Tunezyjskie eksperymenty
Orły Kartaginy miały być pierwszym rywalem Biało-czerwonych na amerykańskim mundialu. 15 czerwca zagrają z nimi Szwedzi.
Hannibal Mejbri (nr 10) jest motorem napędowym tunezyjskiej reprezentacji. Fot. Andrew Surma
Za Orłami Kartaginy dwa nieudane turnieje. W grudniu w FIFA Arab Cup w Katarze nie wyszli z grupy, przegrywając na początek z Syrią, a potem remisując z Palestyną. Wygrana na koniec z gospodarzami niewiele dała. Skończyło się na upokarzającej porażce. Zaraz potem zespół pod okiem trenera Samiego Trabelsiego wystąpił na prestiżowym Pucharze Narodów Afryki w Maroku. Grając w deszczu w Rabacie ostatni mecz w grupie z Tanzanią, tunezyjscy piłkarze zostali wygwizdani przez swoich kibiców. Remis obu drużynom dawał awans i tak się skończyło (1:1). W pucharowej rundzie Tunezyjczycy zaliczyli porażkę po serii karnych z Mali i odpadli w 1/8 finału.
Po tym Tunisian Football Federation zwolniła selekcjonera Trabelsiego, a na jego miejsce zatrudniła byłego reprezentanta Francji, mającego tunezyjskie korzenie, Sabriego Lamouchiego. Ten rozpoczął pracę od... skrytykowania miejscowej ligi, mówiąc, że mecze w niej są nudne, a kandydatów do kadry będzie szukał gdzie indziej. I znalazł. Jednym z nowych graczy został 32-letni Rani Khedria, młodszy brat Samiego, niemieckiego mistrza świata z 2014, byłego piłkarza m.in. Realu Madryt i Juventusu. Za młodszym Khedirą udany sezon w Bundeslidze. Ma na koncie kilka goli i asyst. Wcześniej odmawiał gry, ale teraz przystał na ofertę, skuszony występem na mundialu. Zadebiutował w marcowych meczach kontrolnych, w których Tunezja pokonała w Toronto innego finalistę amerykańskiego mundialu Haiti 1:0 i bezbramkowo zremisowała z Kanadą.
Czy okaże się zbawieniem? Nie, ale na pewno wzmocni środek pola. Orły Kartaginy będą miały trudności, żeby przebrnąć przez fazę grupową, ale na pojedynczy sukces ich stać. W listopadzie zremisowały towarzysko z Brazylią. Cztery lata temu w Katarze, w ostatnim meczu w grupie, pokonały urzędującego mistrza Francję 1:0, a na mundialu w Rosji w 2018 przegrali 1:2 z Anglią po golu Harry'ego Kane'a w doliczonym czasie.
(zich)
