Unia bliżej finału
GKS Katowice, zwycięzca sezonu zasadniczego, tym razem w Satelicie był bezradny.
Reece Scarlett (z prawej) zdobył wyrównanie i potem goście opanowali wydarzenia na tafli. Fot. PressFocus
TAURON HOKEJ LIGA
Jeżeli chcemy grać w finale, musimy ten mecz wygrać i mam pomysł jak to zrobić – mocno zaakcentował trener Unii Robert Kalaber. Te słowa spełniły się co do joty, bowiem jego zespół był lepszy, lepiej zorganizowany i przede wszystkim skuteczniejszy. Może już jutro zakończy się rywalizacja między tymi zespołami.
Rywalizacja w play offie powoli daje się we znaki i składy zostały nieco uszczuplone. GKS wystąpił bez dwóch istotnych napastników: Jeana Dupuy i Juho Koivusaariego i poszczególne formacje zostały poprzestawiane. W 4. ataku wystąpiła młodzież: bliźniacy Jonasz i Jakub Hofmanowie oraz Maksymilian Dawid, natomiast w Unii urazu pleców doznał kapitan Radosław Galant i jego miejsce na środku ataku zajął doświadczony Łukasz Krzemień.
Oba zespoły nie zamierzały kalkulować i od początku narzuciły szybkie tempo, a akcje zmieniały się jak w kalejdoskopie. Jednak w 3 min powody do zadowolenia mieli gospodarze. Po strzale Iana McNulty'ego oświęcimski bramkarz odbił krążek przed siebie. Powstało spore zamieszanie, a najsprytniejszy okazał się Sam Coatta, który umieścił krążek w siatce. Inicjatywa należała do Katowiczan, ale kolejnych goli nie oglądaliśmy. W 17 min Jacob Lundegard był tuż przed bramką, ale nie zdołał pokonać Linusa Lundina. Potem jeszcze Mateusz Michalski (19 min) strącił krążek, który minął słupek. Unia sporo strzelała, ale krążek był umiejętnie blokowany lub stawał się łupem Jespera Eliassona.
Druga odsłona była w podobnym stylu, ale tym razem goście okazali się skuteczniejsi i mieli więcej szczęścia. Szybko doprowadzili do wyrównania, gdy w zamieszaniu podbramkowym Nick Moutrey oraz Joe Morrow próbowali umieścić krążek w siatce. W końcu „guma” trafiła do Reece'a Scarletta, który z dalszej odległości zdobył gola. Inicjatywa należała do gości, którzy za sprawą Morrowa i Romana Raca (30 min) oraz Krzemienia (34) mogli zmienić wynik, ale Unia prowadzenie zdobyła w niecodziennych okolicznościach. W 35 min Mika Partanen uderzał z prawego koła bulikowego, krążek odbił się od Zacha Hoffmana oraz od trzonka kija Eliassona i wpadł do bramki. Tym razem szczęście było po stronie przyjezdnych, niemniej Unia była zespołem lepszym i nadawała ton w tej odsłonie.
Wydawało się, że gospodarze w ostatniej tercji rzucą się na rywali, a tymczasem podopieczni trenera Kalabera wykazali się dojrzałością. Grali odpowiedzialnie, umiejętnie wybijali gospodarzy z rytmu. Czas płynął, a Katowiczanie nie byli w stanie wiele zdziałać. Gospodarze grali też w przewadze, ale wykazali się wyjątkową anemią, a goście za sprawą Daniela Olssona Trkulji zdobyli kolejnego gola. Trener Jacek Płachta wziął czas i na 2:31 min przed syreną bramkarz opuścił taflę. Gospodarze starali się zniwelować stratę, jednak na niespełna sekundę przed końcem Erik Ahopelto posłał krążek do pustej bramki.
Unia w pełni zasłużenie wygrała, zaś hokeiści GKS-u sprawiali wrażenie słabszych fizycznie. Kolejny mecz już jutro o 20.15 - transmisja w TVP Sport.
◼ GKS Katowice - Unia Oświęcim 1:4 (1:0, 0:2, 0:2)
Stan rywalizacji 2-3
1:0 – Coatta – Huhdanpää – McNulty (2:05), 1:1 – Scarlett - Morrow – Moutrey (23:01), 1:2 – Partanen (34:58), 1:3 – Olsson Trkulja - Moutrey – Peresunko (57:11), 1:4 – Ahopelto (59:59, do pustej).
Sędziowali: Wojciech Czech i Krzysztof Kozłowski – Łukasz Sośnierz i Michał Żak. Widzów 1300.
GKS: Eliasson; Lundegard – Runesson, Verveda – Varttinen, Hoffman – Chodor, Maciaś; Michalski – Pasiut – Fraszko, Wronka – Anderson – Bepierszcz, Huhdanpää – McNulty – Coatta, Jonasz Hofman – Dawid – Jakub Hofman. Trener Jacek PŁACHTA.
UNIA: Lundin; Makelä - Söderberg, Scarlett – Morrow, Matthews – Kubeš, Mościcki; Peresunko – Olsson Trkulja – Partanen (2), Ahopelto – Heikkinen – Moutrey, Petraš – D. Tyczyński (2) – Rac, Kusak – Krzemień – Prusak, Prokopiak. Trener Robert KALABER.
Kary: GKS – 0 min, Unia – 4 min.
