Udowodnić coś kibicom
Rozmowa z Michałem Olejniczakiem, reprezentacyjnym rozgrywającym Industrii Kielce
Bardzo liczymy na soczyste rzuty zdrowego „Oleja”. Fot. Tomasz Fąfara / Press Focus
Ostatnio w mistrzowskich turniejach niespecjalnie wam szło, więc tym razem oczekiwania są stonowane?
- Na mistrzostwach podstawowym celem jest wyście z grupy. Na Euro jest jednak trudniej niż na mistrzostwach świata, bo przechodzą dwa, a nie trzy zespoły. Co będzie dalej w rundzie głównej, w gronie silniejszych drużyn, zobaczymy ewentualnie później. Na razie koncentrujemy się na tym, co tu i teraz, czyli na trzech meczach grupowych. W każdym z nich zamierzamy zaprezentować się z jak najlepszej strony.
Pojawiły się głosy, że możemy być „czarnym koniem”...
- Chcielibyśmy udowodnić naszych kibicom, że polska piłka ręczna wygląda trochę lepiej niż niektórzy myślą.
Inni natomiast twierdzą, że trafiliśmy do bardzo mocnej grupy...
- Węgrzy na pewno mają wysoko postawione cele. Będą dążyli, aby awansować z kompletem punktów. Islandczycy również są bardzo mocni. Wierzę jednak, że jako drużyna możemy napsuć faworytom sporo krwi. Uczulam też, aby nie lekceważyć teoretycznie najsłabszych w tym gronie Włochów. Zmierzyliśmy się z nimi w eliminacjach Euro 2024, wygrywając w Katowicach 30:23 i w Vigevano 31:29, ale te wyniki są trochę zakłamane, ponieważ wielu zawodników zmieniło przynależność klubową i obecnie grają w Niemczech. Na pewno zagrożenie ze strony ich rozgrywających będzie bardzo duże. Po analizie wideo wiemy, że preferują bardzo ofensywną obronę trzy-trzy i na to szczególnie musimy się przygotować.
Jest pan jednym z filarów drużyny narodowej, na którego bardzo liczymy. W ostatnich sprawdzianach z Serbią był pan wykorzystywany zarówno w ataku, jak i obronie...
- Cieszę się, że trener Jota Gonzalez mi ufa. Zawsze jestem do dyspozycji selekcjonera i zawsze daję z siebie 100 procent. Ciężka praca nigdy nie była mi straszna, a zadanie, które mi powierzy trener, wykonam na „maksa”. Jeśli będę miał grać tylko w obronie, tobędą grał w obronie, a jeśli będę miał się koncentrować jedynie do ataku, też to bez problemu zaakceptuję.
Ze względu kontuzje przywodziciela, a potem uda, nie jest to dla pana łatwy sezon. Po zdrowotnych kłopotach nie ma już śladu?
- Na szczęście nie były to zbyt poważne dolegliwości, które wymusiłyby przerwę dłuższą niż kilka tygodni, jednak początek sezonu wiązał się z małym przestojem. Kiedy przebywałem w domu albo chodziłem na rehabilitację, to brakowało mi grania i z bólem serca patrzyłem, jak moi koledzy walczą, a ja nie jestem w stanie im pomóc. Na trzy tygodnie przed zgrupowaniem we Władysławowie-Cetniewie dostałem pozwolenie tylko na trening motoryczny. Zielone światło na zajęcia z zespołem zapaliło się dopiero 2 stycznia. Miałem bardzo duży głód gry i w sparingach z Serbami czułem radość, że mogę wybiec na parkiet, zdobywać bramki i pomagać drużynie. Obecnie czuję się dobrze, wróciłem do pełni zdrowia.
W pierwszej fazie grać będziemy w Kristianstad, a hala w tym szwedzkim mieście jest mniejsza od pozostałych aren zawodów w Malmoe, Oslo czy Herning.
- To może być plus, bo w początkowej fazie mistrzostw mniejsze obiekty bywają bardziej zapełnione. Atmosfera w nich jest gorętsza i lepiej ją czuć niż w typowych halach widowiskowo-sportowych, gdzie odbywają się też koncerty. Mieliśmy już możliwość grać w Kristianstad, gdzie w towarzyskim meczu podjęli nas Szwedzi (6 listopada 2021 roku, 32:28 dla gospodarzy - przyp. red.). Mam dobre wspomnienia („Olej” w tym spotkaniu zdobył cztery bramki - przyp. red.) i liczę, że teraz ta arena przyniesie nam trochę szczęścia.
Pański kandydat do złota?
- Widzę tylko jednego, a są to aktualni mistrzowie świata i olimpijscy. Duńczycy w ostatnich latach pokazują nieprawdopodobną jakość. Mają fantastycznie wyszkolonych zawodników, do tego dochodzi niesamowity Mathias Gidsel. Moim zdaniem ta drużyna jest poza zasięgiem innych zespołów.
Zbigniew Cieńciała
