Uczeń pokonał mistrza
Prestiżowe starcie trenerów Kinga i Zastalu tym razem dla Macieja Majcherka.
Kibice GTK tym razem nie mieli powodów do zadowolenia. Fot. PAP/Art Service
◼ W Zielonej Górze doszło do trzeciego w tym sezonie starcia między trenerami Arkadiuszem Miłoszewskim (Zastal) i Maciejem Majcherkiem (King). Ten pierwszy jeszcze w ubiegłym sezonie był głównym szkoleniowcem zespołu ze Szczecina, a Majcherek był jego asystentem. Teraz uczeń pokonał mistrza, w dodatku King punkty wyrwał na wyjeździe. - Przeczuwałem, że taki to będzie mecz, bo motywacji w Kingu nie brakowało. Rywale od początku narzucili dużą intensywność i bardzo groźnie wyglądali w ataku szybkim. Choć w drugiej połowie udało nam się poprawić naszą grę, bezlitośnie obnażali każdy nasz błąd. Sami utrudnialiśmy sobie zadanie głupimi faulami, co tylko dodatkowo ich napędzało - tłumaczył Miłoszewski.
W nerwowej końcówce czwartej kwarty, mimo „trójki” Noaha Freidela na remis i wolnego Mateusza Kostrzewskiego, dającego prowadzenie Kingowi, o wyniku przesądziły „pudła” Patricka Cartiera. Zawodnik nie trafił dwóch rzutów wolnych, co przypieczętowało zwycięstwo Szczecinian 75:74.
- Mimo kłopotów, pokazaliśmy charakter. Musieliśmy się dopasować, więc graliśmy prostymi środkami. Trochę szczęścia też było, szczególnie w końcówce. Świetna atmosfera, świetny doping naszych kibiców. Cały czas czuliśmy ich wsparcie. Co było ważne? Konsekwencja w grze z naszej strony - komentował Majcherek.
◼ Blisko sprawienia sensacji byli gracze GTK, którzy po pierwszej kwarcie meczu z Treflem Sopot prowadzili aż 15 punktami. Potem górę wzięło doświadczenie rywali (niedawno sięgnęli po Puchar Polski), którzy najpierw odrobili straty, a potem zbudowali przewagę. - Dobrze zaczęliśmy, tak jak chcieliśmy, byliśmy skupieni, graliśmy twardo. Problem w tym, że w pewnym momencie przestaliśmy to robić. W drugiej połowie już bardzo źle to wyglądało. Szkoda, bo mecz był do wygrania - mówił Kuba Piśla, rozgrywający GTK.
- W szatni po meczu zakazałem chłopakom zwieszania głów, ponieważ grali jak równy z równym przeciwko bardzo silnemu rywalowi - dodał trener Nebojsa Vidić. Serb dodał na koniec, że sam talent bez ciężkiej pracy na treningach nie przyniesie oczekiwanych rezultatów.
Sopocian do sukcesu poprowadził duet Kasper Suurorg (23 pkt) i Dylan Addae-Wusu (21 pkt) - obaj zakończyli mecz z rekordową dla siebie zdobyczą w ekstraklasie.
◼ We Wrocławiu bez kompleksów z kandydatami na mistrzostwo grał MKS. Dąbrowianom niewiele brakło, by wywieźć komplet punktów. - Statystycznie ten mecz był w naszym wykonaniu całkiem niezły. Szkoda strat i kilku złych decyzji w końcówce, bo wtedy była szansa przechylić wynik na naszą korzyść - mówił kapitan MKS-u, Marcin Piechowicz. - Pokazaliśmy niezłą koszykówkę, a teraz skupiamy się na nadchodzących meczach - dodał. MKS wciąż walczy o miejsce w play offie.
Trener Artur Gronek jako główny problem wskazał na zbyt dużą liczbę strat (19 w całym meczu), zaznaczył, że w ostatnich dwóch minutach przy dwóch punktach straty zabrakło efektywności w ataku i lepszej obrony na Stefanie Djordjeviciu.
Ainars Bagatskis stwierdził, że najważniejsze jest zwycięstwo. Trener Śląska zauważył, że przerwa na kadrę utrudniła systematyczny trening, ale docenił walkę i ofensywną moc zespołu (90+ punktów). Do poprawy pozostaje jednak defensywna stabilność oraz zbiórka. Szkoleniowiec nie krył zdziwienia, że mimo przewagi wzrostu, piłkę z tablic częściej zbierali rywale.
(pp)
