Urban musi porozmawiać z Zalewskim!

Rozmowa z Tomaszem Kłosem, byłym reprezentantem Polski

Ten moment – żółta kartka pokazana przez arbitra meczu z Maltą – powoduje, że Nicoli Zalewskiego zabraknie w półfinale baraży. Wciąż jednak może dać wiele Biało-czerwonym, o ile grać będzie o niebo lepiej niż poniedziałek. Fot. PAP / Leszek Szymański

Jest pan równie zdegustowany postawą Biało-czerwonych w meczu z Maltą, jak większość kibiców wylewających żale w internecie?

- Czy ja wiem? Tak naprawdę – pomijając kwestię przydziału do odpowiedniego koszyka w losowaniu baraży, która jednak i tak nie w pełni była od nas zależna – to był mecz „o nic”. No, może o pokazanie się w grze kilku zawodników walczących o miejsce w jedenastce. Oczywiście chodziło o zwycięstwo, bo ono buduje mental drużyny, mobilizuje ją. Udało się wygrać, to ma swoje znaczenie. Faktem jest, że popełniliśmy wiele niepotrzebnych błędów, wynikających z – powiem wprost – naszej własnej głupoty i ze zlekceważenia albo wręcz olania przeciwnika, co absolutnie nie powinno się zdarzać zawodnikom tak doświadczonym...

jak Jakub Kiwior na przykład?

- Akurat ten jego słabszy występ i jego błędy mocno mnie zdziwiły. Wydawało mi się, że grając regularnie w klubie, złapał bardzo dużą pewność siebie. Pokazywał to mecz z Holandią, a tu nagle taki klops! Składam to na karb zbytniego rozluźnienia Kuby, choć oczywiście nie powinno się – nie ma prawa!  mu się ono przydarzyć. Na szczęście gramy wreszcie tak, że zdobywamy gole, czego nam w ostatnich paru latach brakowało. Nawet jeśli okazje były, zwykle je marnowaliśmy. Dzisiaj te statystyki są zdecydowanie lepsze.

Są lepsze, choć ludzie za to strzelanie goli odpowiedzialni wciąż są ci sami. Więc co się zmieniło?

- Janek Urban dał drużynie – i każdemu z osobna – swobodę gry do przodu. Wręcz tego wymaga od chłopaków! Zbieramy też owoce świetnej formy Kuby Kamińskiego. Zawsze mówiliśmy, że jeżeli Robert Lewandowski będzie miał kogoś do grania – a dzisiaj ma w przodzie pomoc i odciążenie ze strony „Kamyka” właśnie, Nicoli Zalewskiego, Piotrka Zielińskiego czy Michała Skórasia będzie mógł sobie pozwalać na zdecydowanie więcej. Z takim nastawieniem do gry, jakie preferuje trener Urban, drużyna zupełnie inaczej funkcjonuje i dużo przyjemniej się ją ogląda. Natomiast trzeba pamiętać  i to będę cały czas powtarzał – że obrona musi grać na zero. Nie przystoi jej popełniać takich błędów jak te w meczu z Maltą. Natomiast mam nadzieję, że gdyby to był naprawdę ważny mecz, decydujący o naszym „być albo nie być”, wyglądałby z naszej strony inaczej.

Wlewa pan trochę nadziei w kibicowskie serca: że prawdziwa jest nasza reprezentacja, jaką widzieliśmy w meczu z Holandią, a nie ta oglądana na Malce...

- Kibic oczywiście pamięta głównie ostatni mecz, bo „jesteś tak dobry, jak twój ostatni występ” mówi stare porzekadło piłkarskie. Dlatego w przypadku wspomnianego Kiwiora pewnie będzie mu się pamiętać złe ustawienie w sytuacji, gdy nie sięgnął piłki, rywal przyjął ją na klatę i tylko dobrej interwencji Bartka Drągowskiego zawdzięczamy, że nieprzegrywaliśmy w tym momencie 2:3... Natomiast generalnie mamy powody do optymizmu. Takie mecze, w których ci nie idzie, też trzeba umieć wygrać – zresztą Janek powtarzał to wielokrotnie. Ja w każdym razie będę spokojnie czekać na losowanie baraży i same baraże. Choć oczywiście trzeba życzyć chłopakom, żeby – po pierwsze – do marca zdrowi byli, a po drugie – żeby do tego czasu grali regularnie w swoich klubach.

Powiedział pan o zlekceważeniu rywala, którego omal nie przypłaciliśmy kompromitującą stratą punktów. Od strony sportowej chwali pan jednak naszych za grę do przodu. A gdzie są – pana zdaniem – deficyty tego zespołu?

