Upał ratuje obolałego mistrza
Broniącego tytułu Włocha ocaliła w 3. rundzie regulaminowa przerwa w meczu. Novak Djoković znów przesadził, ale zamiast dyskwalifikacji… znalazł się bez gry w ćwierćfinale.
Broniący tytułu w Melbourne Jannik Sinner nie po raz pierwszy przeżywa problemy natury fizycznej… Fot. PAP/EPA
AUSTRALIAN OPEN
W cieniu turnieju kobiet, który z racji Igi Świątek oczywiście interesuje nas bardziej, wiele ciekawych rzeczy dzieje się w turnieju singlistów. W niedzielę do ćwierćfinałów pewnie awansowali lider rankingu Carlos Alcaraz, a także Niemiec Alexander Zverev (3. ATP), faworyt gospodarzy Alex de Minaur (6.) i „świeżak” w tym towarzystwie, Learner Tjen. Dopiero 29. w rankingu 20-letni Amerykanin w szokujące godzinę i 40 minut oraz w trzech setach rozprawił się z Daniiłem Miedwiediewem.
Alcaraz ma na koncie sześć wielkoszlemowych tytułów - po dwa w Wimbledonie, French Open i US Open. Na kortach Melbourne Park nigdy jednak nie przebrnął ćwierćfinału. Tak jak Idze Świątek, brakuje mu triumfu w Australii do „Karierowego Szlema”.
Rekordy i niesmak
W ćwierćfinale jest też Novak Djoković, choć niewiele brakowało, a nie dokończyłby meczu 3. rundy z Botikiem van de Zandschulpem. W drugim secie po autowym zagraniu Holendra nonszalancko mocno odbił piłkę, która poleciała w niebezpiecznie bliskiej odległości od głowy dziecka od podawania piłek. Serb mógł mieć w związku z tym poważne kłopoty, choć przesądzanie o dyskwalifikacji wydaje się w tej akurat sytuacji - podczas akcji - pochopne. Ale to nie pierwszy w karierze tego rodzaju wybryk najbardziej utytułowanego tenisisty w historii. W 2020 roku „Djoko” został wykluczony z US Open w trakcie meczu 4. rundy, gdy zirytowany po nieudanym zagraniu trafił piłką sędzię liniową w krtań.
- To nie było konieczne i wydarzyło się w ferworze chwili. Tak, miałem szczęście i przepraszam za spowodowanie jakiegokolwiek niepokoju u dziewczynki od piłek lub kogokolwiek innego - kajał się Djoković na konferencji prasowej, ale niesmak pozostał. Tym bardziej, że dotyczy żywej legendy tenisa.
Wygrana z van de Zandschulpem była 102. zwycięstwem „Nole” w Australian Open, czym wyrównał rekord Szwajcara Rogera Federera. Serb stał się też pierwszym zawodnikiem w historii ery Open (od 1968 roku), który wygrał 400 wielkoszlemowych meczów w singlu; najlepszy był już dawno, bo drugi Federer zgromadził ich 369.
Uniknął zmory z Miami
W Melbourne 38-letni Djoković nie stracił jeszcze seta, choć w potyczce z Holendrem zmagał się z odciskami na stopach, z powodu których prosił o przerwę medyczną. W trzecim secie zanotował też groźny upadek.
- Czuję się naprawdę dobrze. Sytuacja może się jednak zmienić i nie wybiegam myślami w przyszłość, bo wyciągnąłem wnioski z zeszłego roku. Za wcześnie się podniecałem w niektórych turniejach Wielkiego Szlema, grałem dobrze, doszedłem do ćwierćfinału i półfinału, a potem doznawałem kontuzji - przypomniał 24-krotny zwycięzca wielkoszlemowy. Gdyby udało mu się zdobyć 25. tytuł wielkoszlemowy, w tym 11. w Melbourne, poprawiłby własne rekordy.
Na razie Djoković może odpocząć, bo walkowerem awansował do ćwierćfinału i uniknął starcia z Jakubem Mensikiem, który sensacyjnie pokonał go w maju ub. roku w finale ATP Masters 1000 w Miami. Czech w sobotę wycofał się z turnieju w Melbourne z powodu urazu mięśni brzucha; Mensik wcześniej wyeliminował pogromcę Huberta Hurkacza, Amerykanina Ethana Quinna, ale nie był w stanie kontynuować rywalizacji.
Jak artretyczny bocian
W ćwierćfinale Djoković czeka na zwycięzcę pojedynku Amerykanina Taylora Fritza (nr 9.) z Włochem Lorenzo Musettim (nr 5.). W ewentualnym półfinale możezmierzyć się z obrońcą tytułu, Jannikiem Sinnerem.
