania „Żubrów” w premierowym sezonie w ekstraklasie był wypożyczony w trakcie rundy bramkarz Oliwier Zych. „Jedynką”, podobnie jak obecnie, na początku był Kewin Komar, ale potem uszkodził sobie rękę w czasie bójki na festynie Wiśniczu Małym. Złamał szczękę innemu mężczyźnie, a próbując ratować skórę, oskarżył o pobicie kibiców Wisły Kraków. Sam został winny, ale sąd odstąpił od wymierzenia kary, umarzając postępowanie na rok próby. Jesienią Komar swoimi interwencjami rzadko ratował drużynę, nie utrzymywał jej w grze. Sprowadzenie lepszego bramkarza powinno zwiększyć szanse na utrzymanie.
