Uratowali honor!

Karnym w końcówce Madziarzy uratowali swój tegoroczny bilans spotkań z Niemcami.

Felix Nmecha strzelił swojego pierwszego gola w reprezentacji Niemiec. Fot. PAP/EPA

Do meczu o nic znacznie poważniej podeszli Węgrzy, którzy w Budapeszcie wystawili niemalże swój najlepszy garnitur. Najwyraźniej w końcu chcieli pokonać Niemców, z którymi przegrali i na Euro (0:2), i w poprzednim spotkaniu Ligi Narodów (0:5). Szanse mieli o tyle duże, że przyjezdni... wystawili skład rezerwowy. Poza Joshuą Kimmichem i Robertem Andrichem pozostali grają w kadrze rzadziej albo prawie wcale. No, może jeszcze bramkarz Alexander Nuebel był z tych podstawowych, bo po rezygnacji Manuela Neuera i przy kontuzji Marca-Andre ter Stegena... nie do końca wiadomo, kto jest „jedynką” między słupkami.

Wiało nudą

Węgry jednak nie potrafiły przewyższyć Niemiec B. W meczu brakowało tempa i konkretów, atmosfera na boisku była mocno sparingowa. Oczywiście, przewagę w posiadaniu piłki i wymienionych podaniach miał „Die Mannschaft”, ale nic z tego nie wynikało. Jedyne celne uderzenia w pierwszej połowie oddali gospodarze – najpierw Andras Schaefer, a potem Zsolt Nagy, lecz Nuebel nie musiał się pocić. Niemcy pierwszy raz sprawdzili Denesa Dibusza w 50 minucie (za sprawą Robina Gosensa), a prawdziwy sygnał ostrzegawczy wysłali po godzinie, rozgrywając składną, kombinacyjną akcję, którą sfinalizował Julian Brandt – był jednak na spalonym.

Selekcjoner Julian Nagelsmann najwyraźniej był znudzony postawą swoich rezerwowych, dlatego postanowił ożywić ofensywę, krótko po nieuznanej bramce wprowadzając absolutnie podstawowe trio – Jamala Musialę, Floriana Wirtza i Kaia Havertza. Owoce mogło to dać już po kilkudziesięciu sekundach, gdy ten ostatni trafił wolejem w słupek. Ten drugi zaś wykazał się głupotą w 72 minucie, łapiąc zupełnie zbędną żółtą kartkę. Wirtz chyba zapomniał, ile wcześniej nazbierał kartoników, bo to „żółtko” wykluczyło go z pierwszego ćwierćfinału turnieju finałowego Ligi Narodów.

Sekundy przed końcem

Oczywiście to wszystko nie znaczyło, że Madziarzy pozostawali bezradni. Chętnie próbowali kąsać rywali kontrami, z czego najniebezpieczniejsza była ta z 67 minucie, lecz Barnabasa Vargę zatrzymał Nuebel. Węgrzy nieco się rozochocili, zagrozili stałymi fragmentami... i wtedy strzelili gola Niemcy. W 76 minucie Wirtz znakomicie dokręcił piłkę z rzutu rożnego, głową uderzył Nico Schlotterbeck, a do siatki futbolówkę dobił Felix Nmecha. Pomocnik Borussii Dortmund w trzecim meczu dla reprezentacji zdobył swoją debiutancką bramkę, choć do tej pory był jednym ze słabszych piłkarzy na murawie.

Z Węgrów uszło sporo powietrza i wszystko wskazywało na to, że wynik nie ulegnie zmianie. W ostatnich sekundach Madziarzy przeprowadzili jednak akcję, w której oddali mnóstwo uderzeń, a to autorstwa Mihaly'ego Katy trafiło w rękę Robina Kocha. Sędziowie trochę się zastanawiali, ale w końcu podyktowali karnego, którego podcinką wykorzystał Dominik Szoboszlai. Węgry nie zaliczyły więc „hat tricka” z Niemcami i w lepszych humorach będą szykowały się do baraży o utrzymanie w Dywizji A. „Die Mannschaft” zaś głośno celuje w zwycięstwo Ligi Narodów! Jeśli Niemcy przejdą ćwierćfinał, będą chciały zorganizować u siebie finały.

Piotr Tubacki

◾  Węgry – Niemcy 1:1 (0:0)

0:1 – Nmecha (76), 1:1 - Szoboszlai (90+8, karny)

WĘGRY: Dibusz – Fiola, Orban, Dardai – Nego (65. Gera), Nikitscher (65. Kata), Schaefer, Z. Nagy (82. Schoen) – Sallai (82. Csoboth), Varga (89. Gruber), Szoboszlai. Trener Marco ROSSI.

NIEMCY: Nuebel – Kimmich (46. Gosens), Koch, Schlotterbeck, Henrichs – Andrich, Nmecha – Sane (80. Kleindienst), Brandt (62. Havertz), Fuehrich (61. Musiala) – Gnabry (61. Wirtz). Trener Julian NAGELSMANN.

Sędziował Duje Strukan (Chorwacja). Żółte kartki: Gera, Schaefer – Schlotterbeck, Wirtz, Andrich.