O 14 lat młodszy od Serba Włoch przeżywał swoje dramaty. W sobotę pokonał Amerykanina Eliota Spizzirriego, dopiero 85. w rankingu, ale przetrwał cudem. Po tym, jak tenisiści podzielili się wygranymi w dwóch pierwszych setach, Sinner serwował przy stanie 1:2, gdy jego kończyny zaczęły wiotczeć. Najpierw złapał go skurcz w prawej dłoni, potem w lewym ramieniu. Jego ruchy stawały się coraz bardziej ociężałe i wymęczone. - Sinner poruszał się jak artretyczny bocian - napisała Eleanor Crooks z Press Association.
- Nie wiem, co mam robić - wyraźnie roztrzęsiony Włoch dwa razy podchodził do swoich trenerów, aż sędzia Fergus Murphy ukarał go za przekroczenie czasu na wykonanie serwisu. - Musimy po prostu dotrwać do końca trzeciego seta, kolego. Nawet jeśli będziesz tylko chodził, nie przejmuj się. Zrobimy przerwę - uspokajał podopiecznego trener Darren Cahill.
Gdy zaprawiony w upałach na Florydzie, gdzie trenuje, Spizziri przełamał Sinnera - objął prowadzenie 3:1, i gdy wyglądało na to, że czas mistrza w tym turnieju dobiega końca, z pomocą Włochowi przyszły przepisy: wskaźnik upału osiągnął poziom 5,0 (patrz ramka), wymagany do zawieszenia wszystkich meczów na otwartych kortach.
- Otrzymałem wiadomość z biura turnieju: teraz, z powodu upału, przerywamy grę. To nie ma związku z niczym innym; wyłącznie z temperaturą - poinformował Murphy tenisistów. „Sinner z wyraźną ulgą jak najszybciej opuścił kort, niemal wbiegając do klimatyzowanego wnętrza, gdy zamykano dach. Spizzirri usiadł na swoim krześle, uśmiechając się i kręcąc głową” - relacjonował amerykański dziennikarz Ben Rothenberg.
Dopisało szczęście
Po wznowieniu gry Sinner szybko odrobił stratę i przejął inicjatywę. Po trzech godzinach i 45 minutach zameldował się w 1/8 finału, ale wątpliwości, czy przysługiwała mu przerwa akurat w tym momencie meczu, pozostały.
- Dopisało mi szczęście, dzięki przepisom dotyczącym upału. Skorzystałem na przerwie, kiedy zasuwano dach. Taki jest ten sport i wiem, że aspekt fizyczny muszę poprawiać. Nie bez powodu chodzę codziennie na siłownię, próbuję być coraz lepszy - podkreślił Sinner.
To nie pierwszy raz w ostatnim czasie gdy były numer 1 łapią skurcze w nogach - w październiku z tego powodu poddał mecz w Szanghaju z Holendrem Tallonem Griekspoorem. A rok temu przetrwał problemy fizyczne na rozgrzanej patelni Rod Laver Arena w 1/8 finału z Duńczykiem Holgerem Rune, kiedy podczas przerwy jego ciało opanowały drgawki. Sinner wygrał potem cały turniej.
Tomasz Mucha
Będzie rekord temperatury?
W AO zasady funkcjonowania turnieju w przypadku upału wprowadzono w 1998 roku. Później je udoskonalano, a obecnie różnego rodzaju reguły mają zastosowanie w oparciu o wskazania pięciostopniowej skali (heat stress scale), którą można porównać do stopni zagrożenia pożarowego. Skala nie jest wprost skorelowana ze wskazaniami termometrów. Specjalny algorytm uwzględnia także m.in. wilgotność powietrza i prędkość wiatru.
W sobotę około godziny 13.30 czasu miejscowego po raz pierwszy w obecnej edycji wskazania pokazały „4”. Od tego momentu zawodnikom przysługiwała dodatkowa, 10-minutowa przerwa na schłodzenie - singlistom po trzecim rozegranym secie, a singlistkom po drugim. Nieco ponad godzinę później, gdy na skali pojawiło się „5”, mecze na odkrytych kortach zostały przerwane, a na największych arenach rozsunięto dachy.
W ostatnich latach zdecydowanie najgoręcej było w 2014 roku, gdy przez połowę dni notowano co najmniej 40 stopni. W obecnej edycji bardzo ciepło było już w niedzielę, pierwszego dnia turnieju. Wtedy blisko zasłabnięcia była jedna z dziewczynek do podawania piłek, a pomóc zejść jej z kortu pomogła turecka tenisistka Zeynep Sonmez. W niedzielę i poniedziałek upał nieco zelżał, ale we wtorek ma wrócić ze zdwojoną siłą. Wówczas ma być jeszcze goręcej niż w sobotę i spodziewane jest nawet ustanowienie nowego rekordu ciepła w Australii. Obecny, 50,7 stopni, zanotowano dwukrotnie - w 1960 i 2022 roku.
