Upragnione przełamanie

W Warszawie kibicom spadł kamień z serca. Legia przerwała fatalną passę 12 ligowych spotkań bez zwycięstwa.

Bramkarz Otto Hindrich cieszył się z pierwszego występu i w końcu wygranego meczu. Fot. Weronika Morciszek/PressFocus

WYDARZENIE KOLEJKI

Na twarzy trenera Marka Papszuna w końcu pojawił się uśmiech. Szkoleniowiec podczas zimowej przerwy w rozgrywkach zamienił Częstochowę na Warszawę, ale zapewne nie spodziewał się, że na efekty jego pracy trzeba będzie poczekać tak długo. Być może gdyby impas trwał dalej, to 51-latek przeszedłby się na Jasną Górę, żeby w końcu te zwycięstwa przyszły. – Jestem szczęśliwy, że przełamaliśmy fatalną passę i wygraliśmy. Gratulacje dla piłkarzy, sztabu, całej społeczności, kibiców, którzy w nas wierzą i dopingowali przez cały mecz. To na pewno mocno nam pomogło – mówił po wygranym 2:1 meczu z Wisłą Płock.

Jedną z bramek zdobył debiutujący w drużynie Rafał Adamski. Dla Marka Papszuna to także był szczególny moment. Pierwsze zwycięstwo jako trenera Legii, której jest jednocześnie kibicem. – Cieszę się, że widzę wokół ludzi uśmiechniętych – nie tylko piłkarzy, sztab, ale też wielu pracowników, którzy przeżywają mecze – dodał szkoleniowiec.

Radości nie było końca także w szatni. Szkoleniowiec przemówił i zainicjował świętowanie, którego po meczach ekstraklasy nie było od… 28 września, czyli przez 145 dni, kiedy Warszawianie pokonali Pogoń 1:0 na własnym stadionie. Radość na Łazienkowskiej była tak duża, jakby zapewniono sobie już mistrzostwo, a to tylko - albo i aż - wygrane spotkanie z Wisłą...

Niewątpliwie w Warszawie kamień spadł z serca. Przez wspomniane 145 dni piłkarze wielokrotnie się kompromitowali i ustanowili nowy rekord klubu! Na nieszczęście dla nich, był to rekord… niechlubny. 12 spotkań z rzędu bez zwycięstwa w lidze. Wcześniej ta liczba wynosiła 11 i została ustanowiona w 1966 roku!

Chociaż upragnione przełamanie przyszło, to pozycja Legii zmieniła się jedynie na moment. Bezpieczna strefa była tylko do niedzielnego popołudnia. Wtedy Arka pokonała u siebie GieKSę, a stołeczna ekipa wróciła do strefy spadkowej. Na szczęście dla Wojskowych różnice punktowe pomiędzy zespołami są znikome. Do Żółto-niebieskich, którzy są aktualnie bezpieczni, tracą jedynie punkt. Jednocześnie mają tylko trzy oczka więcej od ostatniego w stawce Bruk-Betu Termaliki. Wszystko zatem jest możliwe.

Trener Marek Papszun wierzy, że wygrana nad Wisłą będzie jedynie „trampoliną” do kolejnych zwycięstw. Jednocześnie przestrzega swoich zawodników. – Musimy dalej naprawdę ciężko pracować, bo przed nami jeszcze dużo pracy. Z meczów, które nas czekają, każdy będzie ultrawymagający. Liga jest wyrównana, widzimy wyniki – podsumował szkoleniowiec.

A zadanie w następny weekend wcale nie będzie łatwe. Legioniści zmierzą się Jagiellonią, z którą w lidze nie wygrali od maja 2023 roku. Wtedy to drużyna z Białegostoku walczyła o utrzymanie i ta misja pod wodzą Adriana Siemieńca się udała. Następny sezon? Mistrzostwo w wykonaniu Jagi. Kilka miesięcy w futbolu to wieczność, a co dopiero ponad 2,5 roku, ale historia lubi się powtarzać. A przed Legią najważniejsze kilka miesięcy…

Miłosz Cebo

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się