Tylko remis

Mistrzowie Polski nie zdołali pokonać Mainz, które przez ponad 20 minut grało w osłabieniu.

Gol Ishaka był jedyną osłodą dla kibiców Lecha. Fot. Paweł Jaskółka/PressFocus

Nie spełniła się przepowiednia Tymoteusza Puchacza. 15-krotny reprezentant Polski ponad pięć lat temu, kiedy był zawodnikiem Lecha, zasłynął ze słów: „Takie Mainz mogłoby przyjechać do Poznania i dostać w trąbę”. W trąbę jednak nie dostało…

Nie ustrzegli się błędu

Lechici znani są w tym sezonie z tego, że popełniają dużo błędów w defensywie. Przez pewien czas wydawało się, że znowu przytrafiło im się takie spotkanie. Sota Kawasaki dwie minut po wejściu na boisko nagle „wyrósł” w polu karnym mistrzów Polski i wpakował piłkę do bramki. Bartosz Mrozek do spółki z Luisem Palmą byli zaskoczeni, ale sam strzelec gola też był delikatnie zdziwiony, że się udało, bo futbolówka dość szczęśliwie się od niego odbiła. Nie ma wątpliwości, że lepiej powinien zachować się polski bramkarz, bo do lecącej futbolówki wychodził zbyt niemrawo. 

Kilka minut później było już 0:2! Tutaj Lechowi pomógł jednak sędzia, który po analizie VAR odgwizdał spalonego jednego z piłkarzy Mainz. Spory kamień z serca spadł kibicom na stadionie w Poznaniu.

Panenka Szweda

Zimny prysznic przydał się gospodarzom, którzy zaczęli… lepiej grać. Ponownie w centrum uwagi był arbiter, który odgwizdał rzut karny po faulu na Luisie Palmie. Goście protestowali, twierdząc że 25-latek wcześniej zagrał piłkę ręką. Rzeczywiście tak było, ale sędziowie musieli uznać, że było to naturalne ułożenie. Mikael Ishak pokazał stalowe nerwy, zabawił się i podcinką pokonał Daniela Batza z 11 metrów.

Grali w przewadze

Druga połowa przez długi czas była pod kontrolą gości. Sytuacja zmieniła się w 66 minucie, kiedy Nikolas Veratschnig dostał drugą żółtą kartkę. Wahadłowy Mainz pociągnął za koszulkę zawodnika Lecha, który wychodził do kontry. Cztery minuty po tej sytuacji mistrzowie Polski mogli wyjść na prowadzenie, ale strzał Pablo Rodrigueza został obroniony przez bramkarza. Sytuacje zaczęły się mnożyć, ale brakowało skuteczności. Z półobrotu uderzał Ishak, ale górą był bramkarz gości. Świetną okazję miał Leo Bengtsson, ale źle uderzył głową i nie trafił nawet w światło bramki. Mecz zatem skończył się tylko remisem.

Znowu bez wygranej

Lech Poznań równo 40 lat czekał na kolejną konfrontację z niemieckim zespołem. Wcześniej Kolejorz mierzył się z MSV Duisburg (1978) oraz Borussią Moenchengladbach (1985). W tamtych rywalizacjach, podobnie jak w czwartek, padały remisy.

Miłosz Cebo

◼ Lech Poznań – 1.FSV Mainz 1:1 (1:1)

0:1 – Kawasaki, 28 min, 1:1 – Ishak, 41 min (karny)

LECH: Mrozek – Pereira, Mońka, Skrzypczak, Gurgul (86. Moutinho) – Jagiełło (46. Ouma), Kozubal (81. Agnero) – Gholizadeh (67. Ismaheel), Rodriguez, Palma (67. Bengtsson) – Ishak. Trener Niels FREDERIKSEN.

MAINZ: Batz – da Costa, Hanche-Olsen, Kohr – Widmer (26. Kawasaki, 85. Maloney), Lee (72. Boving), Sano, Veratsching – Nebel, Weiper (72. Nordin), Hollerbach (85. Moreno Fell). Trener Urs FISCHER.

Sędziował Andrei Chivulete (Rumunia). Widzów 29 548. Żółte kartki: Kozubal, Gurgul – Veratsching, Kawasaki, Batz. Czerwona kartka: Veratsching (67. druga żółta).

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się