- Faktycznie w przodzie potencjał mamy spory. Ale ja zawsze martwić się będę o obronę. Stabilizacja gry obronnej jest podstawą do tego, żeby móc skupić się na rozwijaniu potencjału ofensywnego, szukaniu nowych wariantów rozgrywania akcji, kreowania ich z dużą dozą ryzyka. Trener Urban w swej filozofii prowadzenia drużyny nigdy ryzyka się nie bał; szukał zawsze rozwiązań nieoczywistych. Ale nikt tego ryzyka na murawie nie podejmie, jeśli gra obronna będzie słaba. Tomek Kędziora fajnie odnalazł się na boisku w zastępstwie Janka Bednarka. Natomiast zdecydowanie jako cała formacja, defensywa musi unikać błędów wynikających – jak w poniedziałek – z braku koncentracji, z rozkojarzenia.

Za kadencji Michała Probierza ogólnonarodowa dyskusja dotyczyła ustawienia defensywy: trójka stoperów i wahadła czy czwórka obrońców, z dwoma bocznymi. Przyszedł Jan Urban i dalej gramy na trzech środkowych defensorów...

- …choć Janek wiele razy powtarzał, że wolałby czwórkę. Szczerze mówiąc – ja też. Nie wiem, czy wszystko w obecnym ustawieniu wychodzi nam super. Ustawienie z dwoma klasycznymi bocznymi obrońcami jest chyba bliższe naszemu ulubionemu sposobowi gry, ale także... bezpieczniejsze. Teraz w grupie graliśmy z Litwą, z Maltą, z Finlandią – a więc z rywalami niekoniecznie z wysokiej półki, a i tak traciliśmy gole. Kiedy przyjdzie mierzyć się z drużynami na poziomie Holandii albo i wyższym, z gry trójką stoperów mogą rodzić się problemy. W takich spotkaniach siłą rzeczy naszą najgroźniejszą bronią może być kontra, wyprowadzana z dość głębokiej defensywy. A dla takiego grania korzystniejsza jest – moim zdaniem – czwórka obrońców.

Rozmawiamy o grze defensywnej Biało-czerwonych, więc nie mogę nie spytać, czy Bartosz Slisz to już dziś „szóstka” na miarę Grzegorza Krychowiaka czy Piotra Świerczewskiego z pańskich czasów?

- Charakter walczaka ma zbliżony do nich – to trzeba mu oddać. Ale żeby móc go porównywać do wymienionych przez pana piłkarzy, chyba musi upłynąć jeszcze trochę czasu. Niestety, „szóstka” to jest dziś nasz polski problem. Trzeba szukać kandydatów na tę pozycję. Jest oczywiście w zanadrzu Kuba Moder, ale musi uporać się z problemami zdrowotnymi. Inni? Hm... Fajną rzecz powiedział ostatnio trener Urban: że za szybko zawodnicy kreowani byli przez media na potencjalnych reprezentantów, za szybko i za łatwo otrzymywali powołania do drużyny narodowej. Tymczasem – widać to w grach ligowych – wielu z nich ma problem ze stabilizacją formy. Zbyt często przypomina ona u nich sinusoidę, ze szczytami, ale i z dołkami. To nie jest dobre.

A propos sinusoidy: co się – pana zdaniem – dzieje z Nicolą Zalewskim? W poniedziałek urwał się, owszem, raz czy dwa obrońcom maltańskim, ale kibice raczej zapamiętają jego błędy, straty, złe ustawienie. Jakby myślami był zupełnie gdzie indziej...

- Też na to zwróciłem uwagę. Wydawało się, że transfer, zmiana barw, będzie dla niego dodatkowym bodźcem, impulsem. Tymczasem słabiej gra ostatnio cała Atalanta i Zalewski w jej szeregach też. Myślę, że trener Jan Urban – bo jest w tym naprawdę dobry – powinien z nim porozmawiać w cztery oczy. Wiemy, co naprawdę potrafi Nicola, jak wielki ma potencjał. Musi go jednak odpowiednio sprzedawać na boisku. Reprezentacja musi mieć z niego większy pożytek, niż miała w meczu na Malcie.

Rozmawiał Dariusz Leśnikowski

Fot. Norbert Barczyk / Press Focus


Tomasz Kłos (ur. 7 marca 1973) środkowy i boczny obrońca, 69-krotny reprezentant Polski, uczestnik finałów MŚ w 2002 roku w Korei Płd., członek Klubu Wybitnego Reprezentanta. Trzykrotny mistrz kraju w barwach ŁKS-u i krakowskiej Wisły; za granicą zawodnik AJ Auxerre, 1. FC Kaiserslautern i 1. FC Koeln

